Przekonanie, że trybunał w Strasburgu zajmuje się prawami obywatelskimi, a ten w Luksemburgu kwestiami firmowymi, to stereotyp. Oba systemy się przenikają i uzupełniają - mówi w wywiadzie dla DGP Katarzyna Wiśniewska, koordynatorka Programu Spraw Precedensowych, Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Powoli w Polsce utrwala się świadomość, że Europejski Trybunał Praw Człowieka też broni naszych praw, gdy sądy krajowe zawiodą. Natomiast Trybunał Sprawiedliwości UE jest postrzegany raczej jako sąd dla firm i do rozstrzygania kwestii proceduralnych. Czy jednak może on też bronić praw jednostki?
System instytucjonalny Rady Europy i Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) są znane zarówno polskim sądom (i mają wpływ na ich orzecznictwo), jak i obywatelom. Powodów takiej sytuacji jest wiele. Pierwszy to pewnie czynnik czasu. W tym roku mija 25-lecie obowiązywania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w Polsce, więc możliwość składania skarg do ETPCz istnieje już dość długo i jest silnie zakorzeniona. Ponadto sądzę, że możliwość zwrócenia się do ETPCz utrwaliła się w świadomości społecznej dlatego, że każdy – po spełnieniu określonych warunków – może „pójść do Strasburga” i przedstawić swoją sprawę. Natomiast zasady funkcjonowania Trybunału w Luksemburgu takiej możliwości nie przewidują. Trybunał ten daje wskazówki do interpretacji prawa unijnego, ale wciąż sprawę indywidualną rozstrzyga sąd krajowy i tylko on ma możliwość przedłożenia pytania prejudycjalnego. To sprawia, że system ten jest „odleglejszy” i jeszcze rok temu wiedza społeczna o trybunale w Luksemburgu nie była duża. Inny element diagnozy na temat zróżnicowania w popularności tych instrumentów dotyczy tego, z jakimi sprawami do TSUE zwracały się polskie sądy. Wcześniej dominowały sprawy podatkowe, administracyjne i związane z szeroko rozumianą działalnością gospodarczą. W ostatnim czasie są to natomiast kwestie dotyczące sądownictwa i prawa do sądu, które przyciągają uwagę opinii publicznej i mogą przyczyniać się do zwiększenia świadomości na temat tej drogi. W fundacji stawiamy sobie za cel pokazanie, że unijny Trybunał orzeka w sprawach ludzkich i bliskich zwykłym obywatelom. Jego duży potencjał w tym zakresie dostrzegamy nie tylko my, ale potwierdzają go również przeprowadzone przez nas badania ankietowe wśród adwokatów, radców prawnych, sędziów i przedstawicieli innych organizacji pozarządowych, a przede wszystkim samo orzecznictwo trybunału.
Reklama
O jakie sprawy chodzi?
TSUE ma duży potencjał w zakresie ochrony praw jednostki przede wszystkim w sprawach dyskryminacyjnych i z zakresu prawa pracy oraz oczywiście w szeroko rozumianych sprawach karnych. Obecnie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest kojarzony z wyrokami dotyczącymi europejskiego nakazu aresztowania (głównie za sprawą głośnej sprawy irlandzkiej o przekazanie oskarżonego do Polski), a także ze sprawami dotyczącymi praw mniejszości i kwestii azylowych. Potencjał procedury przed luksemburskim trybunałem dostrzegają coraz częściej adwokaci i radcowie prawni występujący przed sądami krajowymi. Nie zapominajmy też, że popularne przed trybunałem kwestie podatkowe dotykają również zwykłych ludzi.

Reklama
TSUE dał nam też słynne prawo do bycia zapomnianym, ustanowione w wyroku Google Spain. Jakieś inne przykłady konkretnych rozstrzygnięć mających wpływ na prawa jednostki?
Jeśli mówimy o ostatnich latach, to bez wątpienia ważny był wyrok w sprawie Coman z tego roku, który dotyczył swobody przemieszczania się partnerów pozostających w związkach jednopłciowych. Orzeczenie trybunału dotyczyło sytuacji, w której obywatel Unii udał się do innego państwa członkowskiego i tam zawarł legalnie małżeństwo z osobą z państwa spoza Unii. TSUE uznał, że organy państwa członkowskiego nie mogą odmówić jego małżonkowi prawa pobytu tylko z tego względu, że prawo krajowe nie przewiduje małżeństwa osób tej samej płci. Przykład tej sprawy pokazuje też, że nie warto rozdzielać systemu strasburskiego i luksemburskiego. Niewiele wcześniej (bo w grudniu 2017 r.) mieliśmy bowiem wyrok ETPCz ws. Orlandi przeciwko Włochom, który dotyczył bardzo podobnego zagadnienia. On również wskazywał na pewne obowiązki państwa i przyznawał, że nawet jeśli w systemie prawnym nie uregulowano sytuacji par czy małżeństw jednopłciowych, nie zwalnia to organów państwa z zagwarantowania ich partnerom pozostającym w takich związkach. Te wyroki pokazują wzajemne przenikanie się systemów Unii Europejskiej i Rady Europy. Podobnie jest np. z kwestiami dotyczącymi wolności wyznania w miejscu pracy – zajmowały się nimi zarówno ETPCz, jak i TSUE.
Musimy zważać nie tylko na prawo krajowe, ale i na europejskie. To esencja systemu, w którym funkcjonujemy
Na ile pojedyncze wyroki TSUE, często dotyczące innych krajów i systemów prawnych, przekładają się na prawa przeciętnego Polaka i możliwość ich egzekwowania?
Przede wszystkim kształtują one sposób interpretacji prawa unijnego. Jeśli mówimy o istocie orzecznictwa sądów międzynarodowych, należy wyróżnić dwie płaszczyzny. Pierwsza to wyrok w określonej sprawie i jego oddziaływanie na sytuację danej osoby, a druga – to wpływ na interpretację określonych przepisów z zakresu prawa UE. Polskie sądy i inne sądy krajowe, widząc podobieństwo sprawy, w której rozstrzygają z wyrokiem sądu europejskiego, stosują określone w nim standardy bez konieczności ponownego zwracania się do niego. Na to orzecznictwo mogą powoływać się również prawnicy i strony postępowania. To esencja systemu, w którym funkcjonujemy – musimy zważać nie tylko na własne prawo krajowe, ale i na prawo europejskie.
Czy można jakoś nakłonić sąd, by w konkretnej spra wie zwrócił się z pytaniem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej?
W określonych sytuacjach jest to obowiązkiem sądu. Dużą rolę odgrywają jednak profesjonalni pełnomocnicy, którzy mogą zwrócić sądowi uwagę, że w sprawie występuje wątek europejski i przedłożenie takiego pytania jest zasadne. Żeby zwiększała się liczba odesłań prejudycjalnych w zakresie ochrony praw człowieka, musi istnieć z jednej strony świadomość sędziów co do możliwości i roli składania pytań do TSUE – i wiara, że pomagają one rozstrzygnąć sprawę – ale z drugiej strony także świadomość pełnomocników. Według badań przeprowadzonych ostatnio przez Helsińską Fundację Praw Człowieka jedną z przyczyn braku występowania do trybunału w Luksemburgu, na którą powoływali się sędziowie, był fakt, że strony nie składają takich wniosków. Oczywiście, taki wniosek nie jest konieczny, a decyzja o złożeniu pytania należy każdorazowo do sądu, ale z naszych badań wynika, że taka inicjatywa jest ważna dla decyzji o skorzystaniu z tego instrumentu prawnego. By przekonać pełnomocników do tej procedury, warto zwrócić uwagę, że dużą zaletą systemu luksemburskiego jest to, że stanowisko trybunału poznajemy przed wydaniem ostatecznego rozstrzygnięcia. W konsekwencji nie musimy czekać na wyczerpanie drogi krajowej i wieloletni proces, jak w przypadku ETPCz. Jeśli zwrócimy się z pytaniem prejudycjalnym, to późniejsze rozstrzygnięcie jest zgodne ze standardami Unii Europejskiej.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka często występuje jako „przyjaciel sądu”. Czy zachęcacie sądy do składania pytań prejudycjalnych?
Tak, albo chociaż staramy się zwrócić uwagę sądu na wątki unijne w danej sprawie. I to nie tylko w sprawach, w których występujemy w charakterze „przyjaciela sądu” i przedstawiamy opinię prawną czy też organizacji społecznej, ale także gdy osoby, które zwróciły się do nas o pomoc reprezentują współpracujący z nami prawnicy pro bono. Również w takich wypadkach staramy się przekonać prawników i klientów, że warto wystąpić z wnioskiem o zadanie pytania.
A jak pani ocenia świadomość polskich sędziów i częstotliwość zadawania przez nich pytań na tle innych państw europejskich?
Dane statystyczne pokazują, że wciąż jeszcze powinna być ona podnoszona. W 2017 r. sądy polskie zadały 17 pytań, a łącznie, od kiedy mają taką możliwość, ok. 120. Ta liczba jest mniejsza w porównaniu np. z węgierskimi sądami. Ale sądzę, że świadomość polskich prawników się zwiększa, a instrument pytań prejudycjalnych jest coraz częściej używany. Wpływa niewątpliwie na to fakt, że temat odesłań prejudycjalnych coraz częściej pojawia się w debacie publicznej. Znaczenie ma też większa liczba szkoleń dla sędziów i adwokatów. Ważne jest jednak, by korzystać z unijnych mechanizmów nie tylko w tych sferach, w których już taka praktyka istnieje, ale też np. w ramach postępowań karnych związanych z europejskimi dyrektywami, które dookreślają gwarancje proceduralne dla stron, a wciąż nie są w pełni wdrożone przez polskie ustawodawstwo i praktykę.
Rozumiem, że oba systemy – strasburski i luksemburski – nie wykluczają się?
One się uzupełniają. TSUE odwołuje się do orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a ETPCz sięga coraz częściej po standardy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.