Ministerstwo Sprawiedliwości, pracujące nad nowelizacją prawa upadłościowego, chce zrealizować zarazem istotną dla kredytobiorców koncepcję „klucze za dług”. To dobry pomysł?

Jestem jego zwolennikiem. Uważam, że gdy obywatel oddaje mieszkanie, powinien uwalniać się od długu. Sytuacja, w której czyimś wierzycielem jest tylko bank, lokal mieszkalny po kilku albo nawet kilkunastu latach spłaty zostaje sprzedany, a dłużnik musi jeszcze dodatkowo przez trzy lata zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych, jest nazbyt obciążająca dla kredytobiorców. Musimy jednak pamiętać, że wprowadzenie koncepcji „klucze za dług” mogłoby rozwiązać kłopoty tylko niewielkiej części kredytobiorców. Założeniem jest tu bowiem, że mieszkanie jest mniej warte niż wartość kredytu do spłaty.

Byłoby to więc istotne głównie dla frankowiczów.

Właśnie. I to tych godzących się na pozbycie się mieszkania, które spłacali przez lata. Ale generalnie byłby to krok w dobrym kierunku.

Przy czym Ministerstwo Sprawiedliwości zaznacza, że „klucze za dług” dotyczyłyby tylko nowo zaciąganych kredytów, już po wejściu w życie ustawy.

I to powoduje, że działanie Ministerstwa Sprawiedliwości należy oceniać jako niekonsekwentne. Na obecnym rynku hipotecznym sytuacje, które uzasadniałyby skorzystanie z możliwości oddłużenia się w zamian za zwrot mieszkania, są nieliczne. Kłopot jest z tymi, którzy brali kredyty kilka i kilkanaście lat temu.

Ministerstwo Sprawiedliwości chciałoby wprowadzić jeszcze układ konsumencki – w toku postępowania upadłościowego sąd będzie mógł zdecydować o czasowym (do pięciu lat) obniżeniu rat, nawet gdy bank nie będzie się na to zgadzał.

Jakkolwiek trudno to nazwać w takim razie układem, to rozwiązanie wydaje się rozsądne. Oczywiście musimy poczekać na szczegóły, bo przy tworzeniu prawa te są istotne. Przede wszystkim ważne jest to, czy możliwość skorzystania z takiego układu miałaby dotyczyć już obecnych kredytobiorców, czy tylko tych przyszłych.

Z czwartkowego oświadczenia Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że tylko przyszłych, choć wcześniej wiceminister sprawiedliwości deklarował, że miałoby to dotyczyć już wziętych kredytów. Zbigniew Ziobro nie chce jednak uderzyć w interesy ekonomiczne banków.

Jeśli tylko przyszłych, to ta ustawa byłaby działaniem pozornym, nastawionym wyłącznie pod efekt medialny. Od dawna obserwuję mamienie kredytobiorców, głównie frankowiczów, różnymi pomysłami. Kłopot z nimi jest taki, że nie wchodzą one w życie. A – co widzimy na przykładzie tego projektu – nawet jeśli wejdą, to nie rozwiążą żadnego z występujących obecnie problemów.

Jak więc pomagać kredytobiorcom, w tym frankowiczom?

Są dwa aspekty: zmiany legislacyjne oraz działania niewymagające nowelizacji ustaw. Zorganizowałem w połowie czerwca spotkanie ekspertów – teoretyków i praktyków zajmujących się problematyką prawa upadłościowego. Jednym z głównych postulatów jest wprowadzenie upadłości restrukturyzacyjnej. Bez wątpienia likwidacja majątku dłużnika-konsumenta i sprzedaż zadłużonego mieszkania powodują negatywne skutki społeczne. Dłużnik zmuszony jest do szukania nowego lokalu, z reguły do wynajęcia. Zasadne wydaje się zatem rozważenie, czy w takiej sytuacji restrukturyzacja nie powinna polegać na umorzeniu określonej części zaciągniętego kredytu mieszkaniowego (np. 20 proc.). Pozostałą część dłużnik spłacałby przez kolejne kilkadziesiąt lat, jak wynikałoby to z pierwotnej umowy. W obecnym kształcie upadłości konsumenckiej takie rozwiązanie wydaje się niemożliwe do zastosowania.

Staram się też na bieżąco wspierać frankowiczów: kilka tygodni temu zorganizowałem spotkanie z profesjonalnymi pełnomocnikami, którzy reprezentują frankowiczów w sądach. Widzę duży potencjał w kształtowaniu orzecznictwa sądowego korzystnego dla kredytobiorców. Uchwała SN z 20 czerwca 2018 r. (III CZP 29/17) ma istotne znaczenie dla tworzenia jednolitych standardów orzeczniczych, choć potwierdza to, co dla wielu wydawało się oczywiste.

Warto pamiętać, że większość frankowiczów nie chce ogłaszać upadłości, która oznaczałaby potwierdzenie długu. Uważają oni, że na etapie zaciągania kredytu zostali wprowadzeni w błąd, a w umowach roiło się od niedozwolonych postanowień umownych. I szansą dla wielu z nich jest wykazanie tego w sądzie, bo umowa bez klauzul abuzywnych ich nie przeraża.

Dobrze by było, gdyby także rządzący wzięli się do pracy u podstaw i pomogli w rozwiązywaniu realnych kłopotów. Tworzenie ustawy tylko dla przyszłych kredytobiorców, gdy dziś rynek hipoteczny siłą rzeczy musi uwzględniać nieufność konsumentów będącą wynikiem zaszłości sprzed wielu lat, oznaczałoby, że zapomniano o wszystkich tych, którzy dziś zmagają się z problemem.