Vicent Del Campo, obywatel Hiszpanii, pracował w szkole artystycznej. Został oskarżony przez jedną ze współpracowniczek o molestowanie w miejscu pracy. Ponieważ wewnętrzna skarga kobiety nie została uwzględniona, zwróciła się ona do regionalnego urzędu edukacji. Władze nie podjęły żadnych działań i dlatego kobieta wszczęła postępowanie przed sądem administracyjnym – zaskarżyła bezczynność organu, który nie zapewnił jej pomocy w sprawie molestowania.
W listopadzie 2011 r. regionalny sąd administracyjny orzekł bezczynność organu i nałożył na niego obowiązek zapłaty 14,5 tys. euro kary na rzecz skarżącej kobiety. W wyroku stwierdzono, że urząd edukacji – czyli organ administracji publicznej – był świadomy jej sytuacji i nie podjął żadnych działań w celu jej ochrony. W wyroku wskazano kilkakrotnie imię i nazwisko Vicenta Del Campo jako sprawcy molestowania i mobbingu.
W grudniu 2011 r. Del Campo dowiedział się o wszczętym przez poszkodowaną postępowaniu i zwrócił się do sądu o dostęp do akt oraz o włączenie go do niego jako strony. Sąd odmówił mu udziału w sprawie, wskazując, że stroną postępowania może być jedynie organ administracji publicznej, nawet jeśli odpowiedzialność za czyn można przypisać konkretnemu pracownikowi. Także hiszpański Trybunał Konstytucyjny odrzucił wniosek Del Campo o stwierdzenie naruszenia zasad rzetelnego postępowania w sprawie, wskazując, że jego skarga nie była dostatecznie uzasadniona pod względem zarzutów niezgodności z konstytucją.
Reklama
Del Campo zwrócił się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, podnosząc naruszenie prawa do prywatności w związku z opublikowaniem danych na jego temat i przypisaniem mu w uzasadnieniu wyroku odpowiedzialności za molestowanie koleżanki z pracy (skarga nr 25527/13). Takie zachowanie ze strony sądu miałoby godzić w jego reputację i być naruszeniem art. 8 Konwencji.
W wyroku z 6 listopada 2018 r. strasburski trybunał przypomniał, że ochrona prywatności obejmuje reputację, honor i wizerunek. W wyroku sądu administracyjnego skarżący został zidentyfikowany z imienia i nazwiska. Sąd ten uznał, że jego zachowanie stanowiło mobbing i znęcanie się nad współpracowniczką. Jednocześnie Del Campo nie był poinformowany o postępowaniu, jakie zostało wszczęte wobec urzędu, jak również o wydaniu wyroku w sprawie. Jak zauważył ETPC, wyrok został wydany wiele lat po złożeniu skargi przez kobietę. Tym samym ujawnienie tożsamości skarżącego było ingerencją w jego prawo do prywatności.

Reklama
Sprawdzając, czy ingerencja w prawo do prywatności była uzasadniona, trybunał stwierdził, że istniał interes publiczny w zapewnieniu transparentności i otwartości postępowań sądowych. Ponadto publikacja informacji na temat zachowania skarżącego miała na celu ochronę skrzywdzonej w miejscu pracy kobiety. Strasburscy sędziowie podkreślili również, że choć skarżący nie został dopuszczony do postępowania, w samym wyroku sąd krajowy wyszedł poza badanie wyłącznie odpowiedzialności organu administracji publicznej, przypisując odpowiedzialność Del Campo. Tym samym wyrok sądu administracyjnego był dla niego stygmatyzujący i mógł mieć długofalowe konsekwencje dla jego honoru, reputacji i życia zawodowego.
Jednocześnie wskazanie w wyroku z imienia i nazwiska skarżącego nie zostało poparte szerszym uzasadnieniem. Sąd mógł nie ujawniać jego danych lub zastąpić je inicjałami – w sprawie nie zostało wyjaśnione, dlaczego tego nie uczynił. Del Campo dowiedział się o wyroku z prasy pięć lat po złożeniu pierwotnej skargi przez jego koleżankę. W trakcie postępowania sądowego nie został wezwany, nie miał możliwości wypowiedzenia się ani zwrócenia się o nieujawnianie jego danych osobowych. Jego prawo do prywatności nie było więc w wystarczającym stopniu zabezpieczone, zwłaszcza że orzeczenia są publiczne, a zakres ich dostępności jest regulowany przez sędziów.
ETPC uznał, że ingerencja w prawo do prywatności skarżącego nie była w wystarczającym stopniu uzasadniona. Tym samym doszło do naruszenia art. 8 Konwencji. Skarżącemu przyznano 12 tys. euro zadoścuczynienia.