Prawie 17,5 mln zł. Tyle tylko w ubiegłym roku Skarb Państwa zapłacił za błędy wymiaru sprawiedliwości. Od 2009 r. 140 mln zł. Ile z tego udało się odzyskać na podstawie powództw regresowych od osób, które spowodowały niesłuszne skazania czy aresztowania? Brak takich statystyk. Czy odpowiedzialni za błędy sędziowie i prokuratorzy są nietykalni, a powództw z art. 557 k.p.k. nie ma wcale?
W latach 2009–2017 za błędy wymiaru sprawiedliwości Skarb Państwa płacił miliony. To przedział od ok. 5,2 mln zł (w 2009 roku) do 21,2 mln zł (w 2014 roku). W roku ubiegłym była to blisko 17,5 mln zł, a dwa lata temu ponad 18,5 mln zł. To dane Ministerstwa Sprawiedliwości. Do kwot wypłaconych za błędy sędziów i prokuratorów zaliczone zostały wszystkie odszkodowania i zadośćuczynienia, jakie w poszczególnych latach wypłacono za niesłuszne skazanie, niesłuszne tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie oraz niesłuszne zastosowanie innego środka zabezpieczającego.
Reklama
W latach 2009–2017 ze Skarbu Państwa, czyli de facto z kieszeni podatników, za błędy wymiaru sprawiedliwości wypłacono prawie 140 mln zł. Z punktu widzenia podatnika są to duże pieniądze. Zasadne jest więc pytanie, ile udało się odzyskać od osób, z powodu których Skarb Państwa musiał je wypłacić. Artykuł 557 par. 1 kodeksu postępowania karnego (k.p.k.) stanowi, że w razie naprawienia szkody oraz zadośćuczynienia za krzywdę Skarb Państwa ma roszczenie zwrotne do osób, które swoim bezprawnym działaniem spowodowały niesłuszne skazanie, zastosowanie środka zabezpieczającego, niewątpliwie niesłuszne tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie. Dotyczy to np. sędziów i prokuratorów. Powództwo dotyczące roszczeń, o których mowa, może wytoczyć w postępowaniu cywilnym prokurator lub organ, który jest powołany do reprezentowania Skarbu Państwa.

Nie wiedzą ani urzędy, ani sądy

Reklama
Ile powództw z art. 557 k.p.k. wytoczono na przestrzeni lat 2009–2017? Nie wiadomo. Ministerstwo Sprawiedliwości i Prokuratura Krajowa informują, że takich danych nie mają.
– Już sam fakt braku precyzyjnych danych i wiedzy Ministerstwa Sprawiedliwości o prowadzonych na podstawie tego przepisu postępowaniach jest symptomatyczny. Może świadczyć o braku woli rozliczania osób odpowiedzialnych za decyzje o bezpodstawnym pozbawieniu wolności. W szerszym kontekście pozwala na smutną konstatację o nie dość wysoko cenionej wolności i co za tym idzie – ignorowaniu konieczności naprawy tych sytuacji, w których doszło do jej bezpodstawnego pozbawienia – uważa adwokat Marcin Nowak.
– Dane o zasądzanych kwotach powinno gromadzić Ministerstwo Sprawiedliwości. Ma to znaczenie dla oceny aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości w Polsce – dodaje prof. Zbigniew Ćwiąkalski.
Prokurator i sędzia są zwolnieni z odpowiedzialności, jeśli nie wykaże się im, że w sposób bezprawny świadomie wprowadzają do procesowego obiegu nieprawdziwe okoliczności obciążające konkretne osoby
Informacji na ten temat stosowania art. 557 k.p.k. próżno szukać też w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości i Najwyższej Izbie Kontroli. Takiej wiedzy nie ma nawet Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa.
– Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa na podstawie danych, którymi dysponuje, nie jest w stanie ustalić, czy dotychczas wykonywała zastępstwo procesowe w sprawach z powództwa Skarbu Państwa o zapłatę kierowanych przeciwko osobom, które swoim bezprawnym działaniem spowodowały niesłuszne skazanie, zastosowanie środka zabezpieczającego, niewątpliwie niesłuszne tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie – tłumaczy Sylwia Hajnrych, rzecznik tej instytucji.
Niepowodzeniem zakończyły się również poszukiwania w poszczególnych sądach.
– Nie mogę udzielić informacji, gdyż brak danych statystycznych dotyczących spraw z powództwa regresowego, o którym mowa w art. 557 k.p.k. – informuje Janusz Sulima, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Białymstoku.
– Szukaliśmy „na piechotę”. Ustaliłam, że nie ma możliwości odszukania roszczeń regresowych za pomocą repertorium. Pracownicy sekretariatów rozpytywali obecnych sędziów, czy rozpoznawali tego rodzaju sprawy. Wynik jest negatywny. Często bazujemy na swojej pamięci i myślę, że kierownicy poszczególnych sekretariatów i ich pracownicy zapamiętaliby takie postępowania – stwierdza sędzia Agata Dybek-Zdyń, rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach.
– Tego rodzaju powództwa należą do grupy powództw o zapłatę z tytułu odpowiedzialności deliktowej, a więc do kategorii spraw, które są jednymi z najczęściej wpływających do sądów cywilnych. Nie ma jednak dla nich odrębnej pozycji statystycznej – przekonuje sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach.
To oznacza, że aby odpowiedzieć na pytanie, ile powództw regresowych z art. 557 k.p.k. było w latach 2009–2017 i jakim zakończyły się rezultatem, należałoby wystosować zapytanie do wszystkich sądów okręgowych i rejonowych w Polsce, a potem liczyć na to, że znajdzie się tam ktoś, kto podejmie się syzyfowej pracy, jaką bez wątpienia jest sprawdzenie każdej sprawy o zapłatę z tytułu odpowiedzialności deliktowej, która wpłynęła do danego sądu w ciągu ostatnich 9 lat. Uzyskanie miarodajnej statystyki w skali kraju jest więc praktycznie niemożliwe.

Szczątkowe dane prokuratury

Jedyne dostępne, choć i tak bardzo fragmentaryczne dane na temat liczby powództw regresowych znajdują się w sprawozdaniach prokuratora generalnego z działalności prokuratury za lata 2011–2015. Wynika z nich, że w roku 2011 powództwa regresowe były cztery, z czego jedno oddalono. Nie ma danych, jakie kwoty zasądzono w pozostałych trzech sprawach. W 2012 roku był jeden pozew (344 zainicjowane postępowania, w 320 odmówiono regresu), dodatkowo zostały rozpoznane przez sądy dwa regresowe powództwa prokuratora wytoczone jeszcze w 2011 roku. W jednej sprawie powództwo oddalono, w drugiej sąd zasądził dochodzoną kwotę, ale nie wiadomo jaką. W 2013 roku – dwa pozwy (326 postępowań, 297 odmowa regresu). W 2014 i 2015 powództw nie było wcale. W latach 2014 rozpoznano natomiast jedno powództwo regresowe, wniesione w poprzednim okresie sprawozdawczym, wskutek czego zasądzono kwotę 3 009,63 zł. W 2015 roku podobna sytuacja – tyle że zasądzona kwota wyniosła 6 059,50 zł. Ponadto w 2015 roku w jednej sprawie roszczenie w kwocie 1000 zł zostało dobrowolnie zaspokojone. Nowszych danych już brak.

Efekt błędnego koła

Pytanie dlaczego, przecież art. 557 k.p.k. ma stwarzać płaszczyznę do wyciągnięcia finansowych konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za ewidentnie błędne stosowanie prawa z najdalej idącymi tego skutkami, bo polegającymi na pozbawieniu wolności ludzi pozostających pod ochroną wynikającą z domniemania niewinności.
– Wydaje się, że istnieje sprzężenie zwrotne między regulacjami dotyczącymi stosowania tymczasowych aresztów, odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszne tymczasowe aresztowania a przepisem 557 k.p.k. Prowadzi ono do zjawiska, które bez cienia przesady można nazwać efektem błędnego koła. W dużym uproszczeniu można wskazać, że sądy z dużą łatwością i często pochopnie stosują tymczasowe areszty i jednocześnie powstrzymują się od zasądzania odpowiednio wysokich kwot zadośćuczynienia. Sprawia to, że być może ze względu na niskie kwoty nie istnieje wystarczające zainteresowanie stosowaniem regulacji z 557 k.p.k., bo zwyczajnie brak finansowej motywacji w odzyskiwaniu wypłaconych przez Skarb Państwa odszkodowań – dodaje Marcin Nowak.
W istocie, choć kwota 140 mln zł, które wypłacono w ciągu ostatnich 9 lat, robi wrażenie, to w przeliczeniu na konkretne sprawy zasądzane kwoty o zawrót głowy nie przyprawiają. Za niesłuszne tymczasowe aresztowanie w latach 2009–2017 wypłacano średnio od 13,5 tys. zł (2009 rok) do 48 tys. zł (2014 rok). W przypadku odszkodowań za niesłuszne skazania średnio od 10,7 tys. zł (w 2012 roku) do 41,8 tys. zł (w 2017 roku). W przypadku zadośćuczynień średnie wypłacane kwoty wyglądają następująco: od 22,4 tys. zł (w 2010 roku) do 50,1 tys. zł (w 2016 roku) za niesłuszne tymczasowe aresztowanie lub zatrzymanie i od 16 tys. zł (w 2009 roku) do 44,5 tys. zł (w 2015 roku) za niesłuszne skazanie.
Są jednak i takie sprawy, gdzie kwoty wypłaconych odszkodowań i zadośćuczynień idą w setki tysięcy złotych, a nawet miliony. Wspomnieć tu należy sprawę znanego śląskiego adwokata Romana Mirka, który w 2006 roku niesłusznie trafił do aresztu. Za kraty zaprowadziły go bezzasadne podejrzenia o korupcję i rzekome powoływanie się na wpływy w prokuraturze. Zdaniem śledczych mecenas Mirek miał żądać 2 mln zł za uwolnienie Henryka Musialskiego, jednego z baronów paliwowych. W areszcie spędził 9 miesięcy i 14 dni.
Żaden z ośmiu stawianych przez prokuraturę zarzutów przed sądem się nie ostał. Mecenas Mirek uzyskał trzy wyroki uniewinniające. W jednej sprawie prokurator nie wnosił nawet apelacji. Dwie pozostałe oddalono. Walka o odszkodowanie i zadośćuczynienie trwała 22 miesiące. Mecenas Mirek otrzymał 880 tys. zł. Na pytanie, dlaczego Skarb Państwa nie próbuje odzyskać pieniędzy, które w jego i podobnych sprawach musiał wypłacić, odpowiada, że art. 557 k.p.k. jest skonstruowany tak, by nie dało się go zastosować.
– Nie ma szans, bo procedura przewidziana w tym unormowaniu nie może opierać się na np. prawomocnym wyroku uniewinniającym, ale na prawomocnym ustaleniu bezprawności w działaniu prokuratora lub sędziego. Przecież we wszystkich znanych mi przypadkach postępowań zakończonych wyrokami uniewinniającymi nie stwierdzono – procesowo oczywiście – bezprawnego działania konkretnego prokuratora czy sędziego. Prokurator ma ustawowe prawo do stawiania zarzutów karnych, kierowania aktów oskarżenia wobec każdej osoby, wobec której (i to jest kluczowe) zdaniem oskarżającego ocena zebranego w sprawie materiału dowodowego daje podstawy do powyższego. Prokurator i sędzia są zatem zwolnieni z odpowiedzialności w zakresie art. 557 k.p.k., jeśli nie wykaże im się, że w sposób bezprawny, czyli poza obowiązującymi procedurami, czy wręcz w wyniku inicjowania lub kreowania nieprawdziwych zeznań świadków (w tym koronnych) świadomie wprowadzają do procesowego obiegu nieprawdziwe okoliczności obciążające konkretne osoby. Stąd nie dziwią mnie dane statystyczne – wyjaśnia Roman Mirek.
Wątek ten jest również widoczny we wspomnianych sprawozdaniach prokuratora generalnego za lata 2011–2015, gdzie wielokrotnie zwracano uwagę na problemy wynikające z rozumienia art. 557 k.p.k. Wszystkie sprawozdania z tego okresu zawierają następującą refleksję: „Treść normatywna art. 557 k.p.k. nasuwa szereg wątpliwości przy dokonywaniu jego wykładni i niewątpliwie przyczynia się do bardzo rzadkiego występowania przez prokuratorów z roszczeniami regresowymi. Obowiązująca regulacja prawna nie stanowi skutecznego instrumentu dochodzenia roszczeń regresowych, co w odczuciu społecznym może powodować przekonanie o braku odpowiedzialności osób podejmujących decyzje procesowe o pozbawieniu wolności”.
Czy obecnie stanowisko prokuratury jest takie samo jak wówczas? Nie wiadomo. Na to pytanie Prokuratura Krajowa nie odpowiedziała.

Nowelizacja potrzebna czy nie?

Na konieczność nowelizacji art. 557 k.p.k. wielokrotnie uwagę zwracał też rzecznik praw obywatelskich. – RPO korespondował z ministrem sprawiedliwości w sprawie potrzeby nowelizacji art. 557 k.p.k. od 2006 do 2014 r. Nie doprowadziło to do zmian w treści tego przepisu – wskazuje Łukasz Starzewski z Biura RPO. We wniosku rzecznika do ministra (którym wówczas był Marek Biernacki) z 25 kwietnia 2014 r. czytamy, że RPO zwraca się „z prośbą o przeanalizowanie potrzeby nowelizacji art. 557 k.p.k. pod kątem doprecyzowania zawartych w nim uregulowań w celu ułatwienia dochodzenia przez Skarb Państwa roszczeń wynikających z tego przepisu”.
Ministerstwo Sprawiedliwości takiej potrzeby najwyraźniej jednak nie widziało, skoro mimo świadomości problemu treść przepisu nie uległa zmianie. Czy widzi taką potrzebę teraz? Nie wiadomo. Na pytanie, czy obecnie trwają prace nad nowym brzmieniem art. 557 k.p.k., biuro prasowe MS odpowiedziało: „W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace analityczne nad propozycjami ewentualnych zmian w procedurze karnej. Na tym etapie prac nie jesteśmy w stanie podać żadnych konkretnych rozwiązań”.
Pytanie więc, czy wobec braku nowelizacji można zrobić coś, by ten niedoskonały przepis był stosowany.
– Być może należałoby się zastanowić nad kwestią obowiązkowych ubezpieczeń dla sędziów za błędy w sztuce. Z jednej strony takie rozwiązanie mogłoby spowodować jeszcze dalej idącą łatwość stosowania aresztu, a to wobec świadomości istnienia ubezpieczenia. Z drugiej jednak strony przepis ten byłby wówczas częściej stosowany, a sama świadomość procesu odszkodowawczego mogłaby być czynnikiem stymulującym głębszą refleksję nad stosowaniem tego środka. I ten argument moim zdaniem jest przeważający – wskazuje adwokat Marcin Nowak.
Innego zdania jest jednak prof. Zbigniew Ćwiąkalski. – Polisy ubezpieczeniowe dla sędziów niewiele tu pomogą. Są to zazwyczaj błędy wielu ludzi. Przede wszystkim występują one w postępowaniu przygotowawczym (policja, biegli). Błędy sędziów są tylko konsekwencją błędów popełnionych wcześniej. Poza tym jest tu zazwyczaj dwu-, a nawet trójinstancyjność (kasacja). Odpowiedzialność się rozmywa, gdyż są to zazwyczaj błędy nakładające się na siebie. Trudno udowodnić konkretnej osobie, że to właśnie jej błąd zaważył ostatecznie – przekonuje były minister sprawiedliwości.
Problem ze stosowaniem art. 557 k.p.k. jest więc wieloaspektowy i złożony. Wydaje się, że wobec licznych głosów krytyki dotyczących jego brzmienia, a przede wszystkim braku jego praktycznego zastosowania, należy podkreślić konieczność jego nowelizacji. Być może, jeśli prokuratorom czy sędziom będzie groziła odpowiedzialność, w tym finansowa, zastanowią się trzy razy, zanim coś zrobią. Czas do namysłu z pewnością się znajdzie, w sądach przecież niewiele rzeczy dzieje się szybko, same postępowania do najszybszych też nie należą. Być może zaś dzięki temu osoby niewinne nie trafią za kraty, a Skarb Państwa zaoszczędzi na wypłacanych odszkodowaniach i zadośćuczynieniach.