Czy to możliwe, by człowiek dowiedział się o wyroku dopiero z wezwania do zakładu karnego? Okazuje się, że tak. Co gorsza, jest to zgodne z przepisami. Przynajmniej polskimi
Cerowanie procedury karnej skończyło się jeszcze większą dziurą. Skazani mogą się nawet nie dowiedzieć o wyroku
Pierwszą wyrwę w gwarancjach procesowych dla stron postępowania karnego zrobiła PO. W reformie, która weszła w życie 1 lipca 2015 r. i wprowadziła tzw. kontradyktoryjność, zapisano, że sąd, zarządzając przerwę w rozprawie, nie musi zawiadamiać stron – również nieobecnych – o tym, kiedy proces będzie kontynuowany. W zamian zobowiązano jednak sąd do dostarczenia wyroku na piśmie osobom, których nie było podczas jego ogłaszania. Jeśli więc oskarżony nie bardzo interesował się tym, co się dzieje w pierwszej instancji, przynajmniej miał szansę odwołać się od wyroku i bronić w apelacji. Rząd PiS, odwracając reformę PO, odwrócił jednak też wymóg dostarczenia wyroku oskarżonemu. W efekcie może się on o skazaniu dowiedzieć z… wezwania do odbycia kary. Jak to możliwe?