Problematyka biegłych i ich roli w procesach sądowych to temat nośny, powracający jak bumerang, szczególnie w przypadku spraw medialnych. Powszechnie krytykowany jest model rodzimego sądownictwa, w którym to „biegli wydają wyroki”, bo dowód z ich opinii, mimo że formalnie stojący na równi z innymi dowodami, często jest przesądzający w sprawie.
Reklama

Problematyka ta ma szczególne znaczenie w sporach dotyczących praw własności intelektualnej, w których często zachodzi potrzeba skorzystania z wiadomości specjalnych, np. wiedzy technicznej, architektury, wzornictwa przemysłowego itp. Co do zasady, nie ma nic złego w tym, że biegli w opiniach z ww. dziedzin „wydają wyroki” (często wprost oczekuje tego sąd w zadanych pytaniach), trudno bowiem w tych sprawach ograniczyć się tylko do części specjalistycznej bez przełożenia jej na kwestie prawne. To zaś z kolei determinuje de facto wydanie wyroku. Problemem pozostaje jednak rzetelność opinii oraz zrozumienie problematyki prawnej przez biegłych. Nierzadko bowiem opinie w warstwie prawnej dają wyraz powierzchownemu zrozumieniu (lub nawet nie) przepisów prawnych i ich mechanicznej subsumpcji. Zrozumienie zaś tej problematyki i jej przybliżenie sądowi często jest ważniejsze lub przynajmniej równie ważne jak części specjalistycznej.

Nie stoi też temu na przeszkodzie zasada iura novit curia (sąd zna prawo), gdyż chodzi tu o potrzebę zasięgnięcia opinii co do prawa ściśle związanego z kwestiami specjalistycznymi, a nie prawa jako takiego. Powyższe potwierdził m.in. Sąd Najwyższy w postanowieniu z 6 lutego 2014 r. (sygn. akt III KK 359/13). Tymczasem ze znajomością problematyki prawnej u biegłych bywa różnie, co nie przeszkadza jednak wydawać w tym zakresie autorytatywnych, a czasem kuriozalnych opinii, mających swoje konsekwencje procesowe (są np. podstawą do postawienia zarzutów karnych z prawa autorskiego). Z tego względu biegłym często zarzuca się braki kompetencyjne, a opiniom deficyty jakościowe.

Problem ten jest zresztą szerszy i zaczyna się już od samych wymogów dotyczących wpisu na listę biegłych. Biegłymi w wymienionej dziedzinie są osoby mające kierunkowe wykształcenie i specjalizację w danym obszarze, np. muzyce, malarstwie czy architekturze, zdarza się jednak nierzadko, że na listę biegłych wpisani są byli funkcjonariusze służb (celnicy lub policjanci), którzy swoje doświadczenie wyprowadzają z pracy w wymienionych służbach, najczęściej przy pracy z podróbkami. Panuje też różne nazewnictwo specjalizacji w dziedzinie własności intelektualnej, zależne w zasadzie od konkretnego sądu okręgowego (własność przemysłowa, własność intelektualna, prawo autorskie, wynalazki, wzory i znaki towarowe itp.).

Sądy mają ogromny problem ze znalezieniem odpowiednich chętnych do wydania opinii w toczących się sprawach. Nie jest tajemnicą, że specjaliści nie garną się do wykonywania obowiązków biegłych sądowych. Wiąże się to bowiem z dużą odpowiedzialnością, niejednokrotnie sporym nakładem pracy, czemu w wielu przypadkach nie odpowiada adekwatne wynagrodzenie. Podstawą jego określenia jest sztucznie ustalona stawka godzinowa stanowiąca procent stawki bazowej, wynikającej ze stosownego rozporządzenia. Brak przy tym jednolitych kryteriów ustalania czasochłonności wykonania opinii czy też wyodrębniania poszczególnych czynności, jakie składają się na jej wykonanie. W tym aspekcie panuje swoiste „prawo regionalne”, w tym również co do wynagrodzenia za opinie uzupełniające. Brak jasnych reguł powoduje dowolność oceny przez sąd zaprezentowanej przez biegłego karty czasu pracy, to zaś wprowadza niepewność co do wynagrodzenia i zniechęca specjalistów do bycia biegłym.

Do powyższego przyczyniają się też same sądy. Zdarza się bowiem, że obniżają biegłemu wynagrodzenie, kierując się w istocie dowolnymi, a czasem absurdalnymi kryteriami. W jednej z ostatnich spraw tego rodzaju Sąd Apelacyjny w Lublinie (sygn. akt I ACz 1234/17) obniżył wynagrodzenie biegłemu mającemu tytuł naukowy i specjalistyczny tytuł zawodowy (rzecznika patentowego – notabene jednego z niżej podpisanych), argumentując to, że mając tak wysoki stopień specjalizacji i przez fakt, że zajmuje się tematyką na co dzień, w istocie potrzebuje mniej czasu na zapoznanie się z aktami sprawy i sporządzenie opinii. Sąd porównał przy tym czas pracy biegłego z czasem przedstawionym przez poprzedniego biegłego nieposiadającego tytułów naukowych, któremu sporządzenie opinii według karty pracy zajęło mniej czasu, i to nawet niewiele mniej. Sąd nie zauważył przy tym, że opinia poprzedniego biegłego najwyraźniej okazała się nie w pełni przekonująca, skoro zdecydowano się na powołanie kolejnego biegłego, ani, choćby tego, że wysoki stopień specjalizacji powoduje, że biegły wie i zauważa więcej (co znalazło odzwierciedlenie w merytorycznej treści opinii).

Ponadto ten ostatni biegły w tym akurat przypadku miał też znacznie większy materiał dowodowy do uwzględnienia. Praktycznie rzecz biorąc, sąd zamiast wyżej wycenić tę opinię (co wynika choćby z wysokości stawek zależnych m.in. od posiadanych tytułów), obniżył jej wartość, niejako karząc jej autora kosztowo za jego wysoki stopień specjalizacji. Gdyby zaakceptować ten sposób podejścia do wynagrodzenia, to właściwie z tych samych powodów należałoby obniżyć wynagrodzenie biegłego, który pełni swoją funkcję już kolejną kadencję (a tym bardziej pełni ją już wiele lat), jako że jego doświadczenie też miałoby przemawiać za tym, że niejako od razu i bez większego nakładu pracy jest w stanie wydać specjalistyczną opinię adekwatną do danej sprawy. A tymczasem przepisy o biegłych idą w całkiem przeciwną stronę, gdyż z tytułu doświadczenia, tj. pełnienia funkcji biegłego już kolejną kadencję) przewidują możliwość przyznania mu gratyfikacji o 50 proc. wyższej od podstawowej.

Tego rodzaju praktyka zniechęca specjalistów, szczególnie z tytułami naukowymi, do współpracy z sądami, zwłaszcza że postanowienie sądu apelacyjnego w kwestii obniżenia wynagrodzenia nie podlega zaskarżeniu. Specjaliści wolą więc wydawać prywatne opinie pozasądowe, za które otrzymują rynkowe wynagrodzenie. Opinie te składane są często do akt sprawy sądowej, i pomimo tego, że co do zasady traktowane są jako część argumentacji strony, powołany w sprawie biegły musi się z nimi potem w jakiś sposób zmierzyć. W sporach z zakresu własności intelektualnej wykształcił się trend składania takich opinii prywatnych szczególnie, jeśli na szali są interesy rynkowe o wysokiej wartości, a po przeciwnych stronach stoją duzi gracze rynkowi.

Opisany stan nie ulegnie raczej zmianie, o ile zasady wynagradzania biegłych nie zostaną urynkowione na poziomie legislacyjnym lub przynajmniej sądy zaczną doceniać, a nie karać biegłych za ich kompetencje.

Wojciech Gierszewski, radca prawny i rzecznik patentowy, wiceprezes Instytutu Ekspertyz Praw Własności Intelektualnej i Dóbr Niematerialnych w Gdańsku
Marcin Trzebiatowski, radca prawny i rzecznik patentowy oraz biegły sądowy, dr hab., prezes Instytutu Ekspertyz Praw Własności Intelektualnej i Dóbr Niematerialnych w Gdańsku