Czytając wyroki sądowe, zazwyczaj nie skupiamy się na rozstrzygnięciu o kosztach postępowania . Moje poczucie sprawiedliwości nie pozwala mi jednak przemilczeć ostatnio napotkanego orzeczenia.
Sąd Apelacyjny w Białymstoku rozpoznawał apelację pozwanego od wyroku Sądu Okręgowego w Olszynie w sprawie o zapłatę (wyrok z 27 kwietnia 2017 r., sygn. akt I ACa 989/16, LEX nr 2302087). Sądy rozstrzygały spór między młodą kobietą – ofiarą wypadku samochodowego a towarzystwem ubezpieczeniowym. Powódka domagała się m.in. wysokiego zadośćuczynienia (w kwocie 2 mln zł) za krzywdę związaną z trwałym kalectwem wskutek wypadku samochodowego.
Następstwa wypadku
„Wstrząs urazowy, uraz wielomiejscowy, złamanie kręgosłupa szyjnego [...] złamanie żeber, złamanie łopatki, złamanie uda lewego, złamanie kości łokciowej lewej, złamanie kostki przyśrodkowej kończyny dolnej prawej [...]” – to, jak ustalił sąd, tylko niektóre z obrażeń ciała doznanych przez młodą kobietę, która znajdując się na drodze w niebezpiecznej sytuacji, wykonała manewr obronny i wjechała w drzewo. Na skutek wypadku jest ona osobą trwale kaleką. Długotrwałe leczenie nie pomogło w zniwelowaniu paraliżu nóg. Powódka nie chodzi, korzysta z wózka inwalidzkiego, przy czym wymaga wożenia przez inną osobę. Potrzebuje pomocy przy jedzeniu i myciu. Aby mogła skorzystać ze spaceru, ktoś musi ją znieść, gdyż nie ma innej możliwości pokonania schodów. Doznała także dysfunkcji prawej ręki. Po wypadku ma problemy z oddychaniem. Dalsze rokowania w leczeniu poszkodowanej nie są optymistyczne.
Reklama
W wyniku dramatycznego wypadku i kalectwa powódka zmuszona została do przerwania studiów. Nie ma możliwości podjęcia jakiejkolwiek pracy. Rozpadł się także jej długoletni związek. Kobieta doznaje poważnych cierpień psychicznych.

Reklama
700 tys. zł bez kosztów
Z ustaleń sądów obu instancji wynika, że powódka przed procesem uzyskała od pozwanego zakładu ubezpieczeń 175 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał w toku procesu, że należy się jej jeszcze 525 tys. zł tytułem zadośćuczynienia, przyjmując, że powinno ono łącznie wynieść 700 tys. zł. Jednocześnie sąd okręgowy odstąpił od obciążania powódki kosztami procesu na rzecz pozwanego, a także nieuiszczonymi kosztami sądowymi. Jak wynika z uzasadnienia, sytuacja życiowa, materialna i zdrowotna powódki (oraz fakt częściowej wygranej w procesie) uzasadniły odstąpienie od obciążania jej kosztami sądowymi w takim zakresie, w jakim przegrała proces. Z tych samych względów sąd okręgowy nie obciążył poszkodowanej kosztami postępowania.
Ponad 75 tys. zł dla Skarbu Państwa i 4,1 tys. dla pozwanego
Orzeczenie to zakwestionowało pozwane towarzystwo ubezpieczeń – także w zakresie rozstrzygnięcia o kosztach. Sąd Apelacyjny w Białymstoku zmienił częściowo zaskarżony wyrok i uznał, że powódka nie zasługiwała na dobrodziejstwo zwolnienia jej z obowiązku ponoszenia kosztów sądowych i kosztów procesu. Dokonując matematycznych wyliczeń, sąd odwoławczy stanął na stanowisku, że powódka z zasądzonego na jej rzecz roszczenia powinna wpłacić ponad 75 tys. zł do kasy Skarbu Państwa. Ma również zapłacić 4,1 tys. zł na rzecz pozwanego jako rozliczenie kosztów procesu w pierwszej instancji.
Motywy sądu odwoławczego
Uzasadniając takie rozstrzygnięcie, sąd zaznaczył, że rację miał pozwany, zarzucając w apelacji, że sąd okręgowy niezasadnie odstąpił od obciążenia powódki kosztami postępowania w pierwszej instancji. Co prawda sąd apelacyjny przyznał, że zadośćuczynienie jest ze swej istoty niewymierne i zależy od decyzji sądu, jednak powódka wystąpiła z „jaskrawo wygórowanym” żądaniem pozwu. Sąd apelacyjny wskazał, iż nie spotkał się dotąd w podobnych sprawach z tak wysokimi roszczeniami, a zasądzone 700 tys. zł uznał za „białostocki precedens”. Jego zdaniem, skoro powódka występowała w procesie z zawodowym pełnomocnikiem, to „powinna być tego świadoma, w związku z czym winna też większą uwagę przywiązać do formułowanych przez siebie żądań, nade wszystko w taki właśnie sposób, aby dostosować je do realiów obowiązującej praktyki sądowej, którą – bądź co bądź – cechuje względna stabilność w tym zakresie”.
Białostocki sąd przyjął także, że przyznawanie bardzo wysokich świadczeń zdarza się, choć tego rodzaju orzeczenia to „ewenementy”. Zaznaczył przy tym, że kobieta uzyska zadośćuczynienie wraz z odsetkami.
Z tych względów sąd doszedł do przekonania, że orzeczenie o kosztach procesu powinno polegać na ich stosunkowym rozdzieleniu, bowiem powódka i tak nie zostanie pozbawiona właściwej kompensaty, „którą mogłaby ona czerpać z zadośćuczynienia nawet po pokryciu kosztów sądowych i kosztów procesu na rzecz przeciwnika procesowego”. Sąd dodał także, że część uwzględnionego roszczenia „dostarczy jej odpowiedniej satysfakcji i złagodzi skutki doznanego cierpienia, o ile te skutki w ogóle mogą podlegać złagodzeniu”.
Nie potrafię podzielić argumentów, dla których sąd odwoławczy nie zgodził się z sądem okręgowym, iż w analizowanej sprawie znajdował zastosowanie art. 113 ust. 4 ustawy o kosztach w sprawach cywilnych. Na podstawie tego przepisu w przypadkach szczególnie uzasadnionych sąd może odstąpić od obciążenia strony kosztami sądowymi. Orzeczenie sądu pierwszej instancji co do odstąpienia od obciążenia powódki znacznymi kosztami sądowymi wydaje się zrozumiałe. Wypadek, który miał miejsce kilka lat temu, na zawsze i nieodwracalnie zrujnował życie młodej studentki, która planowała także założyć rodzinę z bliską jej osobą. Po tym nieszczęśliwym wydarzeniu jej życie osobiste i zawodowe legło w gruzach. W takiej sytuacji obciążanie jej znacznymi kosztami sądowymi uznane zostało przez sąd pierwszej instancji za niesprawiedliwe. Sąd odwoławczy, który odmiennie ocenił tę okoliczność, zdaje się sugerować, że powódka powinna ponosić finansowe konsekwencje zbyt wygórowanego określenia w pozwie kwoty dochodzonego zadośćuczynienia.
Istota problemu
Powstaje pytanie, o jaką zatem kwotę powinna walczyć w sądzie ofiara wypadku, która na jego skutek z osoby zdrowej i aktywnej życiowo trwale utraciła zdolność samodzielnego funkcjonowania? Czy to wykroczenie poza 1 mln zł sprawiło, że żądanie pozwu uznane zostało przez sąd apelacyjny za „jaskrawo” zawyżone? Ile warte jest zdrowie człowieka?
W omawianej sprawie sądy uznały za odpowiednie przyznać powódce kwotę 525 tys. zł, biorąc pod uwagę świadczenie już wcześniej wypłacone przez towarzystwo ubezpieczeniowe w toku postępowania likwidacyjnego. Jak wynika z przepisów o odpowiedzialności deliktowej, poszkodowanemu w wypadku przysługuje odpowiednia suma zadośćuczynienia (art. 445 par. 1 k.c.). Kwota należnego zadośćuczynienia za doznane w wypadku krzywdy oceniana jest przez sąd na podstawie całokształtu okoliczności sprawy. To, że w okolicznościach tego przypadku sądy obu instancji zgodnie uznały, że powódka powinna uzyskać od pozwanego łącznie 700 tys. zł, nie oznacza, że oczekiwanie przez nią wyższej kwoty było przejawem jakiejś niezrozumiałej roszczeniowości. Uznaniowy charakter zadośćuczynienia sprawia, że strona występująca na drogę sądową nie jest w stanie z całą pewnością przewidzieć, jaką część jej roszczenia sąd uzna za odpowiednią, a jaką za nadmiernie wygórowaną.
Warto przytoczyć fragment uzasadnienia warszawskiego sądu apelacyjnego z 6 czerwca 2017 r. do wyroku w sprawie I ACa 568/16 (LEX nr 2323738): „użyte w art. 445 par. 1 k.c. wyrażenie »odpowiednia suma« zawiera już w sobie przyznanie niemożności ścisłego ustalenia zadośćuczynienia ze względu na istotę krzywdy. Dlatego przy ustaleniu zadośćuczynienia nie stosuje się automatyzmu, a każda krzywda jest oceniana przez pryzmat konkretnych okoliczności sprawy”.
Ponad żądanie powód nic nie dostanie
Problem z wysokością wyznaczania wartości przedmiotu sporu w tego rodzaju sprawach jest o tyle poważny, iż obecnie w procedurze cywilnej obowiązuje zakaz orzekania ponad żądanie (art. 321 par. 1 k.p.c.). Oznacza to, że ostrożne określenie przez powoda wysokości dochodzonego świadczenia może spowodować, iż wygra on proces w 100 proc., ale jednocześnie nie otrzyma zadośćuczynienia, które zostałoby mu przyznane, gdyby w pozwie domagał się wyższej kwoty. Sąd naruszyłby bowiem bezwzględne zasady procesowe, gdyby w takim przypadku okazał się hojniejszy, niż tego żądał sam zainteresowany.
Należy przy tym pamiętać, że obecnie orzeka się zadośćuczynienia wyższe niż kilka czy kilkadziesiąt lat temu. Trudno więc ocenić a priori, o jaką kwotę powinna była wystąpić powódka, by nie spotkać się z zarzutem, iż określiła kwotę dochodzoną pozwem zbyt wysoko.
Przyznane miliony
Zasadne powództwa o przyznanie milionowych zadośćuczynień nie trafiają na wokandy sądowe codziennie. Zdarzają się jednak takie sprawy, w których sądy przyznają te najwyższe kwoty. Warto przytoczyć kilka z nich.
Łódzki sąd apelacyjny w wyroku z 21 marca 2017 r. w sprawie I ACa 1437/14 (LEX nr 2282412) uznał, że małoletni powód powinien uzyskać 1 mln zł zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną w wyniku błędów lekarskich popełnionych przy jego narodzinach. Pokrzywdzony cierpi na mózgowe porażenie dziecięce z niedowładem spastycznym czterokończynowym, zaburzony rozwój motoryki, nie ma też zdolności swobodnego manipulowania przedmiotami. Z kolei w wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 4 lipca 2014 r. w sprawie VI ACa 1608/13 (LEX nr 1567105) uznano, że kwota 1 mln zł (z uwzględnieniem wypłaconych dobrowolnie świadczeń) należy się dziewczynce, która na skutek wypadku stała się niezdolna do samodzielnej egzystencji. Jak wynika z ustaleń sądów, w dacie wypadku komunikacyjnego była zdrowym niemowlęciem. Obecnie ma 100 proc. uszczerbku na zdrowiu, nigdy nie będzie chodzić, mówić i funkcjonować samodzielnie. Przez całe swoje życie będzie potrzebowała pomocy innych osób.
Zapytam jeszcze raz, czy w tak dramatycznych sytuacjach obciążanie pokrzywdzonych jakimikolwiek kosztami sądowymi jest sprawiedliwe?