Założenia nowelizacji ustawy przedstawione przez Ministerstwo Zdrowia to tylko próba załatania dziury - mówi w wywiadzie dla DGP dr Wojciech Górowski, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Karnego UJ.
Wobec fiaska walki z handlarzami dopalaczami za pomocą kar finansowych nakładanych przez inspekcję sanitarną rząd chce kryminalizować wszystkie czyny związane z dystrybucją tych specyfików. Czy sankcje karne za obrót tzw. nowymi substancjami psychoaktywnymi to trafny pomysł?
Moim zdaniem tak. Zwłaszcza że za miękkie narkotyki wymierzane są dziś czasem surowsze sankcje niż za dopalacze. Nie dość, że skład nowych substancji psychoaktywnych nie jest wciąż dobrze poznany, to jeszcze ich działanie okazuje się często dużo mocniejsze, niż ma to miejsce w przypadku „tradycyjnych” narkotyków. Uznaje się, że ograniczenie wolności za konsumowanie takich środków służy ochronie życia i zdrowia publicznego. Wydaje mi się, że w przypadku dopalaczy jest podobnie, oczywiście przy zachowaniu zasady proporcjonalności. Obecnie praktyka i orzecznictwo nie wiedzą do końca, jak sobie z nimi poradzić. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii reguluje przede wszystkim obrót, wytwarzanie, udzielanie itd. klasycznych narkotyków. Nie ma jasności, w jaki sposób traktować te same formy aktywności, gdy ich przedmiotem są dopalacze.
Reklama
Ministerstwo chce penalizować posiadanie na własny użytek znacznej ilości dopalaczy, a także planuje objąć przepisami karnymi wszystkie czyny związane z dystrybucją tych substancji. Nie ma tu niespójności?
Widzę tu pewną niekonsekwencję. Skoro ustawodawca zakłada, że dopalacze są bardzo niebezpieczne, to dlaczego tylko posiadanie znacznej ilości – pomijając, co to znaczy – nowych substancji psychoaktywnych jest karane? Analogicznie, gdybym dał pani jedną tabletkę dopalacza, to podlegałbym odpowiedzialności karnej, ale pani za jej posiadanie już nie. Karane jest natomiast posiadanie jednego skręta. Takie przypadki prowokują pytanie, czy autorzy założeń nowelizacji dobrze je przemyśleli.

Reklama
Prawo karne ze względu na swój represyjny charakter powinno posługiwać się precyzyjnymi pojęciami. Czy nie ma ryzyka, że w przypadku definicji „nowej substancji psychoaktywnej” będzie sporo wątpliwości interpretacyjnych co do znamion przestępstwa?
Po pierwsze, trzeba pamiętać, że konstytucyjna zasada mówi o dostatecznej określoności czynu zabronionego. Po drugie, w niektórych krajach europejskich funkcjonują już definicje analogowe dopalaczy – czyli takie, które nie wymieniają konkretnych substancji podlegających kontroli, ale wskazują na grupę środków o podobnej strukturze chemicznej i działaniu co substancja zakazana – i na ich bazie stworzono regulację penalizującą obrót tymi specyfikami. Mimo to z mojej perspektywy założenia nowelizacji ustawy przedstawione przez Ministerstwo Zdrowia to tylko próba załatania dziury.
W jakim sensie?
Chodzi o to, że propozycja resortu to jedynie pomysł na to, jak reagować szybciej na przypadki wprowadzania do obrotu nowych dopalaczy. Obecnie żaden przepis ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii nie wymienia tych środków. Znajdują się one w załączniku do ustawy. Główne założenie ministerstwa to przeniesienie wykazu nowych substancji psychoaktywnych do rozporządzenia. W ten sposób minister zdrowia będzie mógł wydawać nowy za każdym razem, gdy kolejny niebezpieczny środek pojawi się na rynku, bez konieczności przeprowadzania całego procesu legislacyjnego związanego ze zmianami w ustawie. Tymczasem należałoby raczej pomyśleć, jak rozwiązać problem kompleksowo, zaczynając od wypracowania nowej, ogólnej definicji przy współpracy ze specjalistami od chemii i farmakologii, która spełniałaby wymóg dostatecznej określoności przestępstwa. Dzięki temu nie trzeba by co kilka tygodni czy miesięcy aktualizować rozporządzenia.
Ale może żadna definicja ustawowa nie jest w stanie nadążyć za postępem w dziedzinie chemii i farmakologii?
Moim zdaniem można to sformułować sensownie. Na przykład weźmy przepisy, które zakazują posiadania broni palnej i amunicji. Ze względu na szybki postęp technologiczny można się dziś długo zastanawiać, czy w przypadku wystrzeliwania z użyciem lasera mamy do czynienia z bronią palną. Nikomu jednak na razie nie przychodzi do głowy, żeby te przepisy nowelizować. Kluczowa jest bowiem kwestia wykładni.
Dlaczego według pana do tej pory nie podjęto prac, aby systemowo rozwiązać problem dopalaczy?
W tej sprawie reakcja ustawodawcy od samego początku była przykładem klasycznego, nieprzemyślanego populizmu penalnego. Kompleksowe prace legislacyjne wymagałyby najpierw weryfikacji rynku narkotykowego i dokonania oceny, jaką jego część stanowią dopalacze. Dziś tego nie wiadomo. Wiadomo za to, że obowiązujące przepisy są bardzo rygorystyczne i to od dyskrecjonalnej władzy prokuratora lub sądu zależy to, czy posiadacz jointa będzie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Dlatego, żeby jakiekolwiek zmiany miały ręce i nogi, to musiałyby być przede wszystkim poprzedzone racjonalną dyskusją o całej polityce narkotykowej, a to w naszym kraju wydaje się niemożliwe z politycznego punktu widzenia.