- Wymóg zamieszkiwania przez pięć lat na obszarze gminy, w której znajduje się nieruchomość. Drugi problem dotyczy osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego. Wreszcie wątpliwy jest wymóg posiadania kwalifikacji rolniczych. TSUE nieraz uznawał w swoim orzecznictwie, że takie warunki są nieproporcjonalne - mówi dr Piotr Bogdanowicz Katedra Prawa Europejskiego WPiA Uniwersytetu Warszawskiego.



Komisja Europejska przedstawiła właśnie projekt zaleceń mówiących, jakie ograniczenia w handlu ziemią są dopuszczalne z punktu widzenia prawa unijnego. Jakie wnioski płyną z ich lektury dla Polski?
Reklama
Projekt wytycznych sam w sobie nie stanowi źródła wiążącego prawa, ale pokazuje, że zarzuty dotyczące niezgodności naszej ustawy z prawem UE mogą być zasadne. Projekt zbiera w jednym dokumencie argumenty potwierdzające pośrednio te zarzuty. Teoretycznie skoro KE powiedziała „a”, to powinna powiedzieć „b” i skierować sprawę do TSUE. W sporze z Polską chodziłoby nie tyle o to, czy doszło do naruszenia prawa unijnego – w tym zakresie moim zdaniem wątpliwości są niewielkie – ile o to, czy naruszenie może być w tym przypadku usprawiedliwione. Można powiedzieć, że KE sama sobie stworzyła problem: od początku zgłaszała zastrzeżenia do polskiej ustawy, ale przez ponad rok nic nie zrobiła. Stąd zaczęły pojawiać się pytania, czy rzeczywiście dojdzie do wszczęcia postępowania.

Reklama
W jakich przypadkach niezgodność polskiej ustawy z prawem unijnym wydaje się najbardziej ewidentna?
Po pierwsze – wymóg zamieszkiwania przez pięć lat na obszarze gminy, w której znajduje się nieruchomość. Drugi problem dotyczy osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego. Wreszcie wątpliwy jest wymóg posiadania kwalifikacji rolniczych. TSUE nieraz uznawał w swoim orzecznictwie, że takie warunki są nieproporcjonalne. Trybunał podkreślał, że cel, który krajowy ustawodawca chciał tymi środkami osiągnąć – zwłaszcza przeciwdziałanie spekulacji – okazywał się niewystarczający. Zasadniczo łatwo jest wskazać środki bardziej proporcjonalne, jak na przykład prawo pierwokupu przez podmioty, które wymienia ustawa.
Dlaczego KE wciąż nie wszczęła postępowania wobec Polski w odróżnieniu do kilku innych krajów?
Postępowania wyjaśniające, które poprzedzają decyzję o skierowaniu skargi do TSUE, trwają często kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Komisja nie lubi przegrywać spraw przed trybunałem i kieruje sprawę do TSUE, gdy jest pewna swoich racji. Jednocześnie to wyłącznie od niej zależy, w jaki sposób będzie prowadzić sprawę. Jeśli jest zdeterminowana, potrafi działać szybko. Wystarczy przypomnieć, w jakim tempie zareagowała na nieprzestrzeganie przez Polskę decyzji o relokacji uchodźców. Można też sobie wyobrazić, że ustawa o obrocie ziemią trafi pod ocenę TSUE w inny sposób, a mianowicie gdy polski sąd, rozpatrując sprawę na jej gruncie, skieruje pytanie prejudycjalne dotyczące wykładni prawa UE. Nie zmienia to faktu, że skoro KE zdecydowała się opublikować projekt zaleceń, to raczej nie zamierza rezygnować i problemy z polskimi przepisami może uznawać za aktualne. Być może czeka na to, jakie zapadną orzeczenia dotyczące krajów, wobec których już wszczęła postępowania o naruszenie prawa Unii Europejskiej. Niewykluczone też, że czeka na bardziej dogodny moment, biorąc pod uwagę, że kilka „frontów” w sporze z Polską ma już otwartych – choćby w sprawie Puszczy Białowieskiej czy praworządności. O ile postępowanie dotyczące ustawy o obrocie ziemią byłoby klasycznym postępowaniem o naruszenie prawa UE, o tyle te dwa ostatnie mają charakter precedensowy.