Wciąż nie ogłoszono przetargu na system e-zamówień. A został już tylko rok do momentu, kiedy wszystkie procedury będą musiały być prowadzone wyłącznie w internecie.
Już tylko 378 dni dzielą nas od daty granicznej, po której wszystkie przetargi powinny przejść do internetu. Unijna dyrektywa 2014/24/UE w sprawie zamówień publicznych nie pozostawia nam i pozostałym państwom unijnym wyboru – od 18 października 2018 r. wszystkie procedury związane z udzielaniem zamówień publicznych powinny być prowadzone w formie elektronicznej. Nie oznacza to, że państwo musi dostarczyć całej administracji narzędzi informatycznych. Na takie rozwiązanie zdecydowała się jednak Polska. Ministerstwo Cyfryzacji w porozumieniu z Urzędem Zamówień Publicznych zamierza bezpłatnie udostępnić wszystkim zamawiających platformę e-zamówienia. Pytanie jednak czy zdąży, gdyż zgodnie z przyjętym harmonogramem powinna już być zawarta umowa na dostarczenie tego systemu. Na razie wciąż nie ogłoszono przetargu. A ten jest niezbędny, bo większość środków na zakup platformy pochodzi z funduszy europejskich.
– Nie ma mowy, by w tak krótkim terminie stworzyć nowy system na potrzeby polskich zamówień. W grę wchodzą jedynie rozwiązania już gotowe, które będą adaptowane do polskich warunków, co oczywiście nie oznacza, że będą one gorsze. Nawet przy tym wariancie czasu jest mało i trudno dziś o pewność, czy uda się zdążyć przed krytyczną datą 18 października 2018 r. – ocenia Michał Rogalski, ekspert Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.