Po ostatnich orzeczeniach, ujmijmy to w uproszczeniu, dwóch najwyższych instancji sądowniczych w kraju, można śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia ze starciem tytanów. Roli i pozycji ustrojowej zarówno Sądu Najwyższego, a do niedawna również Trybunału Konstytucyjnego, wyjaśniać nie trzeba. Rysująca się aktualnie linia demarkacyjna wyznacza spór, który większość obywateli obserwuje z oddalenia. Dla prawnika nie może być jednak jakiejkolwiek wątpliwości, że konflikt ten będzie rezonował również na płaszczyźnie zwykłych spraw rozpoznawanych codziennie na tysiącach sal rozpraw w kraju. A dodam w tym miejscu dla jasności, że jesteśmy zaledwie w połowie starcia, kiedy przeciwnicy wymienili pierwsze ciosy rozpoznawcze.
Cios za cios
Dla przypomnienia krótkie kalendarium. Sąd Najwyższy rozpoczął rozpoznanie 17 marca 2016 r. Tego dnia wydał rozstrzygnięcie (V CSK 377/15), w którym stwierdził, że przepis art. 70 par. 8 ustawy – Ordynacja podatkowa powielał treściowo przepis art. 70 par. 6, a który to przepis Trybunał Konstytucyjny w wyroku 8 października 2013 roku uznał za niezgodny z konstytucją. Ustawodawca – zamiast wykonać ten ostatni wyrok TK i derogować przepis z ordynacji podatkowej – po prostu nadał mu inną jednostkę redakcyjną (art. 70 par. 8) i ponownie wprowadził do systemu prawnego.
Przywołuję niniejszą sprawę nie w zakresie jej meritum, ale by zwrócić uwagę na okoliczność, że niezgodność przepisu z konstytucją stwierdził nie tyle Trybunał Konstytucyjny, ile właśnie Sąd Najwyższy. W ustnych motywach rozstrzygnięcia sędzia sprawozdawca prof. Wojciech Katner wskazał, że stanowisko SN wiąże się z tym, że sędziowie mają świadomość warunków działalności Trybunału Konstytucyjnego w obecnej chwili. – Wobec tego, że jest to wyjątkowa sytuacja, przekazywanie teraz rozpoznawanej sprawy do trybunału byłoby dla zainteresowanych stron niezrozumiałe i problematyczne – stwierdził prof. Katner.
Niniejszym więc Sąd Najwyższy wykonał pracę Trybunału Konstytucyjnego, uruchamiając przepis art. 8 ust. 2 konstytucji mówiący o jej bezpośrednim stosowaniu. Orzeczenie to zostało również odczytane jako pierwsza próba zastosowania reguły rozproszonej kontroli konstytucyjności w charakterze remedium na postępujący kryzys w trybunale.
W głośnej już uchwale Sądu Najwyższego z 31 maja 2017 r., w której wskazano na brak możliwości zastosowania aktu łaski wobec osoby nieprawomocnie skazanej, zdaniem niektórych komentatorów oraz sejmowej większości Sąd Najwyższy wkroczył w uprawnienia Trybunału Konstytucyjnego. W odpowiedzi do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęło kilka wniosków mających niewątpliwie pozbawić podjętą uchwałę znaczenia prawnego.
I tak marszałek Sejmu, posługując się sobie tylko znaną logiką, uznał, że mamy do czynienia ze sporem kompetencyjnym pomiędzy prezydentem a SN, który w myśl art. 189 konstytucji władny jest rozpoznać wyłącznie Trybunał Konstytucyjny. Zaś prokurator generalny złożył wniosek o zbadanie konstytucyjności art. 523 par. 3 k.p.k. w zakresie dopuszczalności wniesienia kasacji na niekorzyść oskarżonego w razie umorzenia postępowania z powodu zastosowania aktu łaski przez prezydenta.
W podobnym prawniczo aberracyjnym kierunku poszła grupa posłów Sejmu VIII kadencji, wnosząc o zbadanie konstytucyjności instytucji zakorzenionej od dziesięcioleci w polskim systemie prawnym, obecnej we wszystkich typach procedur sądowych: możliwości zadawania przez sądy powszechne pytań prawnych Sądowi Najwyższemu. W uzasadnieniu wniosku czytamy, że odpowiedzi udzielane przez SN mogą ograniczać niezawisłość sędziowską w procesie dalszego rozpatrywania konkretnej sprawy, na kanwie której zadano pytanie prawne.
Posługując się takim samym rozumowaniem, można by zakwestionować inną instytucję obecną w kodeksach procedury karnej, cywilnej czy administracyjnej. Chodzi o związanie sądu I instancji wskazówkami prawnymi sądu odwoławczego zawartymi w uzasadnieniu do wyroku uchylającego do ponownego rozpoznania daną sprawę. Wszak sąd I instancji, powtórnie rozpoznając sprawę, musi się do tych wskazówek zastosować bez względu na to, czy się z nimi zgadza. Bo to wymóg ustawowy. W sposób oczywiście retoryczny pytam, czy nie narusza to niezawisłości sędziowskiej sędziego, który rozpoznaje sprawę po jej uchyleniu? I przypominam, że to właśnie w odpowiedzi na zadane Sądowi Najwyższemu pytanie prawne padła odpowiedź o braku skutków prawnych aktu łaski przed uprawomocnieniem się wyroku. To zdaje się tłumaczyć zbędność pytań prawnych.