- Sądy wymierzają sprawiedliwość, a nie sprawiedliwość społeczną. Czym jest sprawiedliwość, to – przynajmniej od czasu Arystotelesa – wiadomo. Natomiast też nie od dzisiaj wiadomo, że sprawiedliwość społeczna ma się tak do sprawiedliwości jako takiej, jak krzesło elektryczne do krzesła jako takiego - wyjaśnia dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wniesiony przez posłów do Sejmu projekt ustawy o Sądzie Najwyższym zawiera nowy ustrój Sądu Najwyższego. Na nowo ustala się w nim wszystkie kluczowe dla Sądu aspekty: funkcje Sądu, jego zasady działania, organizację, status prawny sędziego SN. Z tego powodu wymaga on wieloaspektowej refleksji, na co oczywiście nie ma miejsca w krótkiej analizie.

Posłowie proponują dodanie SN nowej funkcji: ma stać na straży sprawiedliwości społecznej w zakresie sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Nie przez przypadek, na zasadzie art. 175 Konstytucji RP, sądy wymierzają sprawiedliwość, a nie sprawiedliwość społeczną. Czym jest sprawiedliwość, to – przynajmniej od czasu Arystotelesa – wiadomo. Natomiast też nie od dzisiaj wiadomo, że sprawiedliwość społeczna ma się tak do sprawiedliwości jako takiej, jak krzesło elektryczne do krzesła jako takiego.

Reklama

Sprawiedliwość społeczna nabrała na znaczeniu w trakcie rewolucji we Francji pod koniec XVIII w., a następnie w państwach komunistycznych. Jest ona karykaturą sprawiedliwości. Służy usprawiedliwieniu aktów niesprawiedliwości, bezprawia. W sądach Polacy potrzebują sprawiedliwości, a nie sprawiedliwości społecznej. Proponowane przez posłów wprowadzenie sprawiedliwości społecznej do orzecznictwa sądowego pokazuje, jak głębokie spustoszenie wywołał w polskich elitach politycznych komunizm. Pomimo że mija 30 lat od obalenia pomnika Feliksa Dzierżyńskiego (wielce zasłużonego w realizacji sprawiedliwości społecznej) w Warszawie to – jak widać po wniesionym projekcie ustawy – jego idee wciąż są bliskie dużym grupom posłów.

Reklama

W projekcie ustawy o SN na nowo ustala się wewnętrzną organizację SN. Proponuje się podział SN na trzy izby: 1) Izba Prawa Publicznego, 2) Izba Prawa Prywatnego oraz 3) Izba Dyscyplinarna. O ile posłowie wyliczają, czym mają zajmować się izby Prawa Publicznego i Dyscyplinarna, o tyle w projekcie nie zawarto wyliczenia, co należy do właściwości Izby Prawa Prywatnego. Określając właściwość poszczególnych Izb, nie wiedzieć czemu, ale właściwość Izby Prawa Publicznego utożsamia się w projekcie z rozpoznawaniem spraw podlegających orzecznictwu sądów wojskowych.

Wbrew formułowanym zapowiedziom, w projekcie nie proponuje się obiektywizacji przydziału spraw sędziom. Podziału spraw i wyznaczania składu orzekającego ma dokonywać swobodnie, według własnego uznania, prezes danej Izby.

Proponuje się utrwalenie występującego w sądownictwie trendu odchodzenia od kolegialności w orzekaniu na rzecz orzekania jednoosobowego. Na mankamenty tej tendencji od lat wskazuje doktryna prawa konstytucyjnego. Orzekanie jednoosobowe sprzyja pobieżnemu analizowaniu sprawy i niesie z sobą ryzyko, że nie wszystkie ważne dla niej aspekty będą dostrzeżone przez sąd, poddane analizie i znajdą odzwierciedlenie w treści wyroku. Zgodnie zaś z wolą posłów, co do zasady, Sąd Najwyższy w Izbie Dyscyplinarnej orzeka na posiedzeniu w składzie jednego sędziego.

Liczne wątpliwości budzą propozycje dotyczące statusu sędziów SN. Zgodnie z utrwalonym w orzecznictwie TK założeniem, prawodawca ma być racjonalny. Prawa nieracjonalnego nie można uznać za zgodne z konstytucją. W tym kontekście należy postrzegać przedłożenie inicjatorów projektu ustawy, aby wraz z wejściem w życie nowej ustawy o SN wszyscy sędziowie SN przeszli w stan spoczynku, z wyjątkiem sędziów wybranych przez Ministra Sprawiedliwości. Propozycja ta budzi zastrzeżenia konstytucyjne. Nie ma racjonalnego powodu, aby sędziowie mieli z mocy ustawy przejść w stan spoczynku. Jest nie do pogodzenia z zasadą niezawisłości sędziowskiej, aby o tym, kto może pozostać sędzią SN miał decydować Minister. Pomijając negatywne konsekwencje tej propozycji dla finansów publicznych, ma ona wszelkie cechy weryfikacji politycznej sędziów i usunięcia z Sądu jednych sędziów z powodu ich negatywnej weryfikacji dokonanej przez Ministra Sprawiedliwości, a innych sędziów pozostawienia w Sądzie wskutek ich pozytywnej weryfikacji dokonanej przez Ministra Sprawiedliwości. W ramach zasady niezawisłości, osoba dopóty ma mieć status sędziego, dopóki w sposób zgodny z prawem, rzetelny wykonuje powierzone jej obowiązki. Jeżeli tego nie robi, to w trybie właściwym dla odpowiedzialności prawnej powinna ponieść negatywne konsekwencje swojego zachowania, łącznie z pozbawieniem statusu sędziego, nie zaś wskutek arbitralnej decyzji jednego z członków Rady Ministrów.

Natomiast nie ma zastrzeżeń konstytucyjnych, aby sędziowie SN w wieku 65 lat mieli przechodzić w stan spoczynku. Zgodnie bowiem z utrwalonym orzecznictwem TK, w zakresie zabezpieczenia społecznego powinna być stosowana zasada powszechności. Skoro zatem, co do zasady, Polacy przechodzą na emeryturę w wieku 65 lat, to jest prawnie dopuszczalne, aby zasada ta miała odniesienie także do sędziów.

Reasumując, inaczej niż zakładają wnioskodawcy, projekt ustawy o SN nie wywoła pozytywnych skutków społecznych i gospodarczych. Nie zwiększa poczucia pewności prawnej oraz internalizacji norm prawnych przez obywateli. Proponowane w nim realizowanie przez Sąd Najwyższy sprawiedliwości społecznej zamiast sprawiedliwości jest próbą utrwalenia postkomunizmu w Polsce. W efekcie, gdyby proponowane zmiany znalazły swoje odzwierciedlenie w orzecznictwie Sądu Najwyższego to spadnie zaufanie do niego ze strony obywateli.