Regulacje wprowadzone w nowelizacji ustawy o grach hazardowych cywilizują i stabilizują rynek zakładów bukmacherskich.
Mało który sektor tak bardzo wymagał kompleksowego unormowania jak zakłady bukmacherskie. Chaos regulacyjny ułatwiał nielicencjonowanym podmiotom bezkarną działalność na polskim rynku i był nie tylko obciążeniem wizerunkowym branży. Przede wszystkim pozbawiał polskich graczy skutecznej ochrony przed firmami nielegalnie oferującymi swoje usługi na naszym rynku, a budżet państwa – należnych wpływów z legalnie płaconych podatków. W konsekwencji według międzynarodowych szacunków (m.in. ONZ) szara strefa zakładów bukmacherskich w Polsce to co najmniej 70–90 proc. rynku. Na dojrzałych rynkach, jak Włochy czy Dania, proporcje są zbliżone do odwrotnych: 60–80 proc. podmiotów działa tam legalnie. Czas, by polski rynek również dojrzał i dostosował się do najlepszych europejskich praktyk.
Reklama

Reklama
Wolnoamerykanka
Chaos regulacyjny sprawiał, że na dobrą sprawę wielu (często okazjonalnych) graczy nie zawsze wiedziało, co jest dozwolone, a co nie. Na polskich ulicach rozmnożyły się neony „7777” i punkty zawierania zakładów bukmacherskich. Można było odnieść wrażenie, że kwitnie prawdziwie wolny rynek, co teoretycznie powinno być korzystne dla grających. Wolnoamerykanka oznaczała jednak również, że na nasz rynek weszły podmioty zarejestrowane w innych krajach, niepłacące podatków w Polsce i niepodlegające rygorom polskiego prawa. Co więcej, w przypadkach sporów między firmami a graczami ci ostatni byli w gorszej sytuacji, bowiem trudno było dochodzić jakichkolwiek roszczeń od podmiotu, którego oficjalnie w Polsce nie ma. Nie był to więc cywilizowany wolny rynek, skoro działały na nim firmy korzystające z nieuczciwych przewag konkurencyjnych, a klienci byli pozbawieni ochrony przed nielegalnymi (niezarejestrowanymi w Polsce) firmami. Na szczęście ustawodawca doszedł do podobnych wniosków. Przepisy wprowadzone do nowelizacji ustawy o grach radykalnie porządkują rynek, nadając mu kształt zgodny z dobrymi europejskimi praktykami.
W Polsce szara strefa nielegalnych zakładów w punktach stacjonarnych nie istniała nigdy wcześniej. Problem zaczął się pojawiać, gdy na początku tego wieku – wraz z rozwojem internetu – zaczęły pojawiać się podmioty oferujące zakłady online. W ostatnich 10 latach ten rynek niesamowicie się rozwinął, a polski regulator umożliwił ubieganie się o licencje na zakłady online dopiero w roku 2011. Pierwsze z nich zostały wydane w latach 2012 i 2013, jednak w sytuacji nieegzekwowania prawa od podmiotów bez licencji i przy najwyższym podatku w Europie (12 proc. od stawek) rynek praktycznie się nie zmienił. Co więcej, te regulacje sprzyjały podmiotom typu offshore, ponieważ obsługiwały klientów z Polski bez żadnych konsekwencji – nie płaciły żadnych podatków. Argumentowały, że polska ustawa ich nie obowiązuje.
Rynek bezpieczniejszy
Ostatnie – działające od 1 lipca 2017 r. – regulacje (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 471) wprowadziły jednak zmiany w kierunku skutecznego egzekwowania prawa i ochrony firm działających legalnie – na podstawie licencji Ministerstwa Finansów na organizowanie zakładów. Kolejnym istotnym rozwiązaniem ustawowym jest rejestr nielegalnych domen oferujących zakłady bukmacherskie, który będzie prowadzony przez Ministerstwo Finansów. Z mocy ustawy dostawcy internetu będą musieli blokować dostęp online do podmiotów znajdujących się na liście w ciągu 48 godzin. Będzie to dotyczyć zwłaszcza tych firm, które mają strony w języku polskim i reklamują się na terytorium Polski. W ten sposób legalnie działającym firmom stworzono warunki do zdrowej rynkowej konkurencji.
Jednocześnie, po masowym exodusie nielegalnych podmiotów, na polskim – moim zdaniem bardzo atrakcyjnym – rynku pojawi się miejsce dla nowych graczy.
O ile koncesjonowanie obejmie również kasyna naziemne (przy praktycznie niemienionych przepisach dotyczących ich lokalizacji), to w przypadku kasyn online czeka nas prawdziwa rewolucja. Będzie tylko jedno takie kasyno, w pełni kontrolowane przez państwo, zaś wszystkie pozostałe, działające do tej pory, staną się nielegalne i zostaną wpisane do rejestru nielegalnych domen.
Monopol państwa obejmie również automaty do gry w salonach naziemnych (tzw. hotspotach). Z takich gier będzie można korzystać jedynie w specjalnie wydzielonych strefach i pod stałą kontrolą. Automaty mają być dostępne wyłącznie dla osób pełnoletnich, co może się okazać kosztowne i trudne w realizacji. W praktyce każdy salon z automatami pod monopolem państwa będzie musiał posiadać identyczny system kontroli wideo graczy i weryfikacji ich pełnoletności przy próbie wejścia – tak jak obecnie w kasynach naziemnych.
Fani pokera online będą mogli legalnie zagrać wyłącznie w kontrolowanym przez państwo kasynie online.
Należy docenić ukłon ustawodawcy wobec legalnych firm oferujących zakłady bukmacherskie, co znalazło odzwierciedlenie w łagodniejszych, lepiej odzwierciedlających realia działalności branży. Dotyczy to zwłaszcza możliwości reklamowania się w środkach masowego przekazu – oczywiście w czasie chronionym, między godz. 22 a 6. Zrównano w ten sposób legalną branżę bukmacherską z innymi podmiotami, które mogą oficjalnie reklamować swoją działalność z podobnymi obostrzeniami. Może to być dodatkową, skuteczną zachętą dla zainteresowanych podmiotów do rejestrowania i legalizacji swojej działalności w Polsce. Jednocześnie pomaga to cywilizować rynek, pozwalając firmom bukmacherskim skuteczniej dotrzeć do potencjalnych graczy.
Już koniec zmian?
Nie żyjemy oczywiście w świecie idealnym i o ile przepisy znowelizowanej ustawy są pierwszym krokiem w dobrym kierunku, o tyle trzeba zrobić kolejne. Należy bowiem, mając na uwadze dalsze cywilizowanie rynku zakładów bukmacherskich, rozważyć zmianę sposobu opodatkowania branży. Nałożenie 12-proc. stawki podatku obrotowego oznacza, że trudno mówić o opłacalnej działalności, bowiem długotrwała rentowność przy takim obciążeniu fiskalnym stoi pod znakiem zapytania. Skoro decydujemy się na ukształtowanie rynku zgodnie z dobrymi międzynarodowymi praktykami, powinno to dotyczyć również opodatkowania. Z powodzeniem stosowany w wielu europejskich krajach podatek GGR (od Gross Gambling Revenue, czyli sumy środków wpłaconych przez uczestników gier pomniejszonej o wypłaty wygranych) lepiej pasuje do specyfiki branży. Zwiększyłoby to zainteresowanie polskim rynkiem i zachęciło do legalizacji działalności w Polsce, dzięki czemu nie tylko Skarb Państwa osiągałby wyższe wpływy z podatków, lecz przede wszystkim byłoby więcej zdrowej, legalnej i wolnorynkowej konkurencji z korzyścią dla polskich graczy.