Od momentu uchwalenia konstytucji posłowie usiłowali ją poprawiać aż 17 razy. Udało się tylko dwukrotnie.
Mało kto pamięta, że pierwsze przymiarki do nowelizacji zaczęły się zaledwie pół roku po referendum konstytucyjnym.
Zaraz po wygranych wyborach w listopadzie 1997 r. Akcja Wyborcza Solidarność złożyła w Sejmie projekt poprawek, który przewidywał znaczące ograniczenie immunitetu parlamentarzystów, a zwłaszcza dopuszczenie możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności prawnej posła lub senatora za naruszenie dóbr osobistych oraz aresztowania bądź zatrzymania bez zgody izby. Po pierwszym czytaniu propozycje partii rządzącej skierowano do prac w komisjach sejmowych, ale do końca kadencji nie wróciły już na forum parlamentarne.
Reklama
Hasło obcięcia przywilejów reprezentantów narodu zawsze było jednak nośne politycznie, dlatego koncepcja AWS w mniej lub bardziej zbliżonym kształcie była jeszcze reanimowana i przez PO, i przez PiS. Też nieskutecznie. Zresztą spośród 17 formalnie zgłoszonych projektów ostatecznie tylko dwie zmiany udało się doprowadzić do końca: jedną pod presją Unii Europejskiej, drugą pod dyktando bieżących interesów politycznych.
Pierwszą wymógł wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2005 r., który podważył przepis kodeksu procedury karnej pozwalający na wydanie obywatela RP państwu członkowskiemu UE na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Jak stwierdził wówczas TK, regulacja ta stała w sprzeczności z zakazem ekstradycji Polaków sformułowanym w art. 55 ustawy zasadniczej. Wykonanie wyroku trybunału szybko okazało się być poręcznym przedmiotem targów politycznych. Kolejne kluby parlamentarne uzależniały poparcie dla dostosowania konstytucji do prawa unijnego od wcielenia własnych koncepcji ustrojowych. Ponieważ na żadną nie było szerokiej zgody, po roku z inicjatywą zmian dotyczących ENA wyszedł prezydent. Jego projekt utrzymywał w mocy ogólny zakaz ekstradycji polskich obywateli na wniosek innego państwa poza dwoma wyjątkami: jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Polskę umowy międzynarodowej lub prawa UE bądź jeżeli wystąpi o to Międzynarodowy Trybunał Karny.

Reklama
Konsekwencje dodania do konstytucji art. 55 ust. 2 poszły jednak znacznie dalej, niż wymagało tego orzeczenie TK. – Z orzecznictwa sądów powszechnych wyniknęło potem, że artykuł ten ma zastosowanie nie tylko do europejskiego nakazu aresztowania, lecz także umów międzynarodowych o ekstradycji z innymi państwami, w których nie obowiązuje bezwzględny zakaz wydawania własnych obywateli. A Polska ma takie umowy ze Stanami Zjednoczonymi czy Australią. Przy czym w przypadku tych krajów ekstradycja dotyczy z reguły osób o podwójnym obywatelstwie – tłumaczy prof. Teresa Gardocka, ekspertka prawa karnego z Uniwersytetu SWPS. To szerokie ujęcie znalazło wyraz np. w wyroku Sądu Najwyższego z 2009 r. w sprawie Randy’ego C., obywatela Polski i USA poszukiwanego przez sąd na Florydzie m.in. za oszustwo pocztowe i krzywoprzysięstwo. Sąd okręgowy uznał wprawdzie, że polski paszport jest bezwzględną przeszkodą dla wydania mężczyzny amerykańskim władzom, ale SN stwierdził, że to rozumowanie błędne. I podkreślił, że umowa między Polską a USA w sposób zgodny z konstytucją pozwala na wydanie obywatela polskiego amerykańskim organom. Sąd ma zaś obowiązek skontrolować dopuszczalność ekstradycji, biorąc pod uwagę realia danej sprawy.
Druga zmiana ustawy zasadniczej, którą udało się przeforsować rządzącej PO w 2009 r., miała służyć ograniczeniu biernego prawa wyborczego osób z wyrokami karnymi. Identyczny projekt zgłosił zresztą w poprzedniej kadencji Sejmu PiS, aby na dobre pozbyć się z Sejmu liderów Samoobrony, który figurowali już w rejestrze skazanych, a oprócz tego mieli na głowie prokuratorskie postępowania związane z tzw. seksaferą.
Konstytucjonaliści od początku spoglądali na poselską inicjatywę z dużym sceptycyzmem i zamiast nowelizacji radzili, żeby partie po prostu nie wysuwały kandydatur polityków skazanych na karę pozbawienia wolności. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że poprawka do ustawy zasadniczej może stać się pretekstem do usuwania przeciwników politycznych, a nie hipotetycznych kryminalistów. Nie bez powodu zakaz kandydowania dla przestępców ma konstytucyjną rangę w takich krajach jak Rosja czy Ukraina (w krajach UE, jeśli już, to zwykle obowiązuje odpowiednia regulacja ustawowa).
Ostatecznie nowelizacja art. 99 konstytucji wykluczyła jedynie osoby skazane prawomocnie na więzienie za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego (zmianę poprały wszystkie kluby). – Gdyby zakaz ten obejmował także osoby ścigane skargą prywatną, to – biorąc pod uwagę nie do końca jasny zakres immunitetu parlamentarnego – mielibyśmy zapewne do czynienia z zalewem oskarżeń służących odebraniu niektórym polityków możliwości kandydowania w wyborach. Tak by się stało np. w przypadku skazania za zniesławienie – zauważa prof. Gardocka. Ta sama groźba pojawiłaby się w przypadku orzeczenia kary za przestępstwo nieumyślne.