„Niczego o mnie nie ma w konstytucji” – pisał Marcin Świetlicki w jednym ze swoich najlepszych wierszy, pochodzącym z 1986 r. O tym, że nie da się tego samego powiedzieć o przepisach obecnej ustawy zasadniczej, przekonują eksperci, których poprosiliśmy o wskazanie znaczenia jej przepisów dla każdego z nas
Art. 1
Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.
Najczęściej wykorzystywane wzorce kontrolne w wyrokach TK / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Definicja Rzeczpospolitej jako dobra wspólnego wszystkich obywateli jest jednym z filarów porządku społecznego, o którym mówi konstytucja. Drugim jest wyrażona w art. 30 przyrodzona i niezbywalna godność człowieka. O ile z art. 30 wynikają nasze wolności i prawa, to z art. 1 – obowiązki. Te dwa przepisy tylko pozornie są w kontrze, w rzeczywistości znakomicie się uzupełniają. Tak jak wolność konkretnego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego, tak samo partykularne interesy jednostki muszą ulec pewnemu ograniczeniu na rzecz właśnie interesów ogółu. Gwarancją funkcjonowania demokratycznego państwa prawa jest społeczeństwo obywatelskie, którego nam się do dziś nie udało zbudować. Zbudowaliśmy społeczeństwo konsumpcyjne. Zbyt mało obywateli ma świadomość, że jest podmiotem budującym dobro wspólne. Przez dobro wspólne rozumiem dbanie o wszystkich obywateli, o zapewnienie im wszystkim rozwoju czy bezpieczeństwa, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Jest ono rozumiane jako suma dóbr obywateli Rzeczpospolitej. To jest to, co dawniej nazywano patriotyzmem. Tylko że ten w naszej świadomości narodowej wiąże się z ofiarą krwi. Dziś jesteśmy wolni od koszmaru wojny, ale praca na rzecz dobra wspólnego jest nadal aktualna. Na każdym szczeblu. To może się przejawiać w podstawowych, prozaicznych czynnościach, jak nieoszukiwanie na podatkach czy niewyrzucanie śmieci do lasu. Chodzi o działania, które mają zapewnić dobre, spokojne funkcjonowanie społeczeństwa. I my mamy się do tego przyczyniać, a nie patrzeć tylko na swój własny interes. Tego nas uczy konstytucja, która powinna być dobrze znana wszystkim obywatelom. Ważne, by sobie uświadomić, że jest to jakiś fundament naszego bezpieczeństwa.

Reklama
Prof. Andrzej Zoll były prezes TK / Dziennik Gazeta Prawna
Art. 8 ust. 2
Przepisy konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że konstytucja stanowi inaczej.
Prof. Hubert Izdebski uniwersytet SWPS / Dziennik Gazeta Prawna
Przepis ten trzeba odczytywać w powiązaniu z art. 178 ust. 1 odnoszącym się do niezawisłości sędziowskiej, jest kluczowym elementem naszego konstytucjonalizmu. Po raz pierwszy w historii stwierdzono, że niezawiśli sędziowie podlegają nie tylko ustawom, ale i konstytucji, a zarazem zasadą jest, że przepisy ustawy zasadniczej stosuje się wprost. To tworzy porządek prawny całkowicie odmienny zarówno od tego z okresu Polski Ludowej, jak i z II Rzeczypospolitej (opartego na zasadzie prawnego prymatu ustawy, a nie konstytucji).
Oczywiście sąd może zastosować przepis konstytucji bezpośrednio pod warunkiem, że przepis ten jest „samowykonawczy”, gdy na jego podstawie może skonstruować normę prawną – która w rezultacie będzie miała pierwszeństwo wobec przepisu ustawowego. Takich przepisów w naszej ustawie zasadniczej nie brakuje, przynajmniej w odniesieniu do praw osobistych czy politycznych obywateli. O ile sądy mogą, a nawet powinny, stosować bezpośrednio przepisy konstytucji, inaczej jest z organami władzy wykonawczej. Zgodnie z art. 7 działają one, jak wszystkie organy władzy publicznej, na podstawie i w granicach prawa, lecz w obrębie władzy wykonawczej obowiązuje domniemanie konstytucyjności przepisów ustawowych. W tym sensie, inaczej niż trybunały i sądy, organy władzy wykonawczej nie mają kompetencji rozstrzygania bezpośrednio na podstawie konstytucji. W przeciwnym razie pogrążylibyśmy się w chaosie.
Domniemanie konstytucyjności określonych przepisów ustawowych może zostać obalone w sposób skoncentrowany i ogólny (kontrola abstrakcyjna, którą konstytucja przypisała Trybunałowi Konstytucyjnemu), ale i w sposób zdekoncentrowany, na użytek konkretnej sprawy – a to może czynić każdy sąd, zarówno administracyjny, jak i powszechny, nie mówiąc o Sądzie Najwyższym. Dopóki trybunał był trybunałem, zdekoncentrowana kontrola konstytucyjności ustaw nie miała aż takiego znaczenia. Dziś, gdy rola sądu konstytucyjnego została zmarginalizowana, a co i rusz pojawiają się teksty naruszające podstawowe prawa i wolności, konstytucja może odżyć na każdej sali sądowej. Przynajmniej powinna – ale albo mamy konstytucjonalizm, albo powracamy do art. 4 ust. 1 i art. 15 ust. 2 (po nowelizacji z 1976 r. art. 8 ust. 1 i art. 20 ust. 2) konstytucji PRL: Prawa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej są wyrazem interesów i woli ludu pracującego. Sejm jako najwyższy wyraziciel woli ludu pracującego miast i wsi wyraża suwerenne prawa narodu. Nie ulega zaś wątpliwości, że w PRL nie było konstytucjonalizmu w takim znaczeniu, jakie jest właściwe demokracji konstytucyjnej.
Art. 14 w zw. z art. 54
Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane (...).
Prof. Jacek Sobczak Uniwersytet SWPS / Dziennik Gazeta Prawna
Wolność prasy jest jedną z podstawowych zasad ustroju politycznego państwa, należy do idei przewodnich, na których oparta została jego konstrukcja prawno-ustrojowa. Wolność prasy jest pochodną wolności myśli, z której z kolei wynika wolność przekonań. Istotnym składnikiem tej wolności są prawa do wyrażania poglądów politycznych, kultywowania tradycji narodowych i wyznawania religii. Wolność myśli i wolność przekonań mogą znaleźć uzewnętrznienie tylko w przypadku istnienia wolności wypowiedzi. A wolność słowa w sposób naturalny przysługuje każdej jednostce ludzkiej. Wolność wyrażania poglądów na łamach prasy i innych środków społecznego przekazu stanowi istotny element zasady zwierzchnictwa narodu (art. 4 ust. 1 konstytucji), albowiem pozwala obywatelom na świadomy i czynny udział w realizacji władzy państwowej. Wolność mediów nie sprowadza się więc do wolności upowszechniania własnych poglądów przez dziennikarzy za pomocą mediów, ale umożliwia obieg informacji i krytykę społeczną oraz utrudnia manipulację, w tym także prawem. Poza tym debata publiczna prowadzona za pomocą wolnych środków społecznego przekazu jest niezbędna dla funkcjonowania demokratycznego państwa prawa. Obecna konstytucja daje rzeczywiste gwarancje dla wolności słowa, w przeciwieństwie do tej z 1952 r. Ówczesna ustawa zasadnicza „zapewniała obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji”, ale te stwierdzenia miały charakter pustych deklaracji. Pod rządami konstytucji z 1952 r. wolność słowa, druku etc. była ograniczona. Istniała wszak cenzura, której obecna ustawa zasadnicza wprost zakazuje – a powstawanie i istnienie prasy zależne było od opartych na przesłankach politycznych decyzji aparatu administracyjnego. Artykuł 14 obecnej konstytucji wyrażający zasadę wolności środków społecznego przekazu jest podstawą także takich obciążających państwo obowiązków, które nie wynikają z treści art. 54 ust. 1 konstytucji. Państwo ma nie tylko chronić tę wolność przez nieingerencję, ale również podejmować działania w sytuacji, gdyby faktyczna wolność środków społecznego przekazu była zagrożona.
Art. 24 w zw. z art. 59
Prof. dr hab. Małgorzata Gersdorf I prezes Sądu Najwyższego / Dziennik Gazeta Prawna
Prawo pracy tradycyjnie pojmowane jest przez pryzmat stosunku pracy, w ramach którego pracownik wykonuje pracę podporządkowaną. Przemiany gospodarcze, społeczne i technologiczne ostatnich dziesięcioleci radykalnie zmieniły paradygmat pracy. Podmiot zatrudniający coraz częściej nie potrzebuje obecności zatrudnionego w stałym miejscu i pod stałą kontrolą, co pozwala na stosowanie innych – niż umowa o pracę – podstaw zatrudnienia. Rewizja tradycyjnego ujęcia prawa pracy jako składnika ustroju pracy w Polsce możliwa jest dzięki regulacji art. 24 konstytucji. Przewiduje on, że praca znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej, a państwo sprawuje nadzór nad warunkami pracy. Kluczowej roli tej normy ustawy zasadniczej upatruję w możliwości szerokiego ujęcia „pracy”, której ochrona ma obejmować nie tylko zatrudnienie pracownicze. Należy ją zapewnić wszystkim zatrudnionym, wykonującym pracę bez względu na podstawę, na jakiej się to odbywa.
Uszczegółowieniem art. 24 ustawy zasadniczej pozostają dalsze jej przepisy. Za najważniejszy uważam jednak art. 59 konstytucji z uwagi na rolę, jaką odegrał on niedawno w judykaturze TK. Przepis ten gwarantuje w ust. 1 prawo koalicji – możliwość zrzeszania się w związkach zawodowych, organizacjach społeczno-zawodowych rolników i organizacjach pracodawców. Tak określeni partnerzy społeczni uczestniczą w dialogu zbiorowym, którego celem jest kształtowanie zasad wzajemnej współpracy w układach zbiorowych pracy i innych porozumieniach (ust. 2). Ewentualne spory zbiorowe mogą być rozwiązywane przy użyciu strajku i innych form protestu (ust. 3).
Gwarancje te jak dotąd pojmowane były w ustawodawstwie zwykłym jako zarezerwowane dla pracowników w rozumieniu kodeksu pracy. Krytykę takiego ujęcia zaprezentował Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 2 czerwca 2015 r., K 1/13, dokonując autonomicznej wykładni pojęcia „pracownika” w rozumieniu konstytucyjnym. Odpowiadając na postulaty doktryny prawa pracy (albo, jak uważam, prawa zatrudnienia), trybunał otworzył drogę do nowego, szerszego, pojmowania konstytucyjnego obowiązku ochrony pracy, jaki spoczywa na Rzeczpospolitej Polskiej.
Art. 30
Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
Dr Adam Bodnar rzecznik praw obywatelskich / Dziennik Gazeta Prawna
Z mojego punktu widzenia art. 30 jest jednym z najważniejszych zapisów w Konstytucji RP, ponieważ w centralnej sferze zainteresowań i działalności każdego polskiego RPO pozostaje kwestia godności ludzkiej. A godność stanowi źródło i podstawę innych praw, z niej wyrastają najważniejsze polskie i międzynarodowe regulacje. W tym sensie jakby z założenia inne prawa nie mogą jej „poprzedzać” czy „przewyższać”. Nie bez przyczyny godność zajmuje pierwsze miejsce w rozdziale II konstytucji, określającym nasze prawa i wolności. Od godności rozpoczyna się niemiecka ustawa zasadnicza. Do godności odnosi się również Powszechna Deklaracja Praw Człowieka.
Niestety w naszym życiu codziennym nie jesteśmy aż tak bardzo skłonni przywiązywać wagę do wartości, jaką jest godność osoby ludzkiej. Wielokrotnie politykom zdarza się podważać samą ideę praw człowieka. Osoby, które są piewcami wolności i wartości demokratycznych, jednocześnie przyzwalają na to, aby torturować osoby podejrzewane o terroryzm. A czy nie jest naruszeniem tej niezbywalnej godności, że traktujemy drugiego człowieka jak przedmiot, podważamy jego człowieczeństwo, sięgamy do jego fizycznych trzewi i instynktów, aby zdobyć informację? Często zresztą nieprawdziwą, bo człowiek jest w stanie wszystko zrobić i powiedzieć, aby tylko wyzwolić się od bólu. Dlatego tak bardzo zaimponował mi list 176 emerytowanych oficerów armii amerykańskiej do prezydenta Donalda Trumpa, aby w żadnym wypadku nie przywracać stosowania tortur – list został podpisany także przez tych, którzy sami doświadczyli, na czym tortury polegają.
Trybunał Konstytucyjny w wyroku K 44/07 podkreślił znaczenie ochrony godności ludzkiej w kontekście przepisów pozwalających na zestrzelenie samolotu osobowego, porwanego przez terrorystów. Dla TK nie ulegało wątpliwości, że ochrona godności ludzkiej oraz prawa do życia nie może powodować postawienia niżej w hierarchii wartości pasażerów samolotu niż osób, które mogłyby być chronione na lądzie. Niestety, kiedy czytam piękne i wzniosłe słowa TK o wartości, jaką powinna stanowić ochrona godności ludzkiej dla ustawodawcy oraz władzy wykonawczej, mam poczucie, że coś było, coś minęło... Być może będziemy musieli poczekać na to, aby TK mógł kiedyś podobnie orzekać. Tymczasem w ostatnim roku obserwowaliśmy serię ustaw, które wielokrotnie przedkładały interes państwa, sprawność rządzenia, potrzebę centralizacji władzy, bieżący interes polityczny nad prawa człowieka i potrzebę ochrony godności ludzkiej.
Art. 31 ust. 3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
Prof. Marek Safjan sędzia TSUE / Dziennik Gazeta Prawna
Prawa podstawowe, o których najczęściej myślimy albo zasady fundamentalne dla funkcjonowania systemu polityczno-prawnego, takie jak zasada demokratycznego państwa prawa czy też podziału i równoważenia władz są pewną oczywistością, która do niedawna wpisywała się świetnie w naszą rzeczywistość i była – chciałoby się rzec – jej naturalnym elementem. Z proporcjonalnością jest trochę inaczej – ukształtowana najpierw w orzecznictwie TK, została ujęta w formule normatywnej jako zasada dopiero w nowej konstytucji. Odzwierciedla uniwersalny mechanizm ważenia praw, którego ciągle musimy się uczyć i z którym ciągle mamy kłopoty w praktyce. Jest on trudny, odwołuje się do abstrakcyjnie i ogólnie ujętych kryteriów, za pomocą których ważymy prawa, które pozostają w kolizji albo też wymagają co najmniej uzgodnienia z innymi prawami i wartościami konstytucyjnymi. Zasada ta jest w jakimś sensie metaforą społeczeństwa pluralistycznego, w którym krzyżują się z natury rzeczy rozmaite interesy, odmienne dążenia i przeciwstawne wartości, ale ta „mozaika różności” nie zwalnia przecież od podejmowania wysiłku w znalezieniu punktu równowagi.
Każdy, kto stosuje prawo, prędzej czy później znajdzie się wobec konieczności poszukiwania takiego punktu. Absolutyzm prawa musi ustępować na rzecz tezy o jego relatywności (poza tym, które wyraża art. 30 konstytucji – godność każdej osoby) ze względu na potrzebę ochrony innych, konkurencyjnych praw – a dzieje się tak właśnie po to, aby zapewnić najpełniejsze spectrum chronionych wartości. W społeczeństwie musimy się nieustannie uczyć koegzystencji, wzajemnych ustępstw, tolerowania inności potrzeb innych ludzi. To odróżnia prawdziwie ludzką społeczność od postaw społeczeństwa opisywanego u Hobbesa, gdzie każdy walczy z każdym. Prawo, powtarzał to już Arystoteles, to potrzeba równowagi i umiaru, a prawnicy rzymscy mówili „ius suum quique tribuendi” wyrażając w ten sposób zasadę sprawiedliwości, która dzisiaj musi być koniecznie mierzona kryteriami proporcjonalności. Który z prawników nie zna dylematów wynikających z kolizji wolności słowa i prawa do życia prywatnego, swobody sumienia i wolności oraz praw innych osób, wolności zgromadzeń i ochrony porządku publicznego oraz moralności, własności i dobra publicznego, własności i praw lokatorów etc. Można długo wymieniać. Jako sędzia konstytucyjny, a obecnie sędzia w Trybunale Sprawiedliwości, wiem, że spory o proporcjonalność stanowią dzisiaj esencję sporów o kształt naszych społeczeństw, o sposób rozumienia sprawiedliwości. Wiem, jak kluczowe jest zakreślenie sensu i granic tego, co konstytucja określa mianem nieprzekraczalnej „istoty prawa”. Spory o to zawsze będą trudne, ale też i podstawowe dla myślenia prawniczego. Proporcjonalność wprowadza do interpretacji prawa nową jakość, nakazując inne – elastyczne, głębsze i bardziej systemowe – spojrzenie na prawo. Każdy sędzia musi przeżyć doświadczenie dworkinowskiego Herkulesa – przy ważeniu zasad i wyborze właściwej podstawy dla rozstrzygnięcia sporu. Ale tego się trzeba stale uczyć.
Art. 42 ust. 2
Każdy, przeciw komu prowadzone jest postępowanie karne, ma prawo do obrony we wszystkich stadiach postępowania. Może on w szczególności wybrać obrońcę lub na zasadach określonych w ustawie korzystać z obrońcy z urzędu.
Jacek Dubois adwokat, członek Trybunału Stanu / Dziennik Gazeta Prawna
Przez setki lat procesy karne miały charakter inkwizycyjny. Wraz z jego ewolucją wykształciły się gwarancje zapewniające ochronę praw osób, którym państwo zarzuca popełnienie przestępstwa. Jedną z nich jest zasada domniemania niewinności, zgodnie z którą ten, kto nie został skazany prawomocnym wyrokiem karnym, uważany jest za niewinnego. Mimo istnienia tego domniemania wobec podejrzanego uruchomiony zostaje aparat państwa gromadzący przeciwko niemu dowody winy. Zarzuty mogą być wynikiem rzeczywistego zawinienia, ale mogą być też skutkiem pomyłki prokuratury albo działaniem umyślnym organów państwa, mających na celu zdyskredytowanie osoby niewygodnej dla władzy. Oskarżony w tej walce jest sam. Dlatego tak ważna jest konstytucyjna gwarancja prawa do obrony. Składa się na nią zarówno prawo do korzystania z pomocy profesjonalnego obrońcy, z którym oskarżony może się w sposób nieskrępowany kontaktować, oraz możliwość podejmowania skutecznych działań w celu wykazania swojej niewinności. Z punktu widzenia obecnej świadomości prawnej gwarancje te wydają się oczywiste. Władza jednak nie zawsze szanowała dane obywatelom prawa. Warto przeczytać „Wspomnienia z ławy obrończej” autorstwa Anieli Steinsbergowej, by przypomnieć sobie realia procesów toczących się w okresie stalinowskim. Oskarżeni mieli narzucanych obrońców posłusznych władzy, z którymi przez lata nie mieli kontaktu, nie znali zarzutów ani dowodów, na podstawie których je postawiono. Realna możliwość przeciwstawienia się zarzutom była fikcją. Konstytucyjne prawo do obrony jest gwarantem tego, by prawo karne nie stało się narzędziem w rękach władzy w walce z jej przeciwnikami, a sam proces karny nie przerodził się w inkwizycyjny.
Art. 45 w zw. z art. 78, 79 i 176
Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.
Wiesław Johann sędzia TK w stanie spoczynku, członek KRS powołany przez prezydenta / Dziennik Gazeta Prawna
Jeśli konstytucja mówi o prawach i wolnościach, to jednocześnie wskazuje na środki ochrony tych praw. Prawo do sądu jest tym podstawowym narzędziem, za pomocą którego każdy, podkreślam każdy, może dochodzić swoich konstytucyjnych uprawnień i wolności. Nasza konstytucja określa to jako prawo człowieka, nie tylko obywatela, co oznacza, że do polskiego sądu może odwołać się każdy, kto znajduje się pod władzą RP. To wynik pewnej koncepcji przyjętej w międzynarodowych konwencjach praw człowieka. Tak więc czy chodzi o prawo do wolności sumienia, zrzeszania się, prywatności, własności, ochrony zdrowia, czy zapewnienia praw pracowniczych – to sąd jest tym organem, który decyduje, czy prawa jednostki czy grupy osób zostały naruszone. Oczywiście samo zagwarantowanie w ustawie zasadniczej, że sprawę ma rozpoznać niezależny, niezawisły i bezstronny sąd, to jeszcze za mało. Dlatego ten przepis stanowi swoistą preambułę dla dalszych, konstytucyjnych gwarancji. Art. 78 przyznaje prawo do zaskarżenia orzeczeń i decyzji. Mało tego, z art. 176 konstytucji wynika, że postępowanie sądowe jest co najmniej dwuinstancyjne. Z faktu, że nikomu nie można zamknąć drogi sądowej, wynika też uprawnienie do wniesienia skargi konstytucyjnej do TK (art. 79) w sprawie zgodności z konstytucją przepisu, na podstawie którego zapadło ostateczne rozstrzygnięcie. Z kolei wymóg rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki jest nie tylko uprawnieniem obywatela, ale i nakazem dla sądów do szybkiego i sprawnego przeprowadzenia postępowania. Z realizacją tego warunku wciąż jest jednak ciężko.
Art. 47
Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.
Ewa Milewska-Celińska adwokat / Dziennik Gazeta Prawna
Żyjemy w czasach, w których poczucie bezpieczeństwa jest towarem deficytowym. Takie poczucie powinna dawać rodzina. W związku z tym ta wyrażona w konstytucji zasada ma ogromną wartość. Konstytucja posługuje się w tym przepisie słowem „każdy”. Niezależnie od tego, czy ma polskie obywatelstwo, czy jest pełnoletni, jaki ma status społeczno–materialny. Każdy ma prawo do ochrony swojej prywatności, czci i dobrego imienia. Tym bardziej jest potrzebna taka ochrona w sytuacji postępującej informatyzacji życia i przenoszenia się wielu aktywności do internetu, na wszelkiego rodzaju portale społecznościowe. Z tym wiążą się ogromne zagrożenia, związane z nielegalnym rozpowszechnianiem wizerunków dzieci czy zamieszczaniem treści godzących w dobre imię lub naruszających prywatność danej rodziny. Dlatego generalna konstytucyjna zasada – rozwinięta potem w poszczególnych przepisach od kodeksu cywilnego, ustawy o ochronie danych osobowych czy nawet o prawach autorskich – daje instrumenty pozwalające na walkę z tym zjawiskiem.
Art. 47 przyznaje też prawo do decydowania o swoim życiu osobistym, czyli także prawo do określonej orientacji seksualnej. Konstytucja chroni tutaj życie prywatne i rodzinne, niezależnie od tego, czy jest to sakramentalny związek, czy nieformalny związek partnerski. W tym sensie konstytucja stoi na straży wszelkiej odmienności.
Konstytucyjna gwarancja do ochrony prywatności jest też ważna w czasach, gdy w imię zwiększenia naszego bezpieczeństwa, np. przed zagrożeniami terrorystycznymi, państwo domaga się prawa do większej ingerencji w naszą prywatność.
Art. 62
Obywatel polski ma prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania (...), jeżeli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat. Prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania nie przysługuje osobom, które prawomocnym orzeczeniem sądowym są ubezwłasnowolnione lub pozbawione praw publicznych albo wyborczych.
Wojciech Hermeliński przewodniczący PKW / Dziennik Gazeta Prawna
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka stanowi: „Wola ludu jest podstawą władzy rządu; wola ta wyraża się w przeprowadzanych okresowo rzetelnych wyborach, opartych na zasadzie powszechności, równości i tajności lub na innej równorzędnej procedurze, zapewniającej wolność wyborów”. Ta wola ludu, o której mówi deklaracja, wyrażana jest przez naród w drodze udziału w wyborach najważniejszych organów w państwie: prezydenta, posłów, senatorów oraz przedstawicieli organów samorządu terytorialnego, a także w referendach. Tak stanowi art. 62 Konstytucji RP zawierający jedno z najważniejszych obywatelskich praw konstytucyjnych: prawo do wybierania. Moc temu prawu daje art. 4 konstytucji, w myśl którego władza zwierzchnia należy do narodu sprawującego ją przez swoich przedstawicieli, bądź bezpośrednio.
O wadze i znaczeniu prawa do wybierania świadczy m.in. to, że art. 228 ust. 6 konstytucji ustanawia bezwzględny zakaz zmiany ustaw wyborczych w okresie stanu nadzwyczajnego. Ustrojodawca zakazał nadto procedowania nad ustawami wyborczymi w trybie pilnym (art. 123 konstytucji), dając tym samym wyraz przekonaniu, że zmiany prawa wyborczego nie mogą następować pospiesznie. Z kolei orzecznictwo TK wymaga, aby uchwalanie istotnych zmian w prawie wyborczym następowało co najmniej sześć miesięcy przed kolejnymi wyborami, rozumianymi nie tylko jako sam akt głosowania, ale jako całość czynności objętych tzw. kalendarzem wyborczym. Należy podkreślić, że o ile ustawodawca ma prawo do regulowania materii wyborczej (art. 100 ust. 3 konstytucji), to jego swoboda nie jest tu nieograniczona. Ewentualne zmiany ustawodawcze powinny być proporcjonalne tak, jak wymaga tego art. 31 ust. 3 konstytucji; ograniczenia wszelkich praw i wolności (a więc także tej z art. 62) mogą być ustanawiane tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób, a jednocześnie nie mogą one naruszać istoty wolności i praw. Ta ostatnia uwaga wymaga uwzględnienia w kontekście zmian dotyczących prawa wyborczego, które zapowiada rząd.
Art. 77 ust. 1
Każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.
Prof. dr hab. Jerzy Pisuliński dziekan wydziału prawa i administracji UJ / Dziennik Gazeta Prawna
Ten przepis stanowi funkcję gwarancyjną dla obywatela, a jednocześnie wymusza odpowiedzialność organów władzy publicznej. Oznacza to, że organy władzy publicznej, niezależnie od tego, czy państwowe, czy samorządowe, muszą się liczyć z konsekwencjami swoich działań. Oczywiście przed wejściem w życie obecnej konstytucji również istniała odpowiedzialność odszkodowawcza, jednak po pierwsze nie wynikało to z żadnych norm rangi konstytucyjnej, a po drugie zasady tej odpowiedzialności były mniej korzystne dla obywateli. Przesłanką warunkującą odpowiedzialność cywilną, jeśli chodzi o delikty wyrządzane przez funkcjonariuszy publicznych, była przesłanka winy (dawny art. 418 kodeksu cywilnego). Obecna konstytucja w art. 77 ust. 1 przyznaje prawo do naprawienia szkody za każde niezgodne z prawem działanie, niezależnie od zawinienia. Na skutek takich zapisów oraz wyroków Trybunału Konstytucyjnego zmieniono zapisy o odpowiedzialności Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego w kodeksie cywilnym czy postępowania administracyjnego. O tym, jakie znaczenie ma dla obywatela norma z art. 77 ust. 1, świadczą liczne sprawy o odszkodowania z powodu wadliwych decyzji organów skarbowych, organów administracji, w tym licznych decyzji związanych z reprywatyzacją. Poszerzenie zakresu odpowiedzialności Skarbu Państwa obejmuje wszystkie sfery działania władz państwowych i innych podmiotów, jeśli wykonują zadania z zakresu władztwa publicznego. Władza musi mieć to na uwadze, np. wtedy, gdy próbuje wywierać na sądy naciski, by te stosowały jakieś przepisy niezgodne z konstytucją. Może to potem rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą Skarbu Państwa właśnie na podstawie art. 77.
Art. 178 ust. 1
Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko konstytucji oraz ustawom.
Krystian Markiewicz prezes Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” / Dziennik Gazeta Prawna
Konstytucja przyznaje nam i zapewnia wiele podstawowych praw. Rzecz w tym, że państwo musi nie tylko przyznawać nam te prawa na papierze, ale także zapewnić ich realizację, gdy są łamane, także przez prawodawcę. Intuicyjnie powiemy, że wówczas pójdziemy szukać sprawiedliwości w sądzie. By jednak ów sąd mógł zapewnić nam ochronę rzeczywistą, a nie iluzoryczną, sędziowie muszą być niezawiśli. Inaczej mówiąc, nikt i nic nie może wpływać na nich, a tym samym na wyrok. Sędzia musi oczywiście działać na podstawie i w granicach prawa, w tym przede wszystkim konstytucji. Zasada podlegania sędziów wyłącznie konstytucji oraz ustawom, o ile są zgodne z konstytucją lub aktami prawa międzynarodowego, została stworzona nie po to, by chronić sędziów, ale by chronić każdego człowieka. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji konfrontacji z wielkim aparatem władzy (policji, urzędów skarbowych, urzędu gminy czy miasta), jak też z osobą powiązaną z partią polityczną sprawującą władzę (czy to na poziomie krajowym, czy na poziomie gminy) albo organizacją mającą duże wpływy.
W każdej chwili – niezależnie od nas – możemy stać się uczestnikami wydarzenia, które będzie miało swój finał w sądzie. Tylko niezawisły sędzia jest gwarantem tego, że bez względu na to, jak wielka władza stoi za jedną ze stron postępowania sądowego, obie strony procesu będą traktowane w sposób równy i sprawiedliwy. Sędzia niezawisły nie jest bowiem zależny od tych, którzy chcą wpływać na wyroki. Jedynym wyznacznikiem wyroku jest prawo. To właśnie oznacza stare powiedzenie „Temida jest ślepa” – bo nie robi na niej wrażenia majątek, sława, pozycja, wykształcenie, znajomości. Sądy, w których nie będzie niezawisłych sędziów, staną się urzędami sądopodobnymi. Wtedy jednak wszystkie prawa zagwarantowane w konstytucji będą tylko martwymi zapisami, o których będziemy się uczyć, tęskniąc za nimi.