Sąd Najwyższy popiera wykreślenie przepisów o administracyjnym zatrzymywaniu praw jazdy za przekroczenie dopuszczalnej prędkości. Takie rozwiązanie znalazło się w projekcie nowelizacji prawa o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1137 ze zm.), który właśnie został skierowany do pierwszego czytania.
Zatrzymanie prawa jazdy przez starostę jako sankcja administracyjna jest obligatoryjne w przypadku przekroczenia prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym. Tymczasem za wykroczenie polegające na przekroczeniu prędkości, nawet rażącym, kodeks wykroczeń takich kar nie przewiduje. Poza tym decyzja o zatrzymaniu dokumentu zostaje wydana natychmiast po otrzymaniu informacji od policji lub Inspekcji Transportu Drogowego. To powoduje, że nawet jeśli sąd powszechny stwierdzi potem, że prawo jazdy zostało zatrzymane bezpodstawnie (np. przekroczenie prędkości było mniejsze), to i tak najczęściej rozstrzygnięcie zapada po upływie okresu, na który kierowca stracił dokument.
Dlatego projekt nowelizacji kodeksu drogowego (druk sejmowy nr 1197) przewiduje uchylenie przepisów o administracyjnym zatrzymaniu dokumentu na trzy miesiące, w zamian wprowadzając do art. 92a par. 2 kodeksu wykroczeń (przekroczenie prędkości) oprócz kary grzywny, środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów do trzech miesięcy. Co ważne sąd ten środek będzie mógł zastosować nie za każde przekroczenie prędkości, tylko większe niż 50 km/h w obszarze zabudowanym. Efekt byłby niby ten sam, jednak zwiększyłyby się gwarancje procesowe kierowców.
Reklama
Takie rozwiązanie – co do zasady – pozytywnie zaopiniowało biuro studiów i analiz Sądu Najwyższego podkreślając, że nie tylko usunęłoby ono wątpliwości dotyczące zbiegu odpowiedzialności karnej i administracyjnej, lecz także spełniałoby konstytucyjny wymóg proporcjonalności.
Zdaniem SN zmiana jest w duchu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 24/15. Trybunał orzekł wówczas co prawda, że łączenie sankcji administracyjnej (zatrzymania prawa jazdy) z sankcją wykroczeniową (grzywna) jest dopuszczalne. Jednak zakwestionował przepisy w zakresie, w jakim nie pozwalają na odstąpienie od karania w przypadku stanu wyższej konieczności. Choć wyrok zapadł w październiku ubiegłego roku, to do tej pory nie powstał żaden projekt, który by tę niezgodność z ustawą zasadniczą usunął. SN zwrócił także uwagę, że czyniąc zadość systematyce wewnętrznej kodeksu wykroczeń, nie ma potrzeby wskazywania konkretnej długości okresu zatrzymania uprawnień. Wówczas wyniesie on na zasadach ogólnych do trzech lat.
Podobnie uważa prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego. – Takie rozwiązanie byłoby racjonalne. Co więcej, możliwość, a nie nakaz orzeczenia zakazu prowadzenia pojazdów przez sąd, daje sędziom większą swobodę przy orzekaniu. W sytuacji, gdy przekroczenie prędkości o 50 km/h zostało stwierdzone np. w nocy na kilkupasmowej drodze, sąd mógłby odstąpić od zastosowania tego środka karnego. Dziś takiej możliwości nie ma – zwraca uwagę prof. Stefański.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, postulując wprowadzenie administracyjnego zatrzymania prawa jazdy podkreślało, że natychmiastowe odebranie dokumentu podziała jak zimny prysznic na piratów drogowych. Jak podkreśla prof. Stefański, wprowadzenie do art. 92a możliwości orzeczenia zakazu też daje podstawę policji do zatrzymania dokumentu na drodze (nawet gdy kierowca nie chce przyjąć mandatu).
Co ciekawe zmianą mogą być również zainteresowani sami parlamentarzyści. Niektórzy z tych, którzy podnosili rękę za uchwaleniem przepisów, nie zdawali sobie bowiem sprawy, że w przypadku rażącego przekroczenia prędkości immunitet chroni ich przed mandatem, ale już przed administracyjnym zatrzymaniem dokumentu na trzy miesiące – nie.