Szef jednej z największych opiniotwórczych gazet musi pogodzić się z tym, że inni publicyści mogą mu przypisywać poglądy, których w rzeczywistości nie podziela. Nie mają oni jednak prawa twierdzić, że jest obrońcą agentów – stwierdził wczoraj Europejski Trybunał Praw Człowieka. Rozstrzygnął on dwa spory toczące się między prof. Andrzejem Zybertowiczem a A.M.
Konflikt zaczął się 10 lat temu przy okazji debaty na temat lustracji dziennikarzy. Zybertowicz, w przeszłości ekspert komisji weryfikacyjnej WSI i doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego, napisał wtedy felieton „Żurnaliści pod wpływem autohipnozy”, w którym znalazło się zdanie: „A.M. wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”. W reakcji na te słowa naczelny złożył pozew o ochronę dóbr osobistych. Zybertowicz nie umiał wskazać przed sądem, kiedy A.M. publicznie wypowiedział powyższe słowa. Podkreślił jednak, że nie zacytował dosłownej wypowiedzi, a jedynie podsumował sposób myślenia redaktora.
Sąd okręgowy stwierdził, że nie ma dowodów na to, że A.M. ma takie poglądy, jakie przypisał mu Zybertowicz. Uznał pozwanego za winnego, nakazał mu opublikowanie przeprosin w ogólnopolskiej gazecie i wpłacenie 10 tys. zł na cele charytatywne.
Reklama
Parę miesięcy po ogłoszeniu wyroku Zybertowicz w felietonie prasowym napomknął, że pozwało go „dwóch agentów i jeden ich zaciekły obrońca”. W odpowiedzi A.M. wytoczył mu kolejną sprawę o ochronę dóbr. A sąd uznał, że nie ma wątpliwości co do tego, kogo Zybertowicz miał na myśli. Oraz nie doszukał się dowodów na to, że prezydencki doradca ma rację. W efekcie profesor znowu musiał przeprosić A.M. na łamach prasy.
Rozstrzygnięcia w obu sprawach zostały potwierdzone przez sądy apelacyjne i Sąd Najwyższy. Zybertowicz złożył więc dwie skargi do trybunału w Strasburgu, zarzucając polskim władzom naruszenie jego prawa do wolności wypowiedzi. W obu wytykał sądom, że potraktowały A.M. jak osobę prywatną, a nie znaną całemu społeczeństwu postać, która od dawna kształtuje opinię publiczną i była zaangażowana w przemiany polityczne w Polsce. I dlatego nie powinna dziwić się, że bywa krytykowana.
W pierwszej sprawie sędziowie strasburscy przyznali Zybertowiczowi rację. Zauważyli, że zdanie o pobycie A.M. w więzieniu padło w kontekście toczącej się debaty publicznej o lustracji, a w takiej sytuacji możliwości zawężenia wolności słowa są bardzo ograniczone. ETPC stwierdził naruszenie konwencji i zasądził na rzecz Zybertowicza zwrot kosztów publikacji przeprosin, kwoty przekazanej na cele charytatywne, a także przyznał mu zadośćuczynienie – 2 tys. euro.
W drugiej sprawie sędziowie strasburscy nie byli już tak wyrozumiali. Wprawdzie pomówienie A.M. o bycie obrońcą agentów też mieściło się w ramach trwającej debaty publicznej, ale w odróżnieniu od pierwszej spornej wypowiedzi nie była to luźna ocena, lecz stwierdzenie faktu. Tymczasem skarżący nie wykazał, że redaktor naczelny kiedykolwiek publicznie stawał w obronie współpracowników służb PRL. A więc po prostu skłamał. Dlatego ETPC przyznał w tym wypadku rację polskim sądom.
ORZECZNICTWO
Wyrok ETPC z 17 stycznia 2017 r. w sprawie Zybertowicz przeciwko Polsce (skarga nr 59138/10) i Zybertowicz przeciwko Polsce nr 2 (skarga nr 65937/11)