Prawnicy, w tym sędziowie, to także kontrolerzy władzy. Obecna władza, jak każda zresztą, sprawdzana być nie lubi, więc dąży – i tu się od innych władz różni – do poważnego ograniczenia roli kontrolerów
Reklama
Co to był za rok... Dla prawników i komentatorów prawnych zupełnie szczególny. Zdominowany przez problematykę związaną z atakiem na Trybunał Konstytucyjny, nazywanym enigmatycznie „sporem o trybunał”. Sporem, który skończył się tak, jak się zaczął – pogwałceniem konstytucji przez najwyższe organy państwa, zmianą ustroju bez zmiany konstytucji, w dużej mierze paraliżem instytucji kontroli konstytucyjności. I wciąż warto przypominać, że atak na TK nie był spowodowany, jak twierdzą rządzący, wcześniejszym zamachem poprzedniej koalicji na dwa dodatkowe miejsca w trybunale, choć to naganne i tak ocenione przez sam trybunał. Był spowodowany konsekwentną realizacją programu partii, która paraliżu bieżącej kontroli konstytucyjności chciała dokonać także przy okazji poprzednich rządów w 2007 r., i tylko skrócenie kadencji parlamentu jej w tym przeszkodziło. Jednak rok 2016 to także rok bezprecedensowego ataku na prawników jako grupę, w tym zwłaszcza, ale nie tylko, na sądy i sędziów. Ataku politycznego przedstawicieli władzy oraz ataku medialnego (mowa rzecz jasna przede wszystkim o mediach sprzyjających władzy – zarówno publicznych, jak i prywatnych).
A jaki będzie rok kolejny? Niestety nie mam dobrych wiadomości – atak na prawników będzie trwał, a nawet się nasili.
Wrogowie rewolucji
Rewolucja, która wedle przedstawicieli rządzących dokonuje się w Polsce, jak każdy taki zryw potrzebuje wroga. Najwyraźniej jednym z głównych wrogów rewolucji PiS zostali sędziowie i prawnicy.

Reklama
Dlaczego właśnie oni? Bo po pierwsze, uznano, że do tej roli pasują. Po drugie, dlatego że na wroga populistycznej rewolucji świetnie nadają się elity społeczne (elity z punktu widzenia wiedzy i wykształcenia, ale i grupa dobrze zarabiająca). Są jednak i inne powody. Być może najważniejszy jest ten, że prawnicy, sędziowie, to także kontrolerzy władzy, a obecna władza (jak każda zresztą) kontrolowana być nie lubi i dąży (i tu się od innych władz różni) do poważnego ograniczenia roli lub wyeliminowania kontrolerów. Prawnicy wreszcie znają prawo, mówią, kiedy jest łamane, i, co więcej, ośmielają się aktywnie występować w obronie konstytucji, Trybunału Konstytucyjnego, zasad państwa prawa. Od początku ataku na trybunał wydano przecież dziesiątki stanowisk, uchwał, apeli. Poglądy sędziów podsumowały uchwały podjęte na Nadzwyczajnym Kongresie Sędziów, które następnie zostały przegłosowane przez niemal wszystkie już zgromadzenia ogólne sędziów sądów apelacyjnych i okręgowych. Nadal mocne uchwały podejmuje Krajowa Rada Sądownictwa, która nie dała się zastraszyć projektem ustawy o jej – de facto – rozwiązaniu (a już, jak plotkują, szykowany jest nowy). Projekty aktów prawnych opiniuje stanowczo Sąd Najwyższy, choć – o ironio – najwyraźniej nieznający prawa dotyczącego procesu legislacyjnego marszałek Senatu się temu dziwi i tę rolę sądu krytykuje, twierdząc, że Sąd Najwyższy nie powinien wypowiadać się o projektach w sposób tak stanowczy, a robi to od pewnego czasu systematycznie. W obronie porządku konstytucyjnego występują też adwokaci i radcy prawni. Robią to, choć im się to wyraźnie publicznie odradza – jak adwokaci podczas ostatniego Krajowego Zjazdu Adwokatury w sprawie TK czy radcy prawni w ostatnich dniach w sprawie ograniczania dostępu mediów do Sejmu, wolności słowa i prawa do informacji.
Atak na prawników jest stosunkowo łatwo przeprowadzić. Bo niedociągnięć w wymiarze sprawiedliwości nie brakuje, a skandale czy afery można przedstawić jako charakterystyczne dla całego środowiska. Głębokie problemy są rzeczywiste, ewidentne i wymagające naprawy. Obnażają je na przykład obecnie nagłaśniane „afera Amber Gold”, warszawska „afera reprywatyzacyjna” czy ujawniona ostatnio sprawa malwersacji m.in. w centrum zamówień dla wymiaru sprawiedliwości, działającym przy Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. To afery, dzięki którym, jeśli się chce, można pokazać tajemniczy świat prawników i ich wpływy oraz rzucić cień i podejrzenie na wszystkich. Są i będą ujawniane także inne skandale i nadużycia. Media informują, że kolejna prokuratura bada sprawę powoływania się na wpływy w Sądzie Najwyższym (znana sprawa między innymi skandalicznych rozmów telefonicznych sędziego Sądu Najwyższego i sędziego NSA w stanie spoczynku, prowadzona od bodaj 2008 r.). W Łodzi wybuchła sprawa lewych zwolnień lekarskich uzyskiwanych przez adwokatów, a w ostatnich dniach roku przy okazji zarzutów wobec jednego z adwokatów powróciliśmy do retoryki o „adwokatach mafii” (znanej nam sprzed lat).
Nie ulega oczywiście żadnej wątpliwości, że negatywne zjawiska należy eliminować, wymiar sprawiedliwości reformować, winnych przestępstw i nadużyć karać. Sprawy te jednak są wykorzystywane do ataku na prawników jako środowisko, do tworzenia atmosfery, że liczące wiele tysięcy grupy zawodowe, to świat skorumpowany, nierozliczony, wymagający głębokich zmian.
Nowa jakość
Prawnicy, a zwłaszcza sądy, nie byli pupilkami żadnej władzy, i byłoby co pokazywać z przeszłości. Obecnie mamy jednak do czynienia z nową jakością zarówno co do skali ataków, jak i metod. Co do obiektów ataku to akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Z jednej strony atakuje się instytucje, jak Krajowa Rada Sądownictwa, Sąd Najwyższy, Naczelna Rada Adwokacka, Krajowa Rada Radców Prawnych, odbierając im prawo do zabierania głosu i oskarżając o mieszanie się w politykę. Z drugiej strony mówi się o całej grupie, kaście sędziowskiej czy kaście prawniczej. Po trzecie atakuje się, czasem zupełnie bezpardonowo, konkretne osoby.
Sędziów regularnie oskarżają ludzie władzy, w tym minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i wiceminister Patryk Jaki, którego prawnicza niekompetencja i żenujący poziom wypowiedzi są już niestety przysłowiowe. Wskazywaniem prawników jako wroga zajmują się też przedstawiciele władzy ustawodawczej. Jak poseł Krystyna Pawłowicz, która nowego prezesa adwokatury przedstawia przez pryzmat jego klienta jako „pełnomocnika skrajnie aroganckiego byłego przewodniczącego KRRiT”, a palestrę porównuje do żałosnego celebryctwa: „Adwokackie owacje dla prezesa A. Rzeplińskiego na zjeździe adwokatów i zapowiedzi ich nowego prezesa pokazują, że polscy adwokaci też przeżywają jeszcze powyborczy szok i że podobnie jak różni żałośni celebryci i większość prawniczych środowisk, jeszcze będą »walczyć«. Z wynikami ostatnich wyborów w Polsce”.
Są też ludzie funkcjonujący w orbicie władzy szczególnie zasłużeni na polu ataków na prawników. Były europoseł, kiedyś zresztą sędzia, a obecnie arbiter w Europejskim Trybunale Obrachunkowym (wbrew nazwie to nie sąd) Janusz Wojciechowski nie raz atakował sędziów, w tym w dość obrzydliwy sposób konkretne osoby (ofiarą stała się m.in. sędzia wydająca wyrok w sprawie rodzinnej – odebrania dzieci rodzicom). Ostatnio zasłynął wpisem, że „pomruki III władzy o możliwym ignorowaniu ustaw I władzy są ryzykowne, bo II władza może wpaść na pomysł ignorowania listy płac III”.
W walce z TK z kolei regularnie wspiera atakujących Kamil Zaradkiewicz, wieloletni pracownik trybunału, który odgrywając ofiarę systemu, w niewybredny sposób piętnuje także konkretnych sędziów, jak prezesi Rzepliński czy Biernat lub sędziowie w stanie spoczynku. W takiej atmosferze budowanej przez rządzących i ich akolitów świetnie czują się niektóre media, które w atakowaniu sędziów nie mają już żadnych hamulców. Krytyka wyroków, a także patrzenie władzy sądowniczej, tak jak i innym, na ręce, są oczywiście potrzebne. Ale obecnie można napisać wszystko o wszystkich, w tym o konkretnych osobach, bez konsekwencji. Dajmy kilka zaledwie przykładów. „Gazeta Polska” ogłasza w jednym z tytułów, że „Sędziowie to kasta skorumpowanych KODziarskich oszołomów. Na taki wizerunek społeczny zapracowali po 1989 r.”. Przedmiotem słownej napaści, w tym między innymi w telewizji polskiej, stał się sędzia, który wydał wyrok w sprawie spalenia kukły Żyda we Wrocławiu. Cały serial ataków personalnych można też znaleźć na stronach wPolityce.pl, głównie autorstwa Wojciecha Biedronia. Sędziowie są tam atakowani za wydawanie konkretnych wyroków i za zabieranie głosu w sprawach publicznych. Zacytujmy dwa tytuły, które doprawdy oddają także poziom treści zamieszczonych pod nimi: „Sędzia nie widział nic złego w pobiciu dziennikarki Anity Gargas, teraz chce śledztwa w sprawie niepublikowania wyroku TK” głosi jeden z nich (w tekście rzecz jasna zarzuty ad personam pod adresem sędziego wymienionego z imienia i nazwiska autor pisze o nim „Dziś, ten obrońca demokracji oraz poszanowania prawa i konstytucji staje na pierwszej linii walki z polskim rządem oraz większością parlamentarną, nakazując wszczęcie śledztwa w sprawie niepublikowania wyroku TK”, a także “Sprawa sędziego Grzejszczaka to kolejny dowód na to, że kasta sędziowska, wykorzystując swoje uprawnienia, zrobi wszystko, by uderzyć w rząd i polityczną zmianę, która nastąpiła w zeszłym roku”). W kilku innych tekstach ofiarą ataków personalnych jest rzecznik prasowy KRS („Czy sędzia Żurek i Krajowa Rada Sądownictwa bronią przekrętów w krakowskim sądzie? Prezes sądu z lewą fakturą, a KRS wrzeszczy o niezależności”), o którym pisze się nawet, że opowiadanie przez niego o przypadkach gróźb to podburzanie sędziów („Ujawniamy. Tak Waldemar Żurek podburza sędziów: Przebito opony w samochodzie sędziego, a ja otrzymuję telefony z pogróżkami”).
Przy takich atakach na sędziów, niejednokrotnie o charakterze nagonki, bolesnych zwłaszcza w przypadku szeregowych sędziów wydających po prostu wyroki, jednocześnie odmawia się im jako grupie zawodowej prawa do repliki, zabrania głosu, udziału w debacie publicznej, bowiem rolą sędziego jest sądzić, a nie politykować... To nowa sytuacja i wymaga nowych środków.
Konsekwencje
Nie trudno zgadnąć, że tego typu ataki polityków i mediów będą miały co najmniej trojakie konsekwencje. Po pierwsze, wpłyną na dalsze obniżenie autorytetu sędziów, sądów, prawników. Taki efekt oczywiście ułatwi wprowadzanie rewolucyjnych zmian. Po drugie, personalne ataki na sędziów orzekających w sprawach przyciągających opinię publiczną (jak sprawy polityczne, ale nie tylko), piętnowanie za wydawanie wyroków, z którymi nie zgadzają się politycy czy media, mogą skutkować „efektem mrożącym” i ograniczać niezawisłość sędziów w konkretnych przypadkach. Wedle badań prof. Machnikowskiej (przeprowadzonych wśród sędziów w latach 2015/2016 i jeszcze niepublikowanych) sędziowie wskazują, że najbardziej ogranicza ich niezawisłość – kolejno – na pierwszym miejscu Ministerstwo Sprawiedliwości, a na trzecim miejscu przekaz medialny (63 proc. wskazań). I wreszcie, po trzecie, w przypadku sędziów atakowanych personalnie nie można zapominać o konsekwencjach osobistych dla nich i ich rodzin (znane są przypadki poważnych problemów, w tym zdrowotnych, sędziów orzekających w sprawach rodzinnych, zaszczutych przez osoby inspirowane przez polityków i media). Sędziowie powinni być odporni na tego typu nagonkę, ale potrzebują także wsparcia instytucji i środowiska, a także pomocy psychologicznej.
Na nowy rok
Powyższe uwagi nie nastrajają optymistycznie. Jeśli rewolucja ma się dokonać, a prawnicy są wrogiem rewolucji, można się spodziewać drastycznych zmian, którym towarzyszyć będzie jeszcze silniejszy atak na prawników, w tym sądy i sędziów. Pierwszy warunek, wyraźnie zresztą wcześniej wskazany m.in. przez ministra sprawiedliwości, już został spełniony. Minister zapowiedział, że po „uporządkowaniu” Trybunału Konstytucyjnego zostanie ogłoszony projekt zmian. Trybunał „wzięty”, można ogłaszać.
Niezależnie jednak od tego, co zapowiadane projekty reformy wymiaru sprawiedliwości będą rzeczywiście zawierać i jak będzie wyglądał sam proces legislacyjny (miejmy nadzieję, że uwzględni konsultacje społeczne i nie sprowadzi się do nocnego głosowania nad poselskimi przedłożeniami), warto zaapelować jeszcze o kilka rzeczy.
Nowa sytuacja, jak pisałem, wymaga nowych środków. Dotyczy to w dużej mierze ogromnej potrzeby polityki informacyjnej i edukacji społeczeństwa na temat sądów i sędziów, na temat adwokatów i radców, na temat prawa do sądu i do pomocy prawnej, na temat standardów rzetelnego procesu. Musi zaistnieć przeciwwaga dla populistycznych ataków, musi być miejsce, gdzie każdy może sprawdzić podstawowe dane, pokazane w przejrzysty, dostępny sposób. Ot, choćby to, czy orzekający sędziowie to spadek po PRL, jak zarzucają niektórzy, i jaka ich część weszła do zawodu po 1989 r. Ot, choćby to, ile spraw sądy rozstrzygają, jakich i ile trwa ich rozpatrzenie. Takie dane powinny być regularnie prezentowane, a dodatkowo, jeśli zajdzie szczególna potrzeba, opracowywane na poziomie centralnym. Mogą to robić KRS, Sąd Najwyższy czy stowarzyszenia sędziowskie.
Potrzebne jest też kontynuowanie i zaczynanie nowych, wszelkich projektów związanych z otwarciem sądów na obywateli, potrzebna jest, o czym kilkakrotnie pisałem, także lokalna, na poziomie sądu, proaktywna polityka informacyjna, poprzez biura prasowe, rzeczników prasowych, poprzez różne przedsięwzięcia edukacyjne w lokalnym społeczeństwie, poprzez uprzystępnianie sądów i czynienie ich przyjaznymi. Na co dzień, i to jest plan na stałe, trzeba tłumaczyć i edukować, czym jest sąd i sędzia i jaką rolę pełnią w społeczeństwie. To w Polsce zaniedbano, programy miały charakter incydentalny, a wielu sędziów nigdy nie miało specjalnego przekonania do tego typu działań.
Także podczas rozpraw, o czym już wielokrotnie była mowa, sędziowie muszą się starać, żeby strona miała poczucie, że to ona jest najważniejsza (nie sąd, nie adwokat, a strona, świadek). Sędziowie nie mogą chować się za prawniczym żargonem, szczególnie przy ogłaszaniu ustnych motywów orzeczenia, a trafiać do człowieka. Jak powiedział podczas jednej z konferencji sędzia SN Michał Laskowski: minął czas wyniosłości, dystansu, dignitas na pokaz, niech nasze zachowanie będzie godne, ale normalne, bo przecież sędziowie są normalnymi ludźmi. Potrzebna jest większa postawa proobywatelska sędziów. Warto skorzystać z perspektywy własnych oczu – postawić się na miejscu obywatela i tak spojrzeć na sąd i sprawę (a mniej mówić o własnych prawach i bolączkach).
Trzeba także rozważyć, w jaki sposób można bronić konkretnych sędziów przed nieuprawnionymi atakami. Trzeba nakreślić granice między dozwoloną krytyką wyroków a znieważaniem (i osoby, i urzędu) czy zwykłym zaszczuwaniem. W najpoważniejszych przypadkach należy bronić sędziów, uruchamiając środki formalne.
Potrzebna jest także dokładna dokumentacja ataków na sądy i sędziów i braku reakcji organów władzy, jak policja i prokuratura. Tu mogą pomóc organizacje obywatelskie. To także zadanie dla nauki.
Wreszcie bardzo ważne jest również konsekwentne samorozliczanie, jako grupa środowiskowa, bylejakości czy naruszeń, aktywna postawa w tej mierze, poprzez postępowania dyscyplinarne, ale i inne środki (jak zwracanie uwagi, uznawanie za persona non grata itp.). Warto też dane dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej udostępniać w przejrzysty sposób.
Czego więc obywatelom, stronom i sobie powinni życzyć prawnicy w tym nowym roku? Ja życzę, żebyśmy ten trudny czas przetrwali z godnością. Żebyśmy zmieniali to, co nie działa, ulepszali, co się da, ale nie niszczyli. Żeby władza się zreflektowała, nie traktowała prawników jak wrogów i powstrzymała się przed atakami na niezależność i niezawisłość. Żebyśmy umieli wspierać, i rzeczywiście wspierali, niesłusznie atakowanych. I żeby postawa proobywatelska prawników dominowała i budowała zaufanie społeczne. Jeśli będzie zaufanie i zrozumienie roli prawników i sędziów, trudniej będzie napuszczać obywateli na prawników.
Nie ulega wątpliwości, że negatywne zjawiska należy eliminować, wymiar sprawiedliwości reformować, winnych przestępstw i nadużyć karać. Sprawy te jednak są wykorzystywane do ataku na prawników jako środowisko, do tworzenia atmosfery, że liczące wiele tysięcy grupy zawodowe to świat skorumpowany, nierozliczony, wymagający głębokich zmian
Sędziowie są obiektem ataków przybierających nieraz postać nagonki i szczucia na konkretne osoby, a jednocześnie odmawia się im prawa do udziału w debacie publicznej. To nowa sytuacja i wymaga nowych środków