Umowa o pracę

Dziennikarze zażądali informacji o tym, ile urząd przeznacza pieniędzy na sfinansowanie stanowiska radcy prawnego. Chcieli także kopii umowy z audytorem i kancelarią wraz z fakturami za te usługi. Miasto odmówiło, więc dziennikarz odwołał się do sądu. Do sprawy włączyło się także Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich (SLLGO).

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zobowiązał burmistrza do rozpoznania wniosku. Ale co do kosztów, jakie ponosi gmina na sfinansowanie stanowiska radcy prawnego, uznał, że wniosek nie dotyczy informacji publicznej.

Zdaniem WSA radca prawny zatrudniony na podstawie umowy o pracę nie jest funkcjonariuszem publicznym. A żądanie dotyczy informacji ad personam, która nie mieści się w pojęciu informacji publicznej. Na to rozstrzygnięcie wniesiono skargę kasacyjną. W piątek Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.

– Sąd uznał, że nasza skarga jest słuszna. Zdaniem NSA nie można wyłączać jawności tych informacji, twierdząc, że nie jest to informacja publiczna. A jeżeli organ doszedłby do takich wniosków, to należy to zrobić w formie decyzji – tłumaczy Krzysztof Izdebski z SLLGO.

Faktury

W przypadku faktur dziennikarka otrzymała dokumenty, ale usunięto z nich niektóre informacje (np. dane przedsiębiorcy wystawiającego fakturę). Kobieta nie otrzymała także jednej z opinii prawnych, bo zdaniem gminy dotyczyła ścieżki prawnej toczącego się postępowania karnego, nie stanowi więc informacji publicznej. WSA uwzględnił skargę na bezczynność i zobowiązał burmistrza do rozpatrzenia wniosku. Z takim orzeczeniem nie zgodziła się gmina i wniosła skargę kasacyjną.

– Kwestionujemy to, że całe faktury stanowią informację publiczną. PESEL, adres zamieszkania czy nr konta podlegają ochronie danych osobowych – twierdziła na rozprawie pełnomocnik gminy. Żaliła się, że gmina jest paraliżowana przez wnioski o udostępnienie informacji publicznej.

– Problem polega na tym, że np. występowaliśmy o umowy-zlecenia i umowy o dzieło. A skserowano nam wszystkie umowy i przekazano 17 segregatorów, choć o to nie prosiliśmy – wskazywał pełnomocnik dziennikarza.

I w tym przypadku NSA zgodził się ze skarżącymi i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Swoje stanowisko uzasadnił kwestiami procesowymi.

– WSA uznał, że opinia dotycząca ewentualnej sprawy sądowej jest informacją publiczną. Tymczasem w orzecznictwie występuje pojęcie dokumentu wewnętrznego. WSA się do tego nie odniósł – uzasadniała Irena Kamińska, sędzia NSA.

ORZECZNICTWO
Wyroki NSA z 11 stycznia 2013 r., sygn. akt I OSK 2267/12, I OSK 2508/12.