Sprawiedliwość więc przyśpiesza. Wiceminister Jacek Gołaczyński zapowiada, że szybsza będzie m.in. egzekucja długów, które klienci mają wobec banków. „W tych sprawach występuje jedna strona, czyli banki. A te są świetnie zinformatyzowane, nie będzie więc żadnych problemów z wciągnięciem ich do systemu.

Wszelki kontakt między sądem a bankiem będzie się odbywał tylko za pośrednictwem systemu” – cieszy się główny informatyzator polskich sądów. Tadeusz Białek ze Związku Banków Polskich przyznaje, że banki już się nie mogą doczekać tego przyśpieszenia. Pytanie więc, czy o obywatela tu chodzi.

Po odpowiedź sięgam do expose. Cuda techniki pozwalają na przeszukanie 21 stron tekstu pod kątem poszczególnych haseł: mądre, sprawiedliwe, słuszne. Ale daremny trud – wyroków mądrzejszych, bardziej sprawiedliwych premier nie zapowiedział. Ma być tylko szybciej.

Wzorem do naśladowania jest słynny lubelski e-sąd. Tutaj sędzia wydaje nakaz zapłaty, nie widząc dłużnika na oczy. Firmy windykacyjne wiedzą, jak to działa, więc składają wnioski o ściągnięcie zaległości przedawnionych albo podają we wniosku nieaktualny adres pozwanego. Ten nie składa sprzeciwu od nakazu zapłaty, bo nawet nie wie, że takowy wydano – skoro nie mieszka pod adresem, na który przychodzą pisma.

O procesie wymierzania sprawiedliwości względem siebie dowiaduje się z wyciągu z konta zajętego przez komornika. To oczywiście tylko wypadki przy pracy. Może zbyt liczne, ale przecież żadna rewolucja nie obędzie się bez ofiar.

XXI wiek w środkowej Europie to nie miejsce ani czas na potępianie w czambuł przyśpieszenia, również w sądach. Ale to, co słuszne wobec stadionowych bandziorów przyłapanych na gorącym uczynku, niekoniecznie będzie sprawiedliwe przy egzekucji z czyjejś emerytury niespłaconych rat za kołdrę z wielbłądziej wełny.

Byłoby dobrze, gdyby resort sprawiedliwości, przyśpieszając kroku, nie zapominał, że „hominum causa omne ius constitutum sit” – każde prawo ustanawia się ze względu na ludzi.