statystyki

Efekt nowych fotoradarów: Kierowcy jeżdżą za wolno

autor: Tomasz Żółciak25.07.2016, 07:11; Aktualizacja: 25.07.2016, 07:28
GITD przyznaje, że szykuje nowy program, jednak pierwsze jego efekty kierowcy odczuliby najwcześniej za dwa i pół roku

GITD przyznaje, że szykuje nowy program, jednak pierwsze jego efekty kierowcy odczuliby najwcześniej za dwa i pół rokuźródło: ShutterStock

GITD zakończył oplatanie Polski siecią kamer i urządzeń do pomiaru prędkości. Kierowcy z pewnością odetchną. Ale tylko przez dwa lata.

Reklama


Reklama


Niezależnie od tego, co sądzimy o fotoradarach, ich obecność sprawia, że zdejmujemy nogę z gazu. Oficjalne statystyki nie pozostawiają złudzeń – w miejscach, gdzie zamontowano urządzenia mierzące prędkość, liczba wypadków wyraźnie spadła. Mogłoby się zatem wydawać, że wszystko (łącznie z budżetem państwa) przemawia za tym, aby system nadzorowany przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego rozbudowywać. Tymczasem – jak ustaliliśmy – przynajmniej do końca 2018 r. na drogach nie pojawi się ani jedno nowe urządzenie.

Obecna sieć, na którą składa się 400 fotoradarów stacjonarnych (na żółtych masztach), 29 mobilnych (zamontowane w nieoznakowanych samochodach GITD), 29 systemów odcinkowego pomiaru prędkości (w pełni działa 17) oraz 20 instalacji wychwytujących przejazdy na czerwonym świetle, jest traktowana jako zakończony projekt unijny. Jego realizacja kosztowała łącznie 190 mln zł, z czego ponad 160 mln otrzymaliśmy z Brukseli.

GITD przyznaje, że szykuje nowy program, jednak pierwsze jego efekty kierowcy odczuliby najwcześniej za dwa i pół roku. – Projekt potencjalnie byłby realizowany w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014–2020. Jeżeli doszłoby do jego wdrożenia, nowych fotoradarów można się spodziewać pod koniec 2018 r. – zdradza Łukasz Majchrzak z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) w GITD.

Jednak nawet ta odległa data wydaje się dość optymistyczna. W grę wchodzą bowiem nie tylko długotrwałe procedury przetargowe i analizy dotyczące miejsc, gdzie nowe urządzenia powinny się pojawić. Sam inspektorat wskazuje, że rozwój systemu jest uzależniony m.in. od jego zasobów kadrowych (im więcej urządzeń, tym więcej ludzi trzeba do ich obsługi). Do tego dochodzą planowane zmiany organizacyjne – rząd chce, by fotoradary (a więc cały system CANARD) przeszły pod kontrolę policji, co automatycznie oznaczałoby też inny model funkcjonowania GITD.

Teoretycznie inspektorat mógłby przejąć sprzęt od samorządów, które od stycznia 2016 r. nie mają prawa go używać. Ale nie jest to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Kilka tygodni temu CANARD deklarowało chęć zarządzania ponad 20 warszawskimi fotoradarami, ale nikt nie chciał zapłacić za dostosowanie urządzeń do systemów GITD i do ich przekazania nie doszło. Dziś inspektorat ucina wszelkie próby dyskusji na ten temat: „Nie planujemy przejęcia urządzeń należących do innych jednostek samorządowych.

Kierowcy jeżdżą za wolno

W miejscach, gdzie GITD zainstalował klasyczne fotoradary, odcinkowy pomiar prędkości albo urządzenia kontrolujące wjazd na czerwonym świetle, liczba wypadków spadła o 37 proc.

Dotarliśmy do danych pokazujących efekty funkcjonowania systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym w I półroczu 2016 r. Dzięki nim po raz pierwszy widać, jaki wpływ na statystyki miało uruchomienie w listopadzie ubiegłego roku nowych gadżetów inspekcji, takich jak odcinkowy pomiar prędkości.

Przez sześć miesięcy inspektorzy z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (CANARD) odnotowali 625 tys. naruszeń. Część zdjęć z fotoradarów trzeba było odrzucić, gdyż nie nadawały się do dalszego procedowania, np. gdy sfotografowano pojazd cudzoziemca, zdjęcie było nieczytelne, lub gdy chodziło o pojazd uprzywilejowany. Po ich weryfikacji wygenerowano 444 tys. wezwań do kierowców i wystawiono 214 tys. mandatów (w tej liczbie mogą się znaleźć mandaty za wykroczenia popełnione jeszcze w 2015 r.).

To oznacza zmianę spadkowego dotychczas trendu. W całym 2014 r. inspektorzy poddali weryfikacji 1,5 mln naruszeń, co skutkowało wysłaniem ponad 835 tys. wezwań do kierowców. W ubiegłym roku wychwycili już tylko 1,1 mln wybryków kierowców, w efekcie czego do właścicieli pojazdów wysłano 688 tys. wezwań. Jeśli w II półroczu liczby z pierwszej części 2016 r. się powtórzą, inspektorzy pobiją rekord wygenerowanych wezwań sprzed dwóch lat.

Przed końcem 2015 r. GITD nie używał jeszcze nowych instalacji, czyli systemu odcinkowego pomiaru prędkości (section control) i urządzeń wyłapujących wjazd na czerwonym świetle (red light). Gdyby nie one, zamiast o wspomnianych 625 tys. naruszeń kierowców mówilibyśmy raczej o 522 tys. Nowe gadżety inspekcji podpompowały statystyki: dodatkowe 59 tys. przypadków dotyczyło niestosowania się do sygnału świetlnego, a 44 tys. to przekroczenia prędkości ujawnione przez system section control.

Najwięcej naruszeń związanych z wjazdem na czerwonym świetle odnotowały systemy typu red light w miejscowościach: Jabłonna (10,1 tys. naruszeń), Mroków (7,4 tys.) oraz Komorniki (7,1 tys.). Z kolei odcinkowy pomiar prędkości jest najskuteczniejszy na odcinkach dróg w Lubinie (13,1 tys. naruszeń), Karniewie (7,4 tys.) i na odcinku między miejscowościami Krościenko Wyżne a Iskrzynia (4,6 tys.). Jeśli zaś chodzi o klasyczne, stacjonarne fotoradary umieszczone na przydrożnych masztach, to kierowców najczęściej uwiecznia ten umieszczony w miejscowości Gaj (19,2 tys.). Za nim są urządzenia w Krzywanicach (14 tys.) i Nowej Bukówce (13,8 tys.).

Tam, gdzie działają urządzenia CANARD, robi się bezpieczniej. Liczba wypadków spadła o niemal 37 proc. w porównaniu z okresem, gdy rejestratorów tam jeszcze nie było. To jeszcze nie wszystko. Policja wskazuje, że na odcinkach dróg, gdzie pojawił się odcinkowy pomiar prędkości, kierowcy zaczęli jeździć... zbyt wolno. – Z naszych obserwacji wynika, że spora grupa kierowców, widząc tablice informujące o odcinkowym pomiarze, zaczyna mocno hamować i poruszać się z prędkością np. 40–50 km/h, mimo że na niektórych kontrolowanych odcinkach mogą się poruszać np. 90 km/h – potwierdza Marek Konkolewski z Komendy Głównej Policji.

Nasz rozmówca podkreśla, że nie namawia nikogo do szybszej jazdy. – Ale jeżeli jest dobra pogoda, wypoczęty i doświadczony kierowca jedzie sprawnym pojazdem, a natężenie ruchu jest niewielkie, to nie ma powodu, by poruszać się z prędkością 40–45 km/h, skoro z przepisów wynika, że można szybciej – przekonuje Marek Konkolewski.

Zdaniem policjantów warto byłoby uzupełnić znaki drogowe ostrzegające przed odcinkowym pomiarem o informację, jaka jest dopuszczalna prędkość na nadzorowanym odcinku drogi. Dziś kierowcy często muszą się tego domyślać (np. pamiętając wcześniej mijane znaki drogowe lub mając świadomość, że są w terenie zabudowanym). Sama inspekcja drogowa dystansuje się od tego problemu. – Za oznakowanie drogi odpowiada jej zarządca. Nasze kompetencje sprowadzają się do instalacji i obsługi urządzeń – zastrzega inspektor Łukasz Majchrzak z CANARD.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • ..Ocalały(2016-07-25 08:26) Odpowiedz 307

    .....waga TIRY masakrują ludzi i pojazdy. Całkiem niedawno temu mój pojazd i z niebywałe szczęściem dla rodziny zmasakrował TIR którego kierowca "SERBIA" jadąc na Litwę bez zmiennika po nocnej podroży zagapił się lub przysnął na tempomacie a na odcinku było zwolnienie prędkości ze względu na warunki drogowe. Po wynajęciu pojazdu zastępczego przed Gdańskiem z kolejnego TIRA (praktycznie kolejny był-by wypadek) rozsypała się ogromna opona co przy prędkości na Autostradzie jest dla innych zabójcze . Nie wiem Kto za mną jadąc zginął! Wracając przez Polskę zauważyłem że większość z nich ma z tyłu znak ograniczenia 80/h a z jaką prędkością jadą (110/120h)i co . Policja ściga kierowców osobówek za drobne przewinienia a tu nagminne u TIRowcow łamanie przepisów. To już nie jest zagrożenie to już jest permanentne niebezpieczeństwo dla wszystkich Polaków. Czas to ukrócić

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • kamuflarz(2016-07-25 13:27) Odpowiedz 111

    Pomysłodawcy o zasilaniu budżetu z mandatów za przekroczenia prędkości ponieśli jak widać sromotna klęskę. ZAKŁADALI, ŻE STARCZY JESZCZE PIENIĘDZY NA ROZBUDOWĘ TYCH MASZYNEK DO ROBIENIA KASY. A TU ZUPEŁNA KLAPA

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Jarzabek(2016-07-25 13:32) Odpowiedz 81

    jako właściciel domu pogrzebowego stanowczo protestuje przeciw "jeździe za wolno"

  • gajowy marucha(2016-07-25 17:48) Odpowiedz 80

    Szybko-źle,wolno źle.Co za schizofrenia.Budżet się nie dopina,mała ilość pobieranych narządów do transplantacji-to straszą apelują,wymyślają art.90 kw.Nikt mnie nie zmusi bo nie ma takiego zakazu abym na dopuszczalnej "90" tyle właśnie jechał.Jadę tyle na ile to Ja uważam że jadę bezpiecznie,dostosowując jazdę do umiejętności,warunków i dopuszczalnej prędkości.Kierowców TIR-ów co im się wiecznie śpieszy....na cmentarz,miszczuw kierownicy w swoich służbowych limuzynach-pozdrawiam i proszę nie trąbcie,nie mrygajcie światłami bo mam to zwyczajnie w dup.

  • ~j.(2016-07-25 21:24) Odpowiedz 61

    A ja nie rozumiem, dlaczego fotoradar musi być wyraźnie oznakowany, żebyśmy wiedzieli, gdzie mamy zwolnić, a potem... gaz i można ustanawiać “rekordy prędkości”, których pełno można wyczytać w sieci (np.: ile jechaliście na “zakopiance”, bo ja to swoją bryką zaliczyłem 180 km/h.... itp.) Tak, jakby ograniczenia prędkości miały obowiązywać tylko tam, gdzie stoi to dziwne urządzenie. Oczywiście mamy też mnóstwo absurdalnych ograniczeń prędkości. A więc może np. w miejscu, gdzie dziś stoi 40-tka, być może wystarczyłoby postawić 60-tkę, ale za to fotoradar w dziupli (codziennie w innej, żeby żaden wytwórca fotoradarowych aplikacji na smartfona się w tym nie połapał!) i kierowca jadący np. 80 km/h powinien mieć świadomość, że prawdopodobnie zapłaci mandat. Ja mam taki pomysł: fotoradary niech sobie będą gdzie chcą, nawet dokładnie poukrywane, ale ograniczenia prędkości powinny być adekwatne do rzeczywistych zagrożeń na danym odcinku, a nie „na wyrost”, bo dziś mamy np. ograniczenie do 40-tki, prawie nikt się do tego nie stosuje, ale buntujemy się przeciwko fotoradarom. Ja się natomiast buntuję, ale przeciwko nadgorliwości zarządców ruchu, którzy stawiają takie „40-tki” niekiedy bez sensu, a sami być może się do tego oznakowania nie stosują. Ta cała walka z fotoradarami (słynny „Pan Emil” itd...) to moim zdaniem droga, dosłownie i w przenośni, donikąd! Byłem świadkiem, jak ktoś przyjechał z USA i się cieszył, że w Polsce może sobie jechać np. na A-4 160-180 km/h zupełnie bezkarnie, bo w Stanach na highwayach obowiązuje prędkość, w przeliczeniu na km/h, coś ok. 120 i jak ktoś sobie pozwala jechać szybciej, to nie wiadomo skąd zjawiają się policjanci na motocyklach i nie ma z nimi żartów. Kary są bardzo wysokie, a nawet można stracić prawko. Ale tam jest chyba o wiele większy szacunek dla prawa, bo u nas żyje się według tych parszywych haseł, które mówią, że: „przepisy są po to, żeby je łamać”, „każdy orze, jak może” i „Polak potrafi”. Może nowa władza by się bardziej wzięła za tych, którzy „łamią”, „orzą” i „potrafią”?... No... ale obawiam się, że dopóki oni nie mają nic wspólnego z KOD-em, opozycją i TK to mogą spać spokojnie... Kościół też raczej się troszczy o to, żebyśmy nie stosowali antykoncepcji, aniżeli o to, żebyśmy przestali wreszcie „orać”, chociaż to ostatnie jest może bardziej od owej antykoncepcji sprzeczne z duchem Ewangelii... P.S. A już tych, którzy nami rządzą ochraniają immunitety i oni mogą bezczelnie i bezkarnie jeździć i tak, jak chcą!

  • dziadek(2016-07-25 15:58) Odpowiedz 52

    skąd ten smutek? wszak mimo luk w pamięci coś tam pamiętam jak cały szereg ekspertów z panem Kąkolewskim z KG PP dowodzili i podpierali swe wywody klipami pn Prędkość zabija. teraz wychodzi że spowolnienie też zabija tyle że budżet.

  • Ocalały.(2016-07-25 08:15) Odpowiedz 44

    Uwaga TIRY masakrują ludzi i pojazdy. Całkoem niedawno temu mój pojazd i z zniebywalem szczęściem dla rodziny zmasakrował TIR którego kierowca "SERBIA" jadąć na Litwe bez zmiennika po nocnej podrozy zagapił się lub przysnął na tempomacie a na odcinku było zwolnienie predkości ze względu na warunki drogowe. Po wynajęciu pojazdu zastepczego przed Gdańskiem z kolejnego TIRA (praktycznie kolejny byłby wypadek) rozsypała się ogromna opona co przy predkości na Autostradzie jest zabójcze . Nie wiem Kto za mną jadąc zginął! Wracajjąc przez Polskę zauważylem że wiekszość z nich ma z tyłu znak ograniczenia 80/h a z jaką prędkością jadą (110/120h)i co . Policja sciga kierowcow osobowek zadrobne przewinienia a tu nagminne u TIRowcow łamanie przepisow. To już nie jest zagrożenie to już jest permamentne niebezpieczeństwo dla wszystkich Polaków. Czas to ukrócić.

  • kierowca bombowca(2016-07-26 12:32) Odpowiedz 00

    "odstąpiono, ponieważ sfotografowano samochód cudzoziemca" - dlaczego? Jest przecież wymiana, ja w ub.r. dostałem z Niemice mandat i musiałem zapłacić przelewem zagranicznym

  • 1980(2016-07-26 23:26) Odpowiedz 00

    cyt." Kierowcy jeżdżą za wolno"... nie, dostosowują tylko prędkość do panujących warunków.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama