statystyki

Damasiewicz: Coś pomiędzy prawem a sprawiedliwością

autor: Agnieszka Damasiewicz23.07.2016, 14:00
sąd, temida

Czym innym jest wykorzystanie okazji do zawarcia korzystnej transakcji, a czym innym wykorzystanie osoby będącej w skrajnym położeniu do korzystnego dla siebie ukształtowania warunków transakcjźródło: ShutterStock

Ten, kto nie poszedł do sądu, od razu przegrał. Nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze umieć to pokazać, wyłożyć karty na stół. I wytrzymać presję

Reklama


Reklama


W pewnej starej bibliotece na półce stała książka. Nie wiem o czym, ale jej tytuł zawsze mnie fascynował: „Między ustami a brzegiem pucharu”. Podobała mi się zawarta w nim sugestia, że między jednym a drugim, z natury rzeczy bliskim sobie, może się jeszcze wiele zdarzyć i zmieścić. Podobnie dzieje się między prawem a sprawiedliwością. Ktoś mógłby powiedzieć: „Niestety”. A ja przekornie i z przekonaniem mówię: „Stety, stety”. Na tym polega wymiar sprawiedliwości: jest tym wszystkim, co się może zdarzyć między ustami a brzegiem pucharu. Zilustruję to opowieścią o pewnym oszuście. Dla ułatwienia narracji opowiem tę historię w osobie pierwszej, tak jakbym to ja była prawniczką z tej opowieści.

Otóż pewnego dnia na horyzoncie pojawia się Starsza Pani i prosi o pomoc. Opowiada mi: pięć lat temu zawarła umowę przedwstępną zamiany mieszkań. Swojego, większego, wykupionego od gminy z bonifikatą, na mniejsze, spółdzielcze własnościowe. Do zamiany nie mogło dojść od razu, bo takie są warunki udzielenia bonifikaty. Do tego zamieniający użyczyli sobie wzajemnie tych mieszkań. Właściciel mniejszego mieszkania, jak na razie obciążonego hipoteką, nazwijmy go panem Tomaszem, zapraszał potem Starszą Panią od czasu do czasu, w ciągu tych pięciu lat, na kolację w drogiej restauracji, żeby jej sprawić przyjemność. Pytał, jak zdrowie, czy się jej dobrze mieszka, czy syn nadal za granicą i jak sobie radzi sama w życiu. W ostatnich miesiącach, kiedy to zbliżał się termin zawarcia ostatecznej umowy zamiany, napomknął coś o tym, że może zatrzymałby obydwa mieszkania, a Starszej Pani dopłacał do tysiączłotowej emerytury dwie, trzy stówki. Starsza Pani grzecznie podziękowała za propozycję, ale odmówiła.

Agnieszka Damasiewicz

Agnieszka Damasiewicz

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Na kolejnej takiej kolacji, już bardzo blisko upływu pięciu lat, po których miałoby dojść ostatecznie do zamiany, propozycja się powtórzyła. Z jednym dodatkiem: po odmowie pan Tomasz westchnął ciężko i zapytał Starszą Panią, jak sobie poradzi z koniecznością zapłaty dziesięciu tysięcy podatku. Starsza Pani zaniepokoiła się: „Nic nie wiedziałam o żadnym podatku. To może ja zapytam jakiegoś prawnika, co zrobić?”. Tym razem zaniepokoił się pan Tomasz: „Po co pani prawnik? Prawnik jest tu zupełnie niepotrzebny”.

Ale Starsza Pani nie jest już tą samą osobą co pięć lat temu: wtedy po operacji kręgosłupa, z umierającym mężem w śpiączce, z monitami z gminy w sprawie zadłużenia, ze zdiagnozowaną depresją, bez rodziny, nieszczęśnica nieświadomie wyglądająca kogoś, kto rozjaśni horyzont... Dziś Starsza Pani nadal choruje, nadal leczy się na depresję, ale męża już dawno pochowała, gmina do niej nie pisze, więc może myśleć nieco jaśniej, nieco czyściej, na ile antydepresanty pozwalają na spojrzenie na świat w nieco delikatniejszych szarościach niż zwykle. Dlatego jednak postanowiła zapytać prawnika. Czyli mnie.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

p »

Prawo na co dzień

p »

Galerie

p »

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama