statystyki

Rząd wprowadza obowiązek oczyszczania ziemi. To koszt nawet 60 tys. zł

autor: Patryk Słowik06.06.2016, 07:27; Aktualizacja: 06.06.2016, 07:47
Rolnik

Koszt badania czystości ziemi to wydatek około 10 tys. zł źródło: ShutterStock

W imię ochrony środowiska Polacy jeszcze więcej zapłacą za dach nad głową. A dokładniej rzecz ujmując, pieniądze z ich kieszeni pójdą na to, by gleba pod naszymi nogami była zdrowa i niezanieczyszczona.

Reklama


Reklama


Podczas gdy rząd z pompą zaprezentował projekt „Mieszkanie plus”, w zaciszu Ministerstwa Środowiska toczą się prace nad nowymi zasadami oceny zanieczyszczenia powierzchni ziemi. Mówiąc najprościej: niebawem pojawią się restrykcyjne wymogi, którym będzie musiała sprostać polska gleba. Dla zwykłego obywatela oznacza to konieczność przeprowadzania kosztownych badań. Gdy zaś okaże się, że ziemia będzie w złym stanie, na jej właściciela spadnie obowiązek zapłaty za jej oczyszczenie (tzw. remediacja).

Urzędnicy zaprojektowali nowe przepisy z myślą o największym biznesie: branżach energetycznej, paliwowej czy kolejowej. Problem w tym, że nie wyłączyli spod regulacji milionów Polaków, a także deweloperów sprzedających mieszkania.

Gryzienie gleby

Gryzienie gleby

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ile zapłacimy? Koszt badania czystości ziemi jednoarowej działki to około 10 tys. zł. Tego typu test powinno się powtarzać co 10 lat. Gorzej jeśli uzyskany wynik wskaże, że gleba wymaga oczyszczenia. To już wydatek nawet do 60 tys. zł. Jeśli efekt nie będzie zadowalający, będzie trzeba oczyszczać do skutku.

Te wymogi to pewna wskazówka dla tych, którzy dopiero przymierzają się do zakupu własnego domu.

– Aby uniknąć ryzyka kosztownej remediacji, warto jeszcze przed zakupem nieruchomości sprawdzić, jak użytkowana była działka w przeszłości, oraz przeprowadzić badania jakości powierzchni ziemi, jeśli planowany zakup dotyczy terenów, na których historycznie prowadzona była działalność przemysłowa – ostrzega Ewa Rutkowska-Subocz, partner w kancelarii Dentons.

W wielu przypadkach jednak oczyszczanie i tak może być konieczne. Wystarczy bowiem wspomnieć, że m.in. na Podkarpaciu w glebie naturalnie znajdują się metale w ilościach przekraczających dopuszczalne w projektowanych przepisach limity.

Jeśli urzędnicy każą obywatelowi sprawdzić stan gleby, a ten tego nie uczyni, poniesie surowe konsekwencje. Prawo ochrony środowiska przewiduje bowiem nie tylko sankcje administracyjne, lecz także te w rozumieniu prawa karnego. MŚ planuje, że zaostrzone regulacje wejdą w życie już we wrześniu 2016 r. – Działania resortu sprawiają kiepskie wrażenie. Jeśli restrykcje mają objąć ogół obywateli, warto byłoby poznać solidne uzasadnienie dla takich rozwiązań – podkreśla była wiceminister środowiska Dorota Niedziela (PO). Chodzi o to, że resort nie jest w stanie określić, jakie korzyści mają przynieść planowane zmiany.

O projekcie rozporządzenia ministra środowiska w sprawie sposobu prowadzenia oceny zanieczyszczenia powierzchni ziemi pisaliśmy już kilkakrotnie. Za każdym razem w kontekście nowych wymogów, które obejmą przemysł. Przedsiębiorcy – co naturalne – protestowali przeciwko planom resortu. Ale przepisy stworzone z myślą o największych firmach odbiją się także na portfelach zwykłych Polaków. I to bezpośrednio.

Poszerzanie, obniżanie

Projekt przewiduje, że władający ziemią (właściciel fabryki albo właściciel działki, na której stoi dom jednorodzinny) – wyselekcjonowani przez inspektoraty i dyrekcje ochrony środowiska – będą musieli na własny koszt przeprowadzić jej badanie. Ma ono wskazać, czy ziemia jest w dobrym stanie, czy też jest zanieczyszczona. Jeśli okaże się, że określone w rozporządzeniu limity są na danym terenie przekroczone, właściciel będzie musiał zainwestować w jego oczyszczanie. Urzędnikom nie będzie można odmówić. Niedostosowanie się do ich decyzji to ryzyko sankcji administracyjnej oraz sankcji karnej (kara grzywny).

Kluczowe zmiany w stosunku do obecnie obowiązujących przepisów polegają z jednej strony na rozszerzeniu listy substancji, których obecność w glebie powoduje kwalifikację nieruchomości jako zanieczyszczonej, z drugiej zaś na obniżeniu dopuszczalnych limitów substancji przewidzianych w rozporządzeniu. W efekcie gleba, która dziś jest uznawana za „czystą”, za kilka miesięcy okaże się być w stanie wymagającym uzdrowienia. Określone limity są bowiem bardzo restrykcyjne, zdaniem ekspertów zaczerpnięte z opracowań dotyczących gruntów rolnych.

Kogo będzie można przymusić do przeprowadzenia badania, którego następstwem może być konieczność oczyszczania gruntu? Na to pytanie w zawiłej formie odpowiada sam projektodawca. Projekt bowiem „potencjalnie dotyczy wszystkich władających powierzchnią ziemi, na terenach, na których były prowadzone przed 30 kwietnia 2007 r. działalności mogące powodować zanieczyszczenie” oraz „potencjalnie dotyczy wszystkich podmiotów korzystających ze środowiska, na terenach, na których prowadzona jest działalność mogąca powodować zanieczyszczenie”.

Co to oznacza w praktyce? Zdaniem ekspertów rozporządzenie może objąć w zasadzie wszystkich, którzy mają choćby kawałek ziemi.

Uderzenie w obywateli

– Projekt rozporządzenia w sprawie sposobu prowadzenia oceny zanieczyszczenia powierzchni ziemi jest szeroko komentowany jako uderzający w przemysł. Jednak w rzeczywistości będzie on miał wpływ na zdecydowanie szerszy krąg odbiorców – potwierdza obawy Ewa Rutkowska-Subocz, partner w kancelarii Dentons, kierująca praktyką ochrony środowiska i zasobów naturalnych. I wskazuje, że problem mogą mieć w szczególności osoby kupujące nieruchomości na terenach poprzemysłowych.

– Dotyczy to zwłaszcza deweloperów, którzy planując przekształcenie dawnych terenów przemysłowych w osiedla lub lofty, nabyli nieruchomości nie- uznawane za zanieczyszczone zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami – wskazuje mec. Rutkowska-Subocz.

Jeśli deweloper będzie musiał wydać nawet kilkaset tysięcy złotych na oczyszczenie gleby, rzecz jasna ostatecznie zapłacą za to nabywcy lokali. Agata Staniewska, zastępca dyrektora departamentu energii i zmian klimatu w Konfederacji Lewiatan, podkreśla, że nie lubi używać argumentu, iż za nowe obostrzenia dla przedsiębiorców zapłacą konsumenci. Ale w tym przypadku naprawdę tak będzie. Wydatki na oczyszczanie ziemi są bowiem na tyle znaczące, że żaden deweloper nie zdecyduje się na pominięcie tego kosztu przy tworzeniu oferty dla klientów.

Ewa Rutkowska-Subocz zaznacza, że negatywne skutki mogą dotyczyć również osób prywatnych będących właścicielami lub użytkownikami wieczystymi nieruchomości na obszarach zanieczyszczonych. I tu pojawia się kolejny kłopot. Otóż regułą ma być to, że za badania oraz oczyszczanie zapłaci władający ziemią. Wyjątkiem będzie sytuacja, gdy obowiązek ten spadnie na kogoś, kto jest winien zanieczyszczenia. Tyle że to – jak przekonywał na niedawno zorganizowanym spotkaniu dla prasy Leszek Paprot, ekspert Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego – może być niemożliwe do ustalenia. Wyobraźmy sobie bowiem zabudowaną działkę leżącą przy ruchliwej ulicy. Ostatnie badanie ziemi zostało przeprowadzone wiele lat temu. Władający przeprowadza nowe, które wykazuje istotne zanieczyszczenia: może mieć jednak problem z udowodnieniem tego, że odpowiada za nie osoba trzecia (np. jednostka samorządu terytorialnego, która zarządza drogą).

W fatalnej sytuacji znajdą się także ci, którzy ostatnio przeprowadzili kosztowną procedurę oczyszczania. Obecna wersja projektu rozporządzenia nie przewiduje bowiem przepisów przejściowych. Może się więc zdarzyć, że obywatel dopiero co uzdrowił ziemię, a za chwilę okaże się, że podjęte przez niego bardzo kosztowne działania, okażą się w świetle nowych wymogów niewystarczające.

Wiara na słowo

Zdaniem ekspertów największy problem polega na tym, że wiadomo, jakie są mankamenty projektowanych przepisów, i że ich konsekwencje poniosą niemal wszyscy obywatele. Nie wiadomo natomiast, czemu nowe rozporządzenie ma służyć.

– Po stronie minusów mamy ogromne koszty dla biznesu oraz potencjalne koszty dla zwykłych obywateli. A nie widzimy, aby za kosztami szły duże korzyści dla środowiska i zdrowia ludzi. Obecne przepisy w zakresie ochrony gleby zapewniają bowiem, że zdrowie ludzi i środowisko są właściwie chronione – twierdzi Agata Staniewska.

Resort zresztą posługuje się w uzasadnieniu do projektu ogólnikowym hasłem, że dzięki nowym regulacjom polepszy się zdrowie Polaków. Nie przedstawia jednak żadnych badań potwierdzających tę tezę. Podkreśla za to, że te efekty są niemierzalne (patrz: grafika).

Co więcej, najprawdopodobniej niemierzalne będą także korzyści, które mają wynikać z nowych przepisów. Ministerstwo przyznaje, że jakakolwiek ewaluacja efektów będzie mogła się odbyć najwcześniej za 5–10 lat – a i to nie jest przesądzone („planuje się rozważenie przeprowadzenia ewaluacji skutków wprowadzenia regulacji”).

– Nikt od Polski nie wymaga działań, nad którymi właśnie pracuje Ministerstwo Środowiska. Jeśli mamy wydawać pieniądze, to wydajmy je tam, gdzie przyniosą lepszy efekt środowiskowy lub społeczny. W tym przypadku są to niestety pieniądze zakopane w ziemi – podsumowuje Agata Staniewska.

Etap legislacyjny

Projekt rozporządzenia po konsultacjach

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Enon(2016-06-06 08:08) Odpowiedz 1259

    Odnoszę wrażenie, ze jest to powtórka z afery z ekranami akustycznymi, dzięki której znajomi królika o nazwisku Szyszko zarobili kolosalne pieniądze. Inni znajomi już zarabiają na wycince Puszczy Białowieskiej. Teraz wszyscy zapłacą kolejnym znajomkom za "badanie" i "oczyszczanie ziemi. Ewentualne kary nałożone na mało zdyscyplinowanych wpłyną szerokim strumieniem do budżetu państwa, który ledwo już dyszy a niedługo przestanie się spinać. Twierdzenie, że Monsieur Szyszko z troską schyla się nad stanem środowiska naturalnego jest równie uprawnione jak przekonanie, że pedofil nie lubi dzieci.

    Pokaż odpowiedzi (4)
  • Janusz(2016-06-06 08:45) Odpowiedz 9911

    "Projekt przewiduje, że władający ziemią (właściciel fabryki albo właściciel działki, na której stoi dom jednorodzinny) – wyselekcjonowani przez inspektoraty i dyrekcje ochrony środowiska – będą musieli na własny koszt przeprowadzić jej badanie.". Wyselekcjonowani, czyli wszyscy niegłosujący na PiS.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • kkkk(2016-06-06 08:28) Odpowiedz 969

    Obsesja władzy po prostu przeraża. Ciekawe czy nakażą też każdemu badanie powietrza nad każdym metrem kwadratowym działki. Byle tylko ktoś się nachapał pieniędzmi frajerków, no ale w końcu władzunia stwierdziła, że skoro mając mieszkanie odziedziczyło się jeszcze dom po dziadkach to jest się wrednym burżujem, a takie cóś ma bulić na nędzny solidaryzm społeczny zz leniem i pijakiem:/ Pocieszające jest to, że ci naiwni co głosowali na tę dobrą zmianę odczują ją bardzo wyraźnie.

  • Psychopaci i Socjopaci(2016-06-06 08:10) Odpowiedz 9011

    Dojna zmiana w natarciu.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • rthy(2016-06-06 12:21) Odpowiedz 845

    Oczywiście największy posiadacz ziemski w Polsce czyli mafia watykańska będzie wyłączona z tego obowiązku.

  • Już mi niewiele życia zostało-przetrzymam(2016-06-06 12:48) Odpowiedz 594

    Chciałbym zobaczyć rachunek za badanie ziemi na której stoi gospodarka pani Szydło.

  • wjw(2016-06-06 09:57) Odpowiedz 5111

    A od kiedy obowiązkowa spowiedź co piątek, a w niedzielę udział w mszy, no i taca wg ustalonego minimum...

  • Tomek(2016-06-06 08:08) Odpowiedz 473

    Ziemia po deweloperach zawiera wszystko to co można było upchać w niej. Czyli kafelki, cegły, beton, styropian, gwoździe, sznurki, rękawiczki czasami także drobny zepsuty sprzęt. Jak ktoś nie wierzy to niech zrobi wykop na 30-40 cm i się przekona

  • z(2016-06-06 08:10) Odpowiedz 3911

    Te 500 coś tam to idą od tych co produkują, dają usługi, pracują do m.in. tych co tylko choroby przenoszą.

  • logiczny(2016-06-06 09:47) Odpowiedz 3512

    Jeśli wyłączy się spod tej ustawy "zwykłych" obywateli, to nie ma o co krzyku podnosić. W Warszawie deweloperzy budują w miejscach gdzie przez 40 lat były fabryki (używające np. rtęci) i grunty są tak zanieczyszczone, że przyszli mieszkańcy będą umierać na raka (ale nie wiedzą o tym, bo są "nowymi" warszawiakami). Ale oczywiście lepiej krzyczeć, że podniesie to cenę i zapłacą za to konsumenci (co zresztą nie jest prawdą, bo oferta deweloperów w Warszawie jest tak duża, że nie podniesie ceny tylko zmniejszy swoje zyski)...

    Pokaż odpowiedzi (5)
  • Za niskie opłaty i za rzadko(2016-06-06 09:47) Odpowiedz 356

    No bo co to za opłata 10 tys zł co 10 lat ??? 100 tys zł corocznie od 1 Ara...to by była opłata. Jak już dowalać to z grubej rury. I He he ....działki stanieją do ZERA....

  • Dobra zmiana(2016-06-06 14:05) Odpowiedz 302

    Bingo. Wszyscy właściciele gruntów którzy zakupili je przed wprowadzeniem ustawy w życie powinni to wykonać na z pieniędzy skarby państwa. Bo nie mieli wpływu a wiedzy na ten tematy przed zakupem ziemi . Na swój koszt powinni to robić tylko ci co zakupią ziemię po wprowadzeniu ustawy . Miże być bowiem tak że właściciele ziemi nie stać na takie fanaberie. Chyba że to kolejny pomysł na przewłaszcza ie majątków przez PiS.

  • topbolek(2016-06-06 09:07) Odpowiedz 309

    najpierw moze nasz hamerykanski nierzad powstrzyma swoich przyjaciol przed smiercionsnymi smugami chemicznymi , bo chyba nie ma centymetra ziemi nie skazonej tym swinstwem

  • ciekawski(2016-06-06 10:33) Odpowiedz 242

    Czy to znaczy że elektrowni atomowej nie postawią bo bardzo niszczy ziemię

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • wnatarciu(2016-06-06 11:34) Odpowiedz 233

    chore

  • Wszystko Padnie(2016-06-06 13:17) Odpowiedz 225

    Cały Śląsk..... to jedno wielkie zanieczyszczenie, Ciech, Orlen, cały przemysł chemiczny, maszynowy i hutnictwo..... Jak sie obłoży opłatami....to bea wpływy na setki mld zł.....ale jednorazowe bo wszystko sie położy

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-06-06 09:32) Odpowiedz 204

    Uchwalanie kulawego prawa jest od lat specjalnością naszego sejmu. Ustawa dyscyplinująca w przemysł, przypadkiem zahacza zwykłych ludzi, choć badanie gleby na terenach gdzie przez wiele lat istniał "brudny" przemysł, a obecnie są stawiane osiedla nie jest pomysłem głupim. Zgodnie z niepisaną tradycją wyprodukowano kolejny martwy przepis którego nikt nawet nie będzie próbował egzekwować w branży mieszkaniowej. Ale jest sensacja

  • łyczek(2016-06-06 12:20) Odpowiedz 184

    Posłowie uchwalą a lud będzie wieszał psy na urzędnikach, którzy będą to musieli realizować.

  • psps(2016-06-06 10:09) Odpowiedz 134

    A procedura odwoławcza od decyzji zmuszającej do zbadania ziemi będzie taka jak nasze sądy. Wieloletnia. I cały pomysł pójdzie w gwizdek. Na sądy nie ma rady. Czytając wyroki i uzasadnienia oczy nieraz przecieram ze zdumienia.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Eu(2016-06-06 11:09) Odpowiedz 817

    J Kaczyński , pasuje na dyktatora ? Jak dalej będzie tak rządził jak dotychczas , to jego marzenie się spełni . Życzę Mu 100 lat życia .ale nie idzie drogą ,którą wyznaczył Jego brat ,śp. Lech Kaczyński oraz Jego żona Jadwiga .

    Pokaż odpowiedzi (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama