Źródłem sprawy był wniosek Walentyny S. o zasiedzenie niewielkiej działki (niespełna 400 mkw.) położonej w gminie Ż. na Dolnym Śląsku. Wnioskodawczyni przed sądem utrzymywała, że działkę otrzymał zaraz po wojnie jej teść Jan S., repatriant z Kresów Wschodnich, przesiedlony z rodziną do wspomnianej gminy. Działka stanowiła część 8,5-ha gospodarstwa, które również miał otrzymać z nadania państwowego, ale grunt ten rzekomo utracił już na początku lat 50. XX w. W toku postępowania okazało się jednak, że teść wnioskodawczyni nigdy nie otrzymał tej działki. Jej właścicielami było bowiem małżeństwo R. Rodzina teścia mieszkała w sąsiedztwie i ówcześni właściciele pozwalali Janowi S. korzystać z działki, przy czym ograniczało się to praktycznie do okresowego porządkowania parceli. Na uprawę roli działka była zbyt mała, a większą jej część zajmował głaz – prawdopodobnie poniemiecki pomnik. Jan S. nie wykorzystywał jej też jako pastwiska, gdyż nie hodował zwierząt. W tej sytuacji sąd oddalił wniosek o zasiedzenie. Walentyna S. złożyła apelację, wskazując, że z tytułu posiadania tego skrawka ziemi jej teściowie opłacali stosowne podatki. Tego również nie udało się jej jednak udowodnić i apelacja została oddalona.

Wnioskodawczyni złożyła więc skargę kasacyjną, ale i ona została oddalona przez Sąd Najwyższy. W uzasadnieniu SN wskazał, że w przypadku teścia wnioskodawczyni nie mogło być mowy o zasiedzeniu własności. Wynikało to z faktu, że korzystając z działki, Jan S. nie zachowywał się jak właściciel.

– Posiadacz samoistny musi zachowywać się jak właściciel i wyrażać zainteresowanie gruntem, co do którego rości sobie pretensje. Wykazywanie zgody sąsiada – właściciela działki na wykonywanie prac porządkowych nie wystarcza do uznania, że korzystanie z działki w ten sposób może prowadzić do jej zasiedzenia – stwierdziła sędzia Anna Kozłowska.