statystyki

Błędy prawników. Czy można zostać wyrzuconym z zawodu?

autor: Patryk Słowik21.01.2016, 07:20; Aktualizacja: 21.01.2016, 12:53
prawnik; adwokat

"W tym przypadku mam spore wątpliwości, czy doszłoby do wydania takiej decyzji UOKiK, gdyby umowy zostały porządnie sprawdzone"źródło: ShutterStock

Nie znam osobiście ani jednego przypadku wyrzucenia kogoś z zawodu z powodu popełnionego błędu. A pomyłki kojarzę absolutnie fatalne - mówi w wywiadzie dla DGP Jacek Świeca, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Świeca i Wspólnicy.

reklama


reklama



Prezes UOKiK nałożył na T-Mobile Polska kilkumilionową karę. Powód: brak odpowiednio sformułowanej klauzuli modyfikacyjnej w umowach z abonentami. Abstrahując od tego, czy decyzja ta utrzyma się w sądzie, chyba prawnicy spółki popełnili gdzieś błąd?

Bardzo możliwe, ale trzeba zawsze w takiej sytuacji zastanowić się, kto popełnił ten błąd. Niektórzy zapewne wychodzą z założenia, że pełną odpowiedzialność za decyzje, które potem okazują się niewłaściwe, ponosi zarząd spółki. Na ostatecznie zaakceptowanym dokumencie jest w końcu podpis menedżera.

Ale skoro mówi pan, że niektórzy tak twierdzą, pan zapewne uważa inaczej...

Rzeczywiście. W przeciwnym razie doszlibyśmy do niepokojących wniosków i moglibyśmy się zastanawiać, po co są kancelarie i po co są działy prawne w spółkach, skoro nie biorą na siebie żadnej odpowiedzialności.

W tym przypadku mam spore wątpliwości, czy doszłoby do wydania takiej decyzji UOKiK, gdyby umowy zostały porządnie sprawdzone. Raczej nie. Dla mnie więc sprawa jest jasna: prawnicy dostali coś do sprawdzenia, potem okazuje się, że nie mieli racji, więc ponoszą odpowiedzialność.

Ale przecież prawo w dużej mierze polega na różnieniu się w poglądach. A idąc tym tokiem rozumowania, każdy przegrywający prawnik powinien bać się o swój los.

Jeśli UOKiK w swej decyzji wskazuje liczne orzecznictwo i orzeka zgodnie z dominującym poglądem doktryny, to uważam, że dało się to przewidzieć. Oczywiście nie wiemy, jak sprawa wyglądała od środka, ale zadaniem profesjonalnego prawnika jest uczulanie zarządu spółki na różne ryzyka prawne. To właśnie prawnik ma być tym, który dostrzega zagrożenia, jakich inni nie widzą. To on ma być tym, o którym inni powiedzą, że dzieli włos na czworo. A nie sądzę, by niewpisanie klauzuli modyfikacyjnej było biznesową decyzją menedżerów spółki.

Jakie kłopoty mogą mieć prawnicy, którzy popełnią błąd?

Pomijając kwestię tak oczywistą jak zrezygnowanie z ich usług, w grę wchodzą odpowiedzialność cywilna oraz dyscyplinarna.

Jeśli chodzi o tę pierwszą, to adwokaci i radcowie są ubezpieczeni.

Oczywiście. Tyle że to nie zmienia sytuacji prawnika, który zaniedba swoje obowiązki i się fatalnie pomyli. Bo proszę pamiętać, że nawet jeśli zakład ubezpieczeń pokryje szkodę, to sprawa się wcale nie kończy. Wówczas przecież ubezpieczyciel chce te pieniądze odzyskać od prawnika. W efekcie jeden błąd może być szalenie kosztowny i to w wymiarze ekonomicznym.

A odpowiedzialność dyscyplinarna?

Oczywiście zgodnie z przepisami jej podlegamy i w razie uchybienia możemy ją ponosić.

To oczywiste. Ale czy to nie fikcja? W końcu kruk krukowi oka nie wykole.

Nie byłbym aż tak radykalny w ocenie, ale rzeczywiście nie znam osobiście ani jednego przypadku wyrzucenia kogoś z zawodu z powodu popełnionego błędu. A pomyłki kojarzę absolutnie fatalne, w tym te najbardziej problematyczne dla klienta, jak niedochowanie terminu na wniesienie apelacji.

Zero odpowiedzialności?

W sytuacjach, o których słyszałem, zastosowano upomnienie, w najgorszym razie naganę. A błędy typowo szkolne i to popełnione przez bardzo znanych i szanowanych adwokatów i radców. Choć właściwie najczęściej przez ich aplikantów...

No właśnie, partner bierze często odpowiedzialność na siebie, ale błąd nie jest jego autorstwa.

Ale szef, który dostaje dokument do podpisania, powinien go sprawdzić. A jeśli podpisuje bez weryfikacji, to musi polegać na swoim zespole. To oczywiste, że nie ma specjalistów od wszystkiego, a zdarzają się przypadki, gdy klient oczekuje, iż partner zarządzający będzie współpracował przy danej sprawie i brał odpowiedzialność. Ale jeśli tak się dzieje i zostaje popełniona pomyłka, to przecież też możemy mówić o błędzie tego podpisującego się: o błędzie w doborze współpracowników.

Można mówić o napiętnowaniu na rynku usług prawniczych tych, którzy popełnili fatalną w skutkach pomyłkę?

Raczej nie. Zapewne jeśli ktoś się bardzo interesuje tymi tematami, to bez trudu dowie się, który adwokat czy radca ma coś na sumieniu. Spółka, szukając nowych prawników, też zapewne będzie w stanie to ustalić. Ale jednocześnie nie poszukując tego typu informacji, nie wiem na przykład, kto zapomniał o wpisaniu klauzuli modyfikacyjnej do umowy. Nasze środowisko raczej nie stosuje infamii wobec tych, którym powinęła się noga.

A z czego najczęściej wynikają błędy prawników?

Z rutyny. I tu muszę powiedzieć, że dostrzegam istotną różnicę pomiędzy prawnikami pracującymi w działach prawnych spółek a tymi z kancelarii. Ci drudzy są znacznie sprawniejsi, bo mniejsze jest ryzyko, że popadną w rutynę; że dzień po dniu będą robili dokładnie to samo.

Trudno, by mówił pan inaczej. Rozbudowane działy prawne odbierają wam – kancelaryjnym prawnikom – chleb.

Często jest wprost przeciwnie, bo gdy dział prawny w firmie nawali, szuka się na szybko obsługi zewnętrznej, która może jeszcze uratuje sytuację. I to wynika z prostej przyczyny. Prawnik siedzący w spółce i parafujący wszystkie stworzone w firmie dokumenty nie wspina się codziennie na wyżyny swoich możliwości, nie śledzi bieżącego orzecznictwa. Uważa, że tego nie potrzebuje, bo w końcu ma tylko podpisać się na kartce, potwierdzając tym samym, że dany dokument jest poprawny pod względem prawnym. A w którymś momencie, wśród setek podobnych do siebie białych kartek zapisanych czarnym tuszem, znajduje się jedna, warta miliony złotych.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Prawnik in-house(2016-01-21 14:12) Odpowiedz 85

    Prawnicy z kancelarii sprawniejsi? Prawnicy "in house" nie śledzący orzecznictwa i bezmyślnie podpisujący kartki? Włos się na głowie jeży czytając te niemające nic wspólnego z rzeczywistością wywody....

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • hehehe(2016-01-21 09:38) Odpowiedz 85

    Czyli tak - członkowie korporacji mają prawo do popełniania błędów jako pełnomocnicy osób fizycznych, ale nieczłonkowie korporacji nie mają prawa popełnienia błędu jako pełnomocnicy osób fizycznych, bo nie dopuszcza się ich do takiego pełnomocnictwa w trosce, żeby nie popełnili błędu. CZYSTY ABSURD.

  • Wera(2016-01-21 10:49) Odpowiedz 61

    Co do inhouse zgadzam sie, choć oczywiscie sa wyjątki. Problem polega przede wszystkim na tym, ze prawnicy wewnętrzni niewiele różnią sie właśnie od zwykłych etatowych szeregowych pracownikow, nawet tam gdzie jest duży dział prawny i tak dodatkowo kilka kancelarii zewnętrznych obsługuje

  • q(2016-01-21 18:05) Odpowiedz 54

    Takiego wywiadu to nawet szkoda komentować

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • Despero(2016-01-22 01:02) Odpowiedz 52

    Świeca ma niestety rację, wewnętrzna papuga to urzędas po prostu, taki in house pracuje etatowo a nie zadaniowo

  • YODA(2016-01-22 00:58) Odpowiedz 42

    Ból tylnej części ciała u niektórych widzę ogromny :) ps. Tak to o was "in house lawyers" :P

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • K123(2016-01-22 15:38) Odpowiedz 35

    szkoda, że oczernia się prawników bez jakiejkolwiek wiedzy o tym jak wyglądała całą sytuacja, gratuluję panu Świecy dobrego samopoczucia, sądzę, że jego klienci, którymi w dużej części są również in housi poczuli się co najmniej niekomfortowo

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • in house lawyer(2016-01-21 14:18) Odpowiedz 31

    A jak mają nie robić błędów, jeśli system dostępu do zawodu jest czystym absurdem. Żeby nie być gołosłowny. Ile jest godzin np. prawa administracyjnego na aplikacji? Pewnie z 20 może 25. I po 25 godzinach łagodnie mówiąc miernej teorii, uważa się, że radca/adwokat zostali przygotowani do reprezentowania klienta w sądzie. :))) O praktyce nie piszę, bo większość patronów żadnej praktyki przed WSA nie ma. Ale jednocześnie prawnicy, którzy pracują np. w urzędach wojewódzkich, powiatowych i innych nie mogą wystąpić w sądzie jako pełnomocnicy, choć przez WSA występowali wiele wiele razy i reprezentowali społeczeństwo w sprawa nieskońćzenie poważniejszych niż większość spraw indywidualnych. Gdzie tu rozum?

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Joanna(2016-01-22 01:10) Odpowiedz 32

    Ja pracowałam w działach prawnych jako inhouse przez pare lat i od swoich wspołpracowników mogłam nauczyć sie tylko jak wymigiwać sie od pracy i parzyć kawę, całe szczęście od paru lat jestem na swoim

  • ciekawa(2016-01-22 11:37) Odpowiedz 20

    Poza tym zastanawiam się, skąd przekonanie że zawinili prawnicy wewnętrzni, bo z tego co wiem to T-Mobile korzysta również z usług kancelarii.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • LB(2016-01-22 05:20) Odpowiedz 22

    Dawno nie czytałem takich bzdur. Według autora wypowiedzi, prawnicy z kancelarii są lepsi - bo on pracuje w kancelarii. :))))) Nikt nie zleca mając wewnętrzny dział prawny usług zewnętrznych, w związku z merytorycznymi przesłankami. Jeśli już, to wynajmują kancelarię z "układami" - czyli wejściem gdzie trzeba, ewentualnie znane nazwisko - profesorskie, aby tym nazwiskiem i jego opinią epatować sąd. Na pana Świecę, nikt by nawet nie popatrzył. Kancelaryjna bufonada jest naprawdę śmieszna. W firmie zajmujesz się przez 15 lat prawem telekomunikacyjnym. Wąska specjalność, wiesz o nim prawie wszystko. Tymczasem gość z zewnątrz myśli, że pryzjdzie i między innymi sprawami w ciągu kilku dni opanuje całość ze wszystkimi niuansami :)))))))))) Naprawdę to jest śmieszne. Trzeba też rozróżnić prawników in-house od radców prawnych. Ci drudzy to była porażka we wszystkich firmach w których pracowałem. Latali między firmami, więc nie mieli czasu na zapoznanie się z przepisami. Z nimi nawet nie było o czym gadać, bo o niczym pojęcia nie mieli, a nie płacili nam za to, żeby ich uczyć. Natomiast kasy brali trzy razy tyle co my. p.s. Trzeba być naiwniakiem, żey wierzyć, że "pomyłki" korporacji są przypadkiem. :)))) Oni mają wszystko doskonale wyliczone. Tam nie prawnik podejmuje decyzję tylko matematyk.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • małgoś(2016-01-21 23:32) Odpowiedz 24

    Niestety nie mogę się zgodzić. Pracowałam i w kancelariach i jako in-house i wydaje mi się, że ryzyko przejścia bubla/przeoczenia jest niestety większe w kancelariach. Raz, że pośpiech i nastawienie na billowanie, dwa że nie znając od środka działalności klienta prawnik zewnętrzny po prostu nie jest w stanie dostrzec wszystkich zagrożeń płynących z tej czy innej czynności czy specyfiki jakiejś usługi. Bazuje tylko na informacjach od klienta, który sam przecież nie wie co będzie dla prawnika ważne a co nie, a prawnik też wszystkiego nie zgadnie i o wszystko nie dopyta. Reszty wywiadu w sumie nie warto komentować...

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Gaga(2016-01-22 01:17) Odpowiedz 20

    Szkoda, ze nikt nie komentuje działania prawników z Tmobile, bo o to chodzi chyba w tym wywiadzie? Fajni to prawnicy, fajnie dali d..., ehh szkoda gadać, inhouse i wszystko jasne

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • r(2016-01-22 08:40) Odpowiedz 13

    Pan bohater wywiadu usiłuje nam wmówić tezę w rodzaju: "Lekarz ogólny jest lepszym specjalistą niż specjalista." "Prawnik niespecjalista jest lepszym specjalistą niż prawnik specjalista". Istotą specjalizacji jest poświęcenie jednostki dostępnego czasu T na jedną czynność A. Ten kto zajmuje się kilkoma zagadnieniami poświęca jednostkę czasu T na czynności np. A,B,C A zatem siłą rzeczy specjalista poświęca na zagadnienie wielokrotnie więcej czasu niż może poświęcić na nie niespecjalista. Dlatego jest specjalistą. W interesie każdej firmy jest mieć prawników specjalistów. Firma telekomunikacyjna nie potrzebuje prawników, którzy 9/10 swojego czasu poświęcają na zagadnienia zupełnie w działalności firmy nieprzydatne. Szanse, że problem dostrzeże ktoś kto poświęca minimalną część swojego czasu pracy na interesujące firmę zagadnienia - jest proporcjonalny do czasu poświęcanego temu zagadnieniu. Teza tego artykułu jest zwyczajnym absurdem. To tak jakby na podstawie informacji, że na Ukrainie spadł samolot, wyciągnąć wniosek, że powinniśmy nad Ukrainą latać balonem.

    Pokaż odpowiedzi (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama