Ten przetarg to najważniejsze w tym roku zamówienie na rynku usług pocztowych. Jego zwycięzca przez trzy lata będzie dostarczać korespondencję ze wszystkich sądów powszechnych. Od początku było wiadomo, że walka będzie bezkompromisowa. Mało kto jednak spodziewał się aż tak dużych dysproporcji cenowych. Zwłaszcza że tym razem to Poczta Polska przebiła mocno ofertę Polskiej Grupy Pocztowej. Zaproponowała netto 240 mln zł, co po doliczeniu podatku VAT (dla porównania obydwu ofert) oznacza kwotę na poziomie ok. 293 mln zł. Tymczasem oferta Polskiej Grupy Pocztowej opiewa na ponad 475 mln zł brutto. Jak to możliwe, że PP tak bardzo mogła zejść z ceny?

Zbigniew Baranowski, jej rzecznik prasowy, tłumaczy to restrukturyzacją.

– Poczta Polska przez ostatnie dwa lata zrestrukturyzowała się na tyle, że dziś wygrywa kolejne przetargi – twierdzi.

– Zaproponowaliśmy rynkową i bardzo korzystną ofertę, mając świadomość roli PP jako firmy kluczowej dla infrastruktury krytycznej państwa i służby dla obywateli w tym specyficznym i arcyodpowiedzialnym przetargu. Cieszymy się, że dzięki naszej ofercie budżet państwa zaoszczędzi znaczne środki – dodaje.

Konkurent, czyli PGP, uważa te argumenty za mało przekonujące.

„Cena zaproponowana przez Pocztę Polską budzi nasze zdumienie i jest znacznie poniżej cen oferowanych przez nią na rynku detalicznym, jak również na rynku zamówień publicznych. Zakres i wysokie wymagania postawione przez zamawiającego w przetargu, które są niespotykane w żadnym innym zamówieniu, w żaden sposób nie uzasadniają tak niskiej ceny przy tak wysokich kosztach zarządu w grupie PP (sięgających 570 mln zł rocznie), jak również innych kosztach ponoszonych przez PP” – można przeczytać w wydanym przez PGP komunikacie.

Poczta Polska zapewnia, że nawet przy tak niskiej cenie osiągnie zysk. Jej prywatny konkurent uważa, że jest to niemożliwe. Zwraca uwagę, że sam organizator przetargu, czyli Centrum Zamówień dla Sądownictwa, zaplanował na ten przetarg budżet wynoszący 1,1 mld zł.

– Dwa lata temu przedstawiciele PP tłumaczyli w Sejmie, że nie mogli zejść poniżej 280 mln zł za rok, bo byłoby to poniżej kosztów. Teraz jest to ok. 80 mln zł netto za rok – zauważa rzecznik prasowy PGP Wojciech Kądziołka.

Prywatny operator na razie nie zadeklarował, czy złoży odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej, ale jest to raczej przesądzone.

„Mamy poważne argumenty do podejrzeń, że PP świadczy usługi na rynku komercyjnym poniżej kosztów w celu eliminacji konkurencji, co jest sprzeczne z prawem polskim i prawem unijnym” – można przeczytać w wydanym przez niego komunikacie.

Dotychczas wydawało się, że o ocenie ofert może decydować kryterium społeczne, czyli to, ilu doręczycieli czy osób wydających pocztę operatorzy będą zatrudniać na etat. PP zadeklarowała, że będzie to 95 proc., PGP – 85 proc. Przy tak dużych dysproporcjach cenowych kryterium to nie będzie jednak miało żadnego znaczenia.