Tym razem powodem jest odwołanie Poczty Polskiej. Dlaczego złożyła je dopiero teraz? Bo Centrum Zakupów dla Sądownictwa wciąż jeszcze doprecyzowuje specyfikację i odpowiada na pytania wykonawców. Jedna z ostatnich takich odpowiedzi wzbudziła zaniepokojenie PP.

Chodzi o system elektronicznego potwierdzenia odbioru (EPO). Dzięki niemu sądy na bieżąco dowiadują się, że przesyłka została już doręczona. Wymagania z nim związane są kluczowe dla PP, gdyż dopiero przygotowuje się ona do wdrożenia tego rozwiązania. Tymczasem jej konkurent, czyli Polska Grupa Pocztowa, w trakcie realizacji dwuletniego kontraktu objął nim już wszystkie sądy w Polsce. Ma więc gotowy i działający system.

Z odpowiedzi na jedno z pytań zadanych do specyfikacji wynika, że EPO ma objąć nie tylko przesyłki rejestrowane, ale również nierejestrowane. Tymczasem, jak podkreśla PP w swoim odwołaniu, wskazana w innym miejscu specyfikacji definicja EPO i jego elementu, jakim jest elektroniczna książka nadawcza, odnosi się wyłącznie do przesyłek rejestrowanych. Dodatkowo PP przywołuje art. 3 pkt 23 ustawy – Prawo pocztowe (Dz.U. z 2012 r. poz. 1529 ze zm.), zgodnie z którym przesyłki rejestrowane przyjmowane są za pokwitowaniem przyjęcia i doręczane za pokwitowaniem odbioru. Objęcie przesyłek nierejestrowanych EPO, jej zdaniem, oznaczałoby, że stają się one rejestrowanymi. A to miałoby wpływ na cenę oferty.

Odwołanie skończyło się kolejnym, siódmym już przesunięciem terminu otwarcia ofert. Centrum Zakupów dla Sądownictwa nie chciało ryzykować koniecznością rozpoczynania przetargu na nowo. W razie wygranej PP musiałby on bowiem zostać unieważniony. Rozprawę wyznaczono na 14 października.

Przesunięciem terminu zakończyło się również złożenie wcześniejszego odwołania przez PGP. Dotyczyło ono zasad przeprowadzania kontroli placówek pocztowych. Przy jego rozpoznawaniu doszło do niespotykanej wcześniej sytuacji, gdyż PP przyłączyła się do konkurenta i poparła żądanie doprecyzowania specyfikacji. Odwołanie zostało oddalone.

Jedno jest pewne – nie ma szans, by przetarg zakończył się w pierwotnie przewidywanym terminie, czyli do końca roku. Tym bardziej że którakolwiek z firm by go wygrała, to druga z pewnością zakwestionuje ten wybór przed KIO, a i niewykluczone, że w drugiej instancji. Jakby tego było mało na rozpoznanie przed sądem czeka też skarga na pierwszy z wyroków KIO jakie zapadły w tej sprawie.