Sprawa dotyczyła kobiety, która w 1997 r. kupiła nieruchomość od państwa, na której znajdowały się ogródki działkowe. Kilka lat temu pozwała Polski Związek Działkowców o zapłatę za długotrwałe bezumowne korzystanie z gruntu. Sąd Okręgowy w Poznaniu, a następnie sąd apelacyjny zasądziły na jej rzecz ponad 6 mln zł. Zdaniem PZD, wyliczenia biegłego, na podstawie których powódce przyznano tak wysoką kwotę, bardziej pasowały do nieruchomości na Manhattanie niż w Poznaniu. Przede wszystkim zaś uwzględniały utracone korzyści, czyli korzyści, które kobieta mogłaby osiągnąć dzięki nieruchomości, gdyby nie było na niej ogródków działkowych. A takie podejście to błąd natury prawnej.

Sąd Najwyższy przychylił się do tego stanowiska. Jak wyjaśnił, nie należy wiązać wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z utraconymi korzyściami (lucrum cessans). Te ostatnie bowiem są elementem wyłącznie odpowiedzialności odszkodowawczej (obejmuje ona wyrównanie rzeczywistej straty, damnum emergens, jak i właśnie utraconych korzyści, które poszkodowany odniósłby, gdyby mu szkody nie wyrządzono).

Niezależnie od rozstrzygnięcia, co obejmuje wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z rzeczy, a czego nie, kluczowe było ustalenie, czy w ogóle w tym przypadku się ono należy.

Z tym związany był problem, jak należy interpretować prawo zatrzymania ujęte w art. 461 ust. 1 kodeksu cywilnego („zobowiązany do wydania cudzej rzeczy może ją zatrzymać aż do chwili zaspokojenia lub zabezpieczenia przysługujących mu roszczeń o zwrot nakładów na rzecz oraz roszczeń o naprawienie szkody przez rzecz wyrządzonej”). Chodzi o to, że przed wieloma laty jeden z sądów nakazał związkowi zwrot nieruchomości, zaś kobietę zobowiązał do zwrócenia poniesionych przez PZD nakładów. Nie uczyniła tego jednak, tłumacząc, że nie ma wystarczających środków. Następnie zażądała od związku wynagrodzenia z tytułu bezumownego korzystania z nieruchomości.

Pełnomocnik powódki stał na stanowisku, że prawo zatrzymania obowiązuje do chwili nakazania przez sąd wydania nieruchomości. Po tym Polski Związek Działkowców powinien rzecz wydać. Gdyby zaś nie otrzymał należnych mu pieniędzy (zwrotu nakładów), mógłby prowadzić względem kobiety egzekucję komorniczą. Skoro jednak do wydania działki w tym terminie nie doszło, PZD stał się jej posiadaczem w złej wierze, a to przesądza, że powinien zapłacić za jej bezumowne korzystanie. Sąd Apelacyjny uważał z kolei, że związek stał się dzierżycielem nieruchomości, do którego zgodnie z art. 461 ust. 2 k.c. prawo zatrzymania nie ma w ogóle zastosowania.

PZD tłumaczył, że można tu mówić o prowadzeniu cudzych spraw bez zlecenia. Od wielu lat ogródków działkowych na spornym gruncie nie ma. Nikt więc nie czerpie niego z jakichkolwiek korzyści. Związek zapewnia jedynie ochronę obiektu, podstawowe sprzątanie – w oczekiwaniu na zwrot nakładów, co umożliwi wydanie działki właścicielce.

Jak przyznał sędzia SN Wojciech Katner, rzeczywiście w omawianym przypadku należy mówić o prowadzeniu cudzych spraw bez zlecenia. Dodatkowo uznanie, że należy się powódce wynagrodzenie, prowadziłoby do tego, że mogłaby ona w ogóle nie mieć interesu w tym, aby nieruchomość przejąć. Czerpałaby bowiem przez lata korzyści finansowe wynikające z bezumownego korzystania z rzeczy przez PZD. 

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Najwyższego z 17 września 2015 r., sygn. akt II CSK 755/14. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia