Chodzi o art. 213 par. 1a k.p.k. wprowadzony ustawą z 20 lutego 2015 r. (Dz.U. poz. 396). Nie przewidywała go „duża nowelizacja” k.p.k. z 27 września 2013 r. (Dz.U. z 2013 r. poz. 1247). Zgodnie z nim „w postępowaniu należy uzyskać informacje dotyczące stosunków majątkowych i źródeł dochodu oskarżonego, w tym prowadzonych i zakończonych procedur podatkowych”. Paragraf 4 zawiera delegację ustawową dla ministra sprawiedliwości, który określi szczegółowy zakres wyżej wymienionych danych.

Nadmierna represyjność

Powołane unormowanie w naszym przekonaniu narusza wiele zasad konstytucyjnych. Nie spełnia przesłanek ograniczenia praw i wolności obywatelskich wskazanych w art. 31 ust. 3 ustawy zasadniczej, w tym także co do określenia w ustawie takich ograniczeń. Próżno się tu doszukiwać zarówno proporcjonalności w kształtowaniu dostępu do informacji majątkowych, jak i niezbędności regulacji dla ochrony bezpieczeństwa lub porządku publicznego. Nie wiadomo, dlaczego ustawodawca nie wprowadził katalogu przestępstw uzasadniających skorzystanie z komentowanego przepisu np. tylko do sytuacji, gdy domniemany czyn naruszył interesy majątkowe lub sankcja obejmuje grzywnę. W rezultacie organy ścigania zyskają nieograniczony dostęp do informacji o sytuacji materialnej oskarżonego, bez względu na fakt, czy zbrodnia lub występek mają związek z posiadanym dobytkiem, osiąganym dochodem, czy przyniosły zmianę w jego majątku. Narusza to zasadę minimalizacji represji karnej, również w zakresie kształtowania procedury w sposób jak najmniej uciążliwy dla oskarżonego. Jego sytuacja materialna podlega bowiem ujawnieniu nawet wówczas, gdy postępowanie dotyczy – przykładowo – wywierania wpływu na konstytucyjne organy państwa w drodze groźby bezprawnej (art. 128 par. 3 kodeksu karnego) lub bezzasadnego pomówienia przez sąsiada. W rezultacie osoba, wobec której oskarżony skierował naciski (przykładowo strasząc pobiciem), jako pokrzywdzona może zdobyć informacje o dochodach i majątku oskarżonego. Ewentualne uniewinnienie będzie tu pozbawione znaczenia, nie ma bowiem narzędzi zabezpieczających osobę oczyszczoną z zarzutów przed wykorzystaniem takich informacji.

Mogłoby się wydawać, że tajemnica służbowa obejmująca sędziego czy prokuratora będzie dostateczną gwarancją zachowania poufności danych. Problem w tym, że ustawa nie reguluje kręgu osób stykających się z informacjami na temat oskarżonego. W rezultacie inna strona postępowania, ale także protokolant czy stażysta wykonujący czynności pomocnicze, nie są ustawowo zobowiązani do nieujawniania danych. Nie wprowadzono zakazu przesłuchiwania w charakterze świadka wyżej wymienionych osób, a zatem ochrona tajemnicy skarbowej czy bankowej może stać się fikcją. Gdyby ustawodawca zechciał uregulować przedmiotową kwestię, odnalazłby własny wzorzec w licznych aktach normatywnych – jak chociażby w art. 50–52 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 231, poz. 1375 ze zm.), precyzujących zakaz ujawniania informacji przez osoby wykonujące czynności określone w tej ustawie; czy też w przepisach działu VII ordynacji podatkowej (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 613), dotyczących tajemnicy skarbowej, tutaj szczególnie istotnej. Powołane unormowania wyczerpująco określają zarówno zakres przedmiotowy, jak i podmiotowy obowiązku nieujawniania danych. Wskazują na rodzaje dokumentów oraz grupy osób zobligowanych do zachowania tajemnicy, czasowy zakres jej obowiązywania, a także na sposoby zabezpieczania informacji i podmioty, którym dane mogą być udostępnione. Analogicznych uregulowań zabrakło w znowelizowanym art. 213 k.p.k.

Wątpliwa forma

Nie tylko treść, ale także forma komentowanych zmian pozostawiają wiele do życzenia. Przede wszystkim pomimo faktu, że dochodzi do ograniczenia wolności i praw obywatelskich, unormowanie pozostawiono rozporządzeniu ministra sprawiedliwości. W konsekwencji to właśnie rozporządzenie, a nie ustawa, nada właściwy kształt omawianej instytucji, co narusza zarówno art. 31 ust. 3, jak i art. 92 ust. 1 konstytucji. Sformułowana bowiem w art. 213 par. 4 k.p.k. delegacja ustawowa jest nad wyraz ogólnikowa, a wśród dyrektyw dla organu władzy wykonawczej wymienia przede wszystkim „potrzebę uzyskania danych niezbędnych do realizacji celów procesu”. Dopiero w dalszej kolejności nakazuje „zachowanie wymogów tajemnicy ustawowo chronionej”. Po pierwsze jednak nie formułuje w tym zakresie żadnych wytycznych, po drugie zaś – jak na ironię – pozostawia rozporządzeniu regulację dotyczącą tajemnicy ustawowo chronionej – w tym przypadku skarbowej.

Posłowie – racjonalny ustawodawca uchwalający nowelizację – najwyraźniej nie dostrzegli tych trudności, bowiem w lakonicznym uzasadnieniu zmian powołano się przede wszystkim na możliwości stwarzane przez informatyczne systemy skarbowe. Uznano najwyraźniej, że skoro ułatwiają pozyskanie danych majątkowych, to nie ma powodów, by z nich nie skorzystać. Okazuje się jednak, że powodów jest wiele: zarówno w odniesieniu do reguł konstytucyjnych, jak i zasad sztuki legislacyjnej. 

Przez nowe przepisy ochrona tajemnicy bankowej może stać się fikcją