Chodzi o dwie jednostki rejonowe w Toruniu: Centrum-Zachód oraz Toruń-Wschód (V Ds.23/25). Sprawa jest dość niecodzienna, bo po przeciwnej stronie mamy również prokuratorów, którzy złożyli zawiadomienie. Formalnie zrobił to prokuratorski związek zawodowy. Był jednak wyłącznie forpocztą oskarżycieli z toruńskich jednostek, którzy mieli dość presji statystycznej. Związkowcy złożyli już zażalenie na odmowę.

Brak dowodów

Jak gdańska okręgówka uzasadnia swoją decyzję?

Zgodnie z art. 303 k.p.k. śledztwo wszczyna się, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

– Przeprowadzone postępowanie sprawdzające nie dostarczyło podstaw do stwierdzenia uzasadnionego podejrzenia świadomego i celowego fałszowania wyników statystycznych w prokuraturach rejonowych w Toruniu oraz celowego i świadomego poświadczania nieprawdy w dokumentach – informuje Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Przypomnijmy: w zawiadomieniu związkowcy alarmowali, że w toruńskich jednostkach miał ponoć obowiązywać nieformalny odgórny nakaz masowego odmawiania wszczęcia postępowań wobec alimenciarzy. Potem zmieniono strategię. Nie rejestrowano takich spraw w repertorium Ds, czyli karnym, ale dekretowano w spisie Ko pod pretekstem przeprowadzenia dodatkowych czynności sprawdzających. Wszystko po to, aby na jakiś czas zaniżać liczbę wpływających spraw i nie wykazywać postępowań w oficjalnych statystykach. Łączono także pod jedną sygnaturą sprawy, które nie miały ze sobą związku. Powtarzającą się praktyką w okresach maj – czerwiec i listopad – grudzień w latach 2011–2014 miało być także wstrzymywanie rejestracji spraw i wpisywanie ich dopiero na nowy okres sprawozdawczy.

– W decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa jest jeden pozytyw. Prowadzący postępowanie sprawdzające uznał, że doszło do poświadczenia nieprawdy w systemach ewidencyjnych prokuratury. Znamiona przedmiotowe przestępstwa zostały wobec tego wyczerpane – tłumaczy Marek Zieliński, prokurator ze Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury.

Jak podkreśla, gdańska prokuratura uznała jednak jednocześnie, że nie posiada dowodów na to, że fałszowanie statystyki było działaniem świadomym. – Nie posiada ich, bo nie zostały przeprowadzone w tym zakresie dowody, choć wachlarz możliwości jest w tej sprawie duży – dodaje prokurator Zieliński.

Ponoć wszystko zrzucono na karb nieumyślnej błędnej interpretacji przepisów o stosowaniu urządzeń ewidencyjnych w sekretariacie prokuratury czy nieprawidłowego stosowania przepisów o łączeniu postępowań.

Odmawiając wszczęcia postępowania, gdańska okręgówka powołała się na art. 17 par. 1 pkt 1 k.p.k., czyli brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. – To ewidentna dla każdego prokuratora obraza przepisów k.p.k. Nie można odmówić wszczęcia śledztwa, gdy brak jest danych uzasadniających dostatecznie podejrzenie popełnienia czynu zabronionego. W tym celu należałoby bowiem wszcząć śledztwo, czego się przecież odmawia! – komentuje Marek Zieliński.

Gdański obiektywizm

Związek złożył zażalenie. – Wskazuje w nim, że analizowano jedynie okres czterech miesięcy 2014 r., podczas gdy zawiadomienie dotyczyło lat 2011–2015. Do tego ocena została dokonana nie w oparciu o wynik czynności prowadzonych przez prokuratora, ale o wyniki lustracji przeprowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Toruniu. Tymczasem to właśnie ta jednostka nadrzędna miała naciskać na poprawę statystyk, a więc była sędzią we własnej sprawie – mówi prokurator Mateusz Wolny ze związku.

Kontrowersje budzi też fakt powierzenia sprawy jednostkom gdańskim, które są w bliskim kontakcie z jednostkami toruńskimi. – Gdańskiej prokuraturze apelacyjnej pozostawiono decyzję o ewentualnym skierowaniu wniosku do PG o przekazanie zawiadomienia innemu okręgowi apelacyjnemu, jeśli uzna, że tego wymaga dobro postępowania – tłumaczy Maciej Kujawski z Prokuratury Generalnej.