W raporcie mogliśmy przeczytać, że strażnicy coraz bardziej przypominają policjantów drogowych, którzy ścigają szybkich lub źle parkujących kierowców, zamiast skupić się na dbaniu o porządek na ulicach i blokowiskach.

Kontrolujący wskazał, że proporcje pomiędzy różnego rodzaju interwencjami powinny być bardziej wyrównane, a nie tak mocno zdominowane przez jedno pole działalności.

Szczególnie, że wykroczenia komunikacyjne stanowią zaledwie jedną z 26 grup wykroczeń, których ujawnianiem zajmują się strażnicy.

Po upływie niespełna półtora roku od miażdżącej krytyki, jaką zafundowała strażnikom NIK, nic się nie zmieniło. Wskazują na to statystyki. Na przykład w Lublinie w 2010 r. (kiedy trwała kontrola izby) straż miejska łącznie wystawiła 12,5 tys. mandatów, przy czym aż 71 proc. z nich dotyczyło wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi na drogach publicznych.

W 2011 r. przy 12 tys. mandatów 8 tys. wystawiono kierowcom, czyli ok. 65 proc. całej puli. Do lipca 2012 r. lubelscy strażnicy zdążyli wystawić już 13 tys. mandatów, cztery na pięć związane były z ruchem drogowym.

Z kolei w Łodzi w 2011 r. samych kontroli pojazdów przeprowadzili ponad 25 tys., co stanowi wzrost o 50 proc. względem 2010 r. W tym samym czasie wzrost kontroli prowadzonych w obrębie placówek oświatowych wyniósł zaledwie 4,3 proc., a w rejonie dworców kolejowych i autobusowych o 6,9 proc.

Przy swoim trwają również stołeczni strażnicy miejscy. W raporcie NIK zarzuciła im, że przy dynamicznym wzroście wykrywalności wykroczeń w komunikacji jednocześnie nie zmienia się poziom ujawniania pozostałych wykroczeń. Jak jest dziś?

Warszawscy strażnicy w poszczególnych miesiącach tego roku podejmowali średnio 6-8 tys. interwencji związanych z ruchem drogowym, ale już tylko kilkaset, jeśli chodzi o porządek publiczny czy bezpieczeństwo osób i mienia.

Straż się broni

Funkcjonariusze przestrzegają, by suchych statystyk nie traktować jako pełnego obrazu ich działalności. I tłumaczą się z liczb.

– Interwencje strażników w zakresie bezpieczeństwa i porządku w komunikacji ani według przepisów, ani w praktyce absolutnie nie są uznawane za priorytet i traktujemy je tak, jak inne kategorie naszych działań.

Ich duża liczba wynika przede wszystkim z tego, że są popełniane niezwykle często, a to oznacza, że nasi funkcjonariusze muszą reagować, bo w innym przypadku nie dopełnilibyśmy ciążących na nas obowiązków – wyjaśnia Robert Gogola, rzecznik straży miejskiej w Lublinie.

Jego zdaniem, to rzeczywistość wymusza taki, a nie inny stan rzeczy. Podobnie uważa Monika Niżniak z warszawskiej straży.

– Z danych, jakimi dysponujemy, wynika, że najczęściej mieszkańcy proszą strażników o pomoc właśnie w sprawie naruszeń przepisów ruchu drogowego. W 2011 r. na 262 293 zgłoszenia od mieszkańców 106 567 dotyczyło nieprawidłowości w ruchu drogowym, co stanowi ok. 46 proc. wszystkich zgłoszeń. W pierwszym półroczu 2012 r. zgłoszenia od mieszkańców w obszarze ruchu drogowego stanowiły ok. 40 proc. – wylicza nasza rozmówczyni.