Ryzyko dostania w twarz „tulipanem”, niskie zarobki, kiepskie warunki pracy oraz słabe szkolenia. A także świadomość, że kolega pracujący kilka kilometrów dalej zarabia tyle samo, a ma o połowę mniej pracy. Takie są realia pracy zawodowego kuratora sądowego w Polsce. Realia, które – jak pokazuje raport Najwyższej Izby Kontroli – wymagają szybkiej interwencji ustawodawcy.

– Dzisiejsza służba kuratorska wciąż oparta jest na modelu społeczno-zawodowym z lat 60., modernizowanym w latach 90. poprzedniego wieku – twierdzi w rozmowie z DGP Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK.

– Prawo regulujące pracę kuratorów sądowych wymaga wielu zmian, ponieważ ma wiele luk dotyczących np. braku jednolitych zasad naboru kuratorów sądowych, ich szkolenia czy też zapewnienia im bezpieczeństwa – wyjaśnia minister Kwiatkowski. I dodaje, że nierozwiązanymi od lat problemami są również obowiązujące kuratorów zawodowych standardy obciążenia pracą. Określone zostały w 2003 r. i ich nie zmieniono, pomimo że zakres obowiązków przez ten czas uległ istotnym przeobrażeniom.

W zagrożeniu

– Raport NIK w sposób krytyczny odnosi się do systemu kurateli sądowej w Polsce. Nie należy się temu dziwić, biorąc pod uwagę narastającą skalę zaniedbań o charakterze systemowym oraz ulegający coraz większej degradacji status i prestiż tego niezwykle potrzebnego zawodu – ocenia dr Jan Sobiech z Wydziału Prawa i Administracji UKSW.

Największy kłopot dotyczy bezpieczeństwa kuratorów. Często skarżą się oni na to, że podopieczni ich atakują. Teraz okazuje się, że nie ma w tym żadnej przesady.

„Przypadki agresywnego zachowania ze strony podopiecznych czy członków ich rodzin i innych osób nie należą do rzadkości. Odnotowano je we wszystkich skontrolowanych sądach rejonowych, a w zbadanych sądach okręgowych zgłoszono 93 takie zdarzenia” – czytamy w opracowaniu NIK. Mówiąc wprost: w każdym sądzie rejonowym sprawdzonym przez izbę występowały przypadki agresji w stosunku do kuratorów. Mimo to w większości sądów kuratorzy są zdani sami na siebie.

– Rację ma NIK, twierdząc, że brakuje systemowego rozwiązania co do dbania o bezpieczeństwo kuratorów. Wprowadzane są jedynie rozwiązania na szczeblu lokalnym. W wielu okręgach więc żadnej formy ochrony nie ma, gdyż dyrekcji sądów szkoda pieniędzy na wyposażenie kuratorów w nadajniki GPS z systemem ostrzegania o zagrożeniu. Zwracamy na ten problem uwagę od wielu lat. Jednym z najprostszych rozwiązań byłoby wysyłanie w teren kuratorów dwójkami. Na to jednak oczywiście potrzebne byłyby dodatkowe środki – wskazuje Grzegorz Kozera, przewodniczący Krajowej Rady Kuratorów.

Skromnie i pracowicie

Jedną z bolączek są także zarobki kuratorów. Zdaniem Kozery są oni pomijani przy podwyżkach. W efekcie kurator z 15-letnim stażem otrzymuje realnie – po odliczeniu dodatku terenowego, który przeznacza na wykonywanie czynności – niespełna 3 tys. zł miesięcznie. W mniejszych miejscowościach to przyzwoite zarobki, ale w sporych miastach – jak na stres związany z wykonywanymi zajęciami – niewiele.

– Powoduje to, że część fachowców odchodzi z zawodu, a inni szukają dodatkowej pracy – wyjaśnia przewodniczący KRK.

Do tego dochodzi przeciążenie pracą. Politycy w ostatnich latach często zwracali uwagę na to, że gwałtownie spada liczba dozorów, więc kuratorzy mają mniej obowiązków. Sęk w tym, że choć rzeczywiście liczba dozorów spada, to pracy jest nie mniej, ale więcej. Powód? Przykładowo normy z 2003 r. nie uwzględniają wywiadów środowiskowych, których kuratorzy przeprowadzili od 2014 r. do połowy 2017 r. blisko 1,8 mln.

Wiele do poprawy

Wiele do poprawy

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Zmienia się po prostu charakter naszej pracy, co jest pochodną tego, że sądy wydają mniej wyroków przewidujących karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Kurator więcej pracuje za biurkiem – jest mocniej uwikłany w pracę z dokumentacją – a mniej w terenie – opowiada Grzegorz Kozera. A dane zebrane przez NIK to potwierdzają.

Resort sprawiedliwości od dawna jednak powtarza, że jest coraz lepiej. W sierpniu 2018 r. wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak w odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich stwierdził, że „Ministerstwo Sprawiedliwości nieprzerwanie analizuje, w ramach swoich kompetencji, funkcjonowanie kuratorskiej służby sądowej, zauważając systematycznie poprawiające się sensu largo jej warunki pracy i płacy”. Przyznał zarazem, że resort „dostrzega problemy natury pragmatycznej i nie wyklucza dalszej interwencji, także w sferze legislacyjnej”.

Kto ma więc rację: NIK, która rysuje obraz kurateli niczym z zamierzchłego PRL? Czy też MS, które twierdzi, że idzie ku lepszemu?

– Stanowiska Najwyższej Izby Kontroli o tym, że sytuacja kuratorów jest dramatycznie zła, oraz resortu, który deklaruje, że podejmuje wiele działań, by było lepiej, wbrew pozorom się nie wykluczają. Dostrzegamy po stronie MS wolę do zmiany sytuacji na lepsze. Dowodem na to jest, że w ostatnich latach zapewniono nam lepszą obsługę biurową. W praktyce jednak większość wytycznych wychodzących z MS realizują dyrektorzy i prezesi sądów. A tu bywa bardzo różnie. Można więc powiedzieć, że w niektórych okręgach sytuacja kuratorów nie jest zła, a w niektórych jest bardzo kiepska – ocenia Kozera.

To, co wymaga najpilniejszych zmian, to, po pierwsze, zorganizowanie ogólnopolskiego systemu dbania o bezpieczeństwo funkcjonariuszy. A po drugie, zniwelowanie różnic w obciążeniu pracą w zależności od okręgu. NIK podkreśla także, iż przydałoby się precyzyjne określenie w przepisach zasad naboru i szkolenia. Obecnie plan przebiegu aplikacji kuratorskiej określają poszczególni kuratorzy okręgowi. Czyli co okręg to inne zwyczaje.

Zdaniem dr. Jana Sobiecha najważniejsze teraz jest to, aby opracowanie NIK nie stało się wstępem do przepychanek między urzędnikami o to, kto lepiej diagnozuje stan kurateli sądowej w Polsce.

– Dużo zatem zależy, jak zwykle, od woli i działań politycznych, przede wszystkim ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości, których urzeczywistnieniem byłaby od dawna oczekiwana nowa ustawa o kuratorach sądowych – podsumowuje ekspert.

Politycy, niezależnie od opcji partyjnej, obiecywali ustawę od lat. Słowa jednak nie dotrzymali.