Służba Więzienna zaprezentowała wczoraj nowe urządzenia do kontroli mobilnej, które będą stosowane od września. Kolejna generacja lokalizatorów i ulepszone oprogramowanie będą się jeszcze lepiej nadawać do sprawdzania, czy skazany, wobec którego sąd orzekł zakaz zbliżania się, rzeczywiście go respektuje. Jak to działa?

Precyzyjny pomiar

Skazanego wyposaża się w bransoletę zakładaną na nogę. Nadajnik na bieżąco wysyła informacje o swoim położeniu do centrali monitorowania SDE. Natomiast osoba chroniona dostaje urządzenie, które wyglądem przypomina przedpotopowy telefon komórkowy. Ono również określa położenie. Wokół wskazanego punktu system wyznacza chronioną strefę, której wielkość określił wcześniej sąd (najczęściej jest to 200 m). Co ważne, nowe możliwości techniczne pozwalają na wyznaczenie obszaru bezpieczeństwa nie w odległości od budynku, w którym przebywa chroniona osoba, lecz od miejsca, w którym się znajduje. Dzięki temu, jeśli ofiara pójdzie np. do wielkiego centrum handlowego, to sprawca nie zostanie upomniany za to, że się do niego zbliżył. Zwłaszcza że mógł się po prostu wybrać tam na zakupy, a nie w intencji złamania zakazu.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– System wyznacza dwie strefy bezpieczeństwa. Gdy sprawca przekroczy granicę pierwszej z nich, oficer dyżurny łączy się z nim i informuje go, że jeśli dalej będzie podążał w obranym kierunku, złamie zakaz zbliżania się. Nakazuje mu więc oddalenie się w inną stronę. Jeśli kontrolowany zlekceważy polecenie i nadal będzie podążał w stronę osoby chronionej, zaalarmowana zostanie policja, patrol SDE, a także ofiara, której dyżurny wskaże drogę ucieczki – wyjaśnia gen. Paweł Nasiłowski, pełnomocnik ministra sprawiedliwości ds. dozoru elektronicznego. Dodając, że informacja o każdym naruszeniu sądowego zakazu jest na trwałe zapisywana w systemie.

Nowe urządzenia podają lokalizację z dokładnością do kilku metrów i działają w dwóch systemach: satelitarnym i radiowym.

– Jeśli z jakiegoś powodu zanika system z satelity, urządzenie automatycznie przełącza się na system radiowy, nie powodując luki w kontroli – zaznacza gen. Nasiłowski.

Dozór szyty na miarę

System, jakim obecnie dysponuje Służba Więzienna, daje sądom ogromną swobodę w określaniu miejsc, do których skazanemu nie wolno się zbliżać. Dzięki temu ten środek karny można dobrać indywidualnie do konkretnego przypadku. Przykładowo za pomocą SDE można kontrolować, czy osoba skazana na czyny pedofilskie nie zbliża się do szkół, przedszkoli czy placów zabaw, albo czy pseudokibic objęty zakazem stadionowym nie próbuje dostać się nielegalnie na stadion.

– To najnowocześniejszy system w Europie i jeden z najnowocześniejszych na świecie. Jeśli nie najlepszy. W dodatku jest dziełem polskich prywatnych firm – zachwalał wczoraj Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny.

Tym bardziej więc istotne jest, by sądy, orzekając zakaz zbliżania, zarządzały kontrolę jego wykonywania za pomocą SDE. Tymczasem obecnie jest to wykorzystywane w stosunku do… trzech osób. Wszystko dlatego, że zastosowanie środka karnego w postaci zakazu zbliżania się nie oznacza automatycznie sięgnięcia po SDE. Po pierwsze, sąd może zastosować dozór elektroniczny na wniosek ofiary, po drugie, nie musi się do takiego wniosku przychylić.

Receptą nowe prawo

Dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało zmiany – na razie z myślą o ofiarach zgwałceń. W myśl propozycji resortu sąd na wniosek ofiary będzie musiał zastosować wobec skazanego dodatkowy środek karny w postaci zakazu zbliżania się, który będzie kontrolowany za pomocą SDE.

Pytanie, czy takiej reguły nie należałoby wprowadzić także w stosunku do innych sprawców, którzy dopuszczają się przestępstw z użyciem przemocy czy stalkingu. Albo też jako zasadę stosować SDE do kontroli wykonywania orzeczonego zakazu, odstępując od niego tylko na życzenie pokrzywdzonego.

– To byłoby zbyt daleko idące rozwiązanie. Skoro stosowanie SDE dla osoby chronionej wiąże się z dość dużą ingerencją w jej sferę prywatności, to powinno się to wiązać z wyraźnym oświadczeniem woli. Dlatego najlepszy jest tryb wnioskowy – ocenia sędzia Marek Celej z Sądu Okręgowego w Warszawie. – Dlaczego by jednak nie stosować SDE do zakazów zbliżania się do określonych osób lub miejsc stosowanych jako środek zabezpieczający w postępowaniu przygotowawczym? – pyta retorycznie warszawski sędzia.

Z kolei dr Piotr Kładoczny z Uniwersytetu Warszawskiego przypomina, że możliwość wykorzystywania SDE do kontroli zakazu zbliżania się istnieje od niedawna. – Co prawda przepis wszedł w życie 1 lipca 2015 r., jednak z punktu widzenia funkcjonowania sądów, kształtowania się praktyki orzeczniczej to wcale nie jest długi okres. Wszelkie tego typu nowinki są szerzej stosowane po jakimś czasie. Nie mam wątpliwości, że sędziowie w końcu się do tego rozwiązania przekonają – mówi dr Kładoczny. Ekspert podkreśla też, że pełnomocnicy albo prokuratorzy powinni częściej informować pokrzywdzonych o możliwości wnioskowania o orzeczenie zakazu zbliżania się kontrolowanego elektronicznie.