Likwidacja głosowania korespondencyjnego, zniesienie możliwości przeprowadzania dwudniowych wyborów oraz wprowadzenie komisarzy wyborczych, którzy zamiast radnych mają samodzielnie określać okręgi wyborcze, to głównie zmiany, jakie zaakceptowała sejmowa Komisja Nadzwyczajna do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa wyborczego. Procedowanie nad nowymi przepisami w spornych kwestiach odłożono do czwartku. Wszystko wskazuje, że już w najbliższy piątek przygotowane przez posłów PiS propozycje mogą zostać przyjęte przez parlament.

Wybory samorządowe w Polsce

Wybory samorządowe w Polsce

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Mniejsze okręgi

W trakcie prac komisji większość rządząca przegłosowała rozwiązanie, zgodnie z którym w wyborach do rady gminy i sejmiku województwa w każdym okręgu wyborczym ma być wybieranych od trzech do siedmiu przedstawicieli (obecnie jest to 5–15 radnych sejmiku). Ponadto do siedmiu ma być zmniejszona maksymalna liczba radnych powiatowych wybieranych w okręgu wyborczym (obecnie od trzech do 10 osób).

– Tworzenie nowych okręgów wyborczych może wpływać na wynik wyborczy. Od lat mieszkańcy byli przyzwyczajeni do dotychczasowego podziału. Zaproponowane zmiany są wprowadzane tylko w celu manipulacji wyborami i zwiększenia szans na wygraną przez PiS – mówi Mariusz Witczak, poseł klubu PO.

Jego zdaniem wyznaczanie komisarzy, którzy będą określać okręgi, jest niezgodne z konstytucją. Podobne zdanie przedstawiali posłowie z innych ugrupowań opozycyjnych.

– Okręgi są elementem planu miejscowego. To zadanie własne gminy, nie może być przekazywane wyznaczonym w tym celu komisarzom – mówi Marek Sowa z klubu Nowoczesnej.

W trakcie prac nad projektem posłowie z ugrupowań opozycyjnych zgłaszają propozycję wykreślenia każdego przepisu, który zawiera postanowienia dotyczące komisarzy wyborczych. W samych powiatach ma być ich około 400. Dodatkowo obecnie komisarzem wyborczym mógł być sędzia, a projekt PiS zakłada, że do objęcia tej funkcji wystarczy dyplom magistra prawa. Autorzy projektu zdecydowali się jednak na przyjęcie poprawki zakładającej, że taka osoba nie będzie mogła przynależeć do partii politycznej.

Mniej kandydatów

Wczoraj PiS zaproponował też, aby lista wyborcza nie było tzw. podwójnej reprezentacji. Obecnie liczba kandydatów z poszczególnych komitetów nie mogła przekraczać dwukrotności liczby radnych wybieranych w danym okręgu wyborczym. Autorzy projektu przeforsowali zmianę, która zakłada, że taka liczba w przypadku rad gmin nie będzie większa niż suma radnych wybieranych w danym okręgu wyborczym, powiększona o dwóch kandydatów. Posłowie opozycji uważają, że takie rozwiązanie ogranicza możliwość kandydowania lokalnym działaczom. Strona rządowa przedstawia inne argumenty.

– Obecnie przy podwójnej reprezentacji połowa kandydatów nie ma realnie szansy uzyskać mandatu. Dzięki tej zmianie chcemy uniknąć mnożenia nadmiernie liczby osób bezskutecznie ubiegających się o mandat – wyjaśnia Marcin Horała z klubu PiS.

Odłożona dyskusja

Projekt PiS zakłada też, że kandydat na wójta nie może startować równocześnie do rady powiatu i sejmiku. Będzie on mógł brać udział tylko w wyborach do rady gminy. Lokalnym włodarzem nie będzie mógł też być kandydat, który został wybrany dwukrotnie na tę funkcję w wyborach powszechnych. Takie rozwiązanie miałoby obowiązywać jednak od kolejnych wyborów. Łukasz Schreiber, poseł sprawozdawca (PiS), zawnioskował, aby debatę w tej sprawie odłożyć na koniec prac nad projektem.

– Analizujemy dwukadencyjność pod kątem konstytucyjności i dlatego podjęliśmy taką decyzję – dodał.

Bogdan Borusewicz, senator z PO, a także Marek Sowa uważają, że tego typu zmiany mają docelowo doprowadzić do likwidacji powszechnych wyborów wójta, burmistrza i prezydenta miasta.

– Chciałem temu stanowczo zaprzeczyć. Nie mamy w planach wprowadzania wyborów pośrednich dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Zamierzamy tylko doprecyzować przepisy, aby nikt nam nie zarzucał, że chcemy zaliczać dwukadencyjność z mocą wsteczną – potwierdza Marcin Horała.

Z takiej deklaracji ucieszyli się samorządowcy. Chociaż zdaniem Marka Wójcika ze Związku Miast Polskich sam pomysł dwukadencyjności jest zły, bo ogranicza wyborcom głosowanie na sprawdzonego kandydata.

Mało czasu

W trakcie prac pojawiły się też obawy, że w ciągu dwóch miesięcy nie da się przeprowadzić naboru na funkcje wojewódzkich i powiatowych komisarzy. – To będzie armia partyjnych urzędników wyłonionych w siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej – twierdzi Marek Sowa.

– Sami przedłużacie pracę komisji, a z drugiej strony martwicie się, że komisarze nie będą powołani na czas – kontruje Marcin Horała.

Pojawiły się też propozycje, aby zweryfikować kandydatów do prac przy organizacji wyborów.

– Wszyscy członkowie PKW, korpusu urzędniczego oraz komisarze powinni złożyć oświadczenia, że nie byli współpracownikami służb przed 1989 r. – uważa Paweł Zdun z Ruchu Kontroli Wyborów. Przekonuje, że powierzenie wszystkich zadań komisarzom wyborczym zamiast radnym jest właściwym rozwiązaniem.

Posłowie zdecydowali też o zmianach dotyczących Państwowej Komisji Wyborczej (PKW). Obecnie w jej skład wchodzi po trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zgodnie z projektem liczba członków PKW się nie zmieni, ale TK i SN wskażą po jednym sędzim, natomiast siedmiu pozostałych członków zostanie wybranych przez Sejm. Te zmiany miałyby wejść w życie dopiero po wyborach parlamentarnych w 2019 r.