3 maja 2009 r., godz. 7.42. Pogotowie ratunkowe przyjmuje zgłoszenie o utracie przytomności przez 45-letnią Annę K. Lekarze o 7.58 stwierdzają zgon. Przybyły na miejsce prokurator zleca przeprowadzenie sekcji zwłok. Obducent w swej opinii stwierdza: „nic nie sprzeciwia się przyjęciu, że przyczyną zgonu Anny K. stało się uduszenie gwałtowne wskutek zadławienia”. Przesłuchany dodaje, że „uduszenie gwałtowne, które było przyczyną zgonu Anny K., powstało w złożonym mechanizmie jednoczesnego dławienia i zatkania dróg oddechowych przedmiotem miękkim typu np. poduszka, złożony gruby ręcznik lub inna tkanina np. odzieżowa przytrzymywana ręką sprawcy, który jednocześnie dociskał ww. przedmiot do twarzy denatki”.

Prokurator stawia mężowi zmarłej zarzut zabójstwa, mężczyzna zostaje aresztowany.

Prokuraturze jednak coś nie pasuje w sprawie. Zlecona zostaje ponowna sekcja. Przeprowadzający ją zespół stwierdza daleko idące zmiany miażdżycowe u denatki oraz zblednięcie w mięśniu przedniej ściany lewej komory serca. Mówiąc wprost: kobieta z dużą dozą prawdopodobieństwa zmarła wskutek choroby. Pierwszy obducent nie mógł jednak tego wiedzieć: nie dokonał nawet otwarcia tętnic wieńcowych i tylko częściowo otworzył tętnicę główną. Ze sporządzonego przez niego opisu wynikało, że sprawdził to, czego w rzeczywistości nie sprawdził.

Eksperci nie mieli wątpliwości: doszło do fuszerki.

– Która niestety skazała podejrzanego mężczyznę na śmierć cywilną – zauważa wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Fałszywa statystyka

Biegły został oskarżony między innymi o przestępstwo polegające na przedstawieniu fałszywej opinii. Chodzi o art. 233 par. 4 kodeksu karnego, stanowiący, że karze podlega ten, kto jako biegły, rzeczoznawca lub tłumacz przedstawia fałszywą opinię (obecnie grozi za to do 10 lat więzienia, gdy mężczyznę oskarżano – groziło do trzech lat pozbawienia wolności).

„Postępowanie sądowe nie doprowadziło jednak do przypisania oskarżonemu działania w zamiarze bezpośrednim ani w zamiarze ewentualnym. Jakkolwiek wydanie opinii było przedwczesne i opisano w niej sekcjonowanie narządów, których de facto nie sekcjonowano, a całość czynności wykonanych przez biegłego oceniono krytycznie pod względem braku dbałości, skrupulatności i spełnienia wymaganych standardów, co niewątpliwie biegły mógł i powinien był przewidzieć, gdyby ową staranność zachował podczas sekcji, to w rezultacie przyjęcie wniosku o umyślnym działaniu biegłego, między innymi na skutek działania w stanie niedbalstwa, staje się niemożliwe” – opisują sprawę dr Robert Szostak i prof. Ireneusz Sołtyszewski na łamach „Prokuratury i Prawa”. Tym samym nierzetelny obducent uniknął kary.

Problematyczna nierzetelność

Dziewięć wyroków skazujących w ciągu 12 lat to efekt niefortunnej konstrukcji przepisu. Zgodnie z nim, aby wydać wyrok: winny, opinia ma być fałszywa. A wykazanie tego jest bardzo trudne. Podejrzani biegli i rzeczoznawcy często argumentują, że działali zgodnie ze swoją wiedzą. Ta zaś – co nie jest karalne – może nie być najlepsza.

Teoretyczne prawo

Teoretyczne prawo

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Bez wątpienia problemem polskiego wymiaru sprawiedliwości są opinie nierzetelne, sporządzane na kolanie. Statystyka rzeczywiście tego nie oddaje – przyznaje wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Innych danych jednak na razie nie ma. Doktor Warchoł przypomina, że dopiero w połowie ubiegłego roku kodeks karny oraz kodeks postępowania karnego zostały znowelizowane. Obecnie w k.k. znajduje się art. 233 par. 4a, który przewiduje, że jeśli sprawca czynu określonego w par. 4 działa nieumyślnie, narażając na istotną szkodę interes publiczny, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Innymi słowy, można już skazać nie tylko w przypadku wykazania umyślnego fałszowania opinii, lecz także w sytuacji, gdy biegły dopuści się rażącego niedbalstwa.

Ministerstwo Sprawiedliwości wierzy jednak bardziej w inną korektę.

– Nie chodzi przecież o to, aby biegli byli skazywani i trafiali do więzień. Celem jest to, by opinie, które często są kluczowe przy rozstrzygnięciu sprawy, były rzetelne – przekonuje minister Warchoł.

Dlatego w k.p.k. w zeszłym roku (nowelizacja k.p.k. z 11 marca 2016 r.; Dz.U. z 2016 r. poz. 437) pojawił się art. 618f par. 4b, stanowiący, że za nierzetelną lub złożoną ze znacznym opóźnieniem opinię sąd może biegłemu obniżyć wynagrodzenie. Analogiczna korekta została wprowadzona w sprawach cywilnych (art. 89 ust. 4b ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych).

Resort wierzy, że najprościej będzie przemówić do biegłych za pomocą narzędzi ekonomicznych. Zlecono już zresztą badanie, w toku którego ma zostać ustalone, czy sędziowie sięgają po nowe instrumenty. Wyniki analizy mają być jedną z podstaw do opracowania ustawy o biegłych sądowych, której projekt powinien zostać opublikowany na wiosnę 2018 r.

– Cudów nie ma. Problemy z biegłymi sądowymi biorą się stąd, że za opinie płaci się za mało. Przez to do pełnienia tej ważnej funkcji garną się nie najlepsi fachowcy, lecz ci słabsi, którzy chcą dorobić. Jeśli chcemy poprawić jakość, musimy za to odpowiednio zapłacić – wskazuje radca prawny Jerzy Kozdroń, były wiceminister sprawiedliwości.

Obecnie biegły lekarz bez stopni i tytułów naukowych otrzymuje od 22 zł do 32 zł za każdą rozpoczętą godzinę pracy (za skomplikowane badania stawki są wyższe). Biegły z tytułem profesorskim – 70 zł.