Ich zdaniem propozycja, która pojawiała się w poprawionej wersji projektu ustawy o jawności życia publicznego, jest sprzeczna z konstytucją. – Jest niezgodna z art. 61 ust. 1 Konstytucji RP, który wiąże prawo do informacji publicznej jedynie z działalnością organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne – podkreśla w stanowisku dla DGP dr Jerzy Jankowski, prezes Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych (więcej w dalszej części tekstu).

Obawy spółdzielców nie dziwią. Jeśli przepis wejdzie w życie, będzie to potężny cios w prezesów spółdzielni. Do tej pory bowiem mogli lekką ręką odrzucać jakiekolwiek prośby z zewnątrz o podanie niewygodnych informacji, trzymając w ręku tarczę w postaci uchwały Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2005 r., która wyraźnie stanowiła, że prawo nie zobowiązuje ich do podawania informacji publicznych. Jeśli prawo to się zmieni – niewykluczone, że zaleje ich lawina wniosków. Będą zmuszeni odpowiedzieć zarówno działaczowi społecznemu dociekającemu, czy rzeczywiście w danej spółdzielni dochodziło do nieprawidłowości, jak i dziennikarzowi czy przedsiębiorcy poszukującemu informacji na temat kosztów kontrowersyjnych inwestycji. Cios jest tym większy, że na mocy utrwalonej w ostatnim czasie linii orzeczniczej członkowie zarządów przyłapani na nadużywaniu prawa lub niedopełniający swoich obowiązków mogą ponosić odpowiedzialność na mocy tego samego przepisu co menedżerowie. Tyle że eksperci już zwracają uwagę, że uzyskanie czegokolwiek na podstawie przepisów o dostępie do informacji publicznej wcale nie jest proste. Zobowiązany może odmówić. Prawo pozwala wtedy odwołać się do sądu, ale te – jak wiadomo – są nierychliwe. Sprawy ciągną się latami. Wygląda więc na to, że cała nadzieja zwolenników większej jawności spółdzielni w usprawnieniu pracy... sądów.

ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEN TEMAT? CZYTAJ WIĘCEJ W TYGODNIKU E-DGP >>