Wbrew pozorom spółdzielnie mieszkaniowe nie wykonują funkcji publicznych. Nawet nie podlegają pod regulacje kodeksu postępowania administracyjnego. Ich relacje z członkami rozstrzygane są na drodze cywilnej.

Mimo to rządzący chcą zobligować prezesów spółdzielni mieszkaniowych do udzielania informacji uznawanych za publiczne. Każdy – nie tylko członek danej spółdzielni – będzie mógł więc dowiedzieć się choćby o tym, ile pieniędzy zarabia zarząd, jaki jest koszt przeprowadzanych remontów czy na jakich zasadach sprzedawane są wolne lokale. Zdaniem odpowiedzialnego za projekt ministra Macieja Wąsika sprawy, którymi się zajmują spółdzielnie, dotyczą jednej z najistotniejszych sfer życia milionów Polaków. Dlatego ich transparentność jest niezbędna.

W domach z betonu

W domach z betonu

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Potrzeba społeczna

Eksperci dość jednomyślnie przyznają, że dotychczas w spółdzielniach zbyt wiele spraw było załatwianych przy zamkniętych drzwiach. I trudno było następnie ustalić, czy wszystko odbywało się zgodnie z prawem i z poszanowaniem praw członków. Ale już w ocenie racjonalności zaproponowanego rozwiązania prawnicy się różnią.

– Pomysł objęcia spółdzielni mieszkaniowych przepisami o dostępie do informacji publicznej uważam za ciekawy i odpowiadający istotnej potrzebie społecznej – twierdzi dr Paweł Litwiński, adwokat w kancelarii Barta Litwiński.

– Włączenie spółdzielni mieszkaniowych do zbioru podmiotów zobowiązanych nie jest moim zdaniem właściwym rozwiązaniem – uważa z kolei Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo.

Skąd te różnice? Paweł Litwiński podkreśla, że przepisy ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1222 ze zm.) przyznają prawo dostępu do określonych dokumentów – i tylko w ograniczonym zakresie – wyłącznie członkom spółdzielni. Spółdzielnie zaś, ze względu na swój majątek i zakres aktywności, oddziałują na prawa i obowiązki nie tylko swoich członków.

– Ponadto spółdzielnie mogą odmówić członkom wglądu do umów zawieranych z osobami trzecimi, „jeżeli naruszałoby to prawa tych osób lub jeżeli istnieje uzasadniona obawa, że członek wykorzysta pozyskane informacje w celach sprzecznych z interesem spółdzielni i przez to wyrządzi spółdzielni znaczną szkodę” – przypomina adwokat. A to znacznie utrudnia kontrolę nad prawidłowością działań zarządu. Co więcej, procedura odwoławcza w razie odmowy toczy się w ramach organów spółdzielczości, a nie przed sądem.

To nie majątek publiczny

Ale Krzysztof Izdebski przypomina, że Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale z 11 kwietnia 2005 r. (sygn. akt I OPS 1/05) stwierdził między innymi, że „spółdzielnie mieszkaniowe nie dysponują majątkiem publicznym w rozumieniu przepisów ustawy, ani też nie reprezentują osób, które dysponują takim majątkiem, gdyż majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków”.

– I te ustalenia się nie zmienią, bo spółdzielnie poprzez zaliczenie do podmiotów zobowiązanych nie zmienią przecież swojej struktury – zaznacza Izdebski.

Doktor Litwiński przyznaje, że to prawda. W orzecznictwie NSA faktycznie ugruntował się pogląd, zgodnie z którym spółdzielnie nie podlegają przepisom o dostępie do informacji publicznej.

– Moim zdaniem jednak to pogląd dyskusyjny, ponieważ spółdzielnie mają do spełnienia bardzo istotne zadanie: zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych. Tym bardziej więc ingerencja ustawodawcy wydaje się zasadna – zaznacza adwokat.

Sztuczna doklejka do ustawy

Krzysztof Izdebski zaś się z tym zgadza. Tyle że jego zdaniem rozwiązania tego problemu należy szukać we wzmocnieniu już istniejących przepisów ustaw – Prawo spółdzielcze (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1560 ze zm.) i o spółdzielniach mieszkaniowych, a nie wykorzystywać niezgodnych z art. 61 ust. 1 konstytucji (prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne) doklejek do ustaw regulujących inne obszary, za jaką należy uznać ustawę o jawności. 

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach