Przedstawiciele stowarzyszeń sędziów oraz KRS podkreślali zagrożenia łączące się z tym nowym rozwiązaniem. Obawy dotyczyły głównie tego, czy większość sejmowa nie uzyska nadmiernego wpływu na to, kto zostanie sędzią. Tymczasem w ogniu dyskusji adwersarzom umknęło to, że w projekcie MS (UD192 na legislacja.gov.pl) proponuje się obsadzanie większości stanowisk sędziowskich w sądach rejonowych wyłącznie w oparciu o cieszący się renomą obiektywnego egzamin sędziowski kończący aplikację w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Po 3-letniej asesurze KRS tylko wyjątkowo mogłaby odmówić przedstawienia kandydatury asesora prezydentowi RP z wnioskiem o powołanie na sędziego. Zatem powyższy projekt eliminuje wpływ nie tylko KRS, lecz czyjkolwiek, na obsadę ponad połowy zwalniających się stanowisk sędziowskich w sądach rejonowych.

Podsumowując: nie jest uzasadniona eksponowana we wspomnianej na wstępie debacie teza, iż nieuchronnym skutkiem nowego trybu wyboru KRS będzie upolitycznienie wyłaniania kandydatów na sędziów. Nawet gdyby rzeczywiście doszło do upolitycznienia KRS, to należy pamiętać, że władza rady w procesie wyłaniania sędziów zostanie znacznie ograniczona na rzecz egzaminów w KSSiP.

Nie należy także zapomnieć, że KRS – organ konstytucyjny – wymaga reformy i nie jest to bynajmniej wymysł polityków. Sąd Najwyższy uchylił wiele uchwał rady w kwestii przedstawienia prezydentowi kandydatów na sędziów ze względu na pozorność uzasadnienia, tj. brak poddającego się kontroli wyjaśnienia, dlaczego przedstawia się tego, a nie innego kandydata. Przykładem wywołującym spore kontrowersje jest historia powołania na stanowisko sędziego, być może w celu przydzielenia konkretnej sprawy, przedstawiona w „Fakcie” z 26 stycznia br. Sprawa tam opisana powinna być niewątpliwie głęboko i rzetelnie zbadana.