Jeszcze nie przeszła przez rząd jedna nowelizacja prawa zamówień publicznych, a już przygotowujecie następną. Nie lepiej było zrobić to za jednym zamachem?

Nie było to możliwe. Prace nad implementacją do polskiej ustawy – Prawo zamówień publicznych nowej dyrektywy obronnej rozpoczęły się dużo wcześniej i przeszły już pewien etap prac legislacyjnych. Zmiany te dotyczą przede wszystkim prawa europejskiego. Natomiast kolejne propozycje wykraczające poza regulacje europejskie przygotowane zostały w ostatnim czasie.

Co w takim razie należy zmienić poza sferą wynikającą z prawa europejskiego?

Zanim odpowiem na to pytanie, warto wskazać, co już udało się zrobić. Jeszcze przed czterema, pięcioma laty zamówienia publiczne były postrzegane jako jedna z głównych przeszkód inwestycyjnych. Praktyka pokazuje, że postępowania o udzielenie zamówienia przebiegają obecnie w sposób bardziej konkurencyjny, efektywny oraz sprawny. Zajmujemy trzecie miejsce pod względem szybkości procedur przetargowych w Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Użył pan sformułowania „były postrzegane”. Czy nie było przypadkiem tak, że procedury zamówieniowe obarczano winą za niepowodzenia, chociaż tak naprawdę leżała ona gdzie indziej?

Niepowodzenia wynikały z dwóch przyczyn – braku profesjonalizmu zamawiających i przeformalizowania procedur. To drugie było szczególnie widoczne w postępowaniach o największych wartościach, które dotyczyły realizacji najważniejszych zadań publicznych, jak np. budowa infrastruktury. Przykładem może być przepis dotyczący skargi do sądu, która blokowała możliwość zawarcia umowy na wiele miesięcy, a koszt jej wniesienia wynosił jedynie 3 tys. zł. Skarga była wnoszona niezależnie od jej zasadności. Warto podkreślić, iż odformalizowanie nie dokonało się kosztem przejrzystości. Zmalała bowiem liczba zamówień udzielanych z wolnej ręki, a więc zwiększyła się otwartość na konkurencję. Blisko 85 proc. zamówień udziela się w procedurach konkurencyjnych, podczas gdy jeszcze kilka lat temu było to zaledwie 65 proc.

Co z tego jednak, że procedury są konkurencyjne, skoro niewielu przedsiębiorców chce w nich startować. Jesteśmy na trzecim od końca miejscu w UE pod względem średniej liczby składanych ofert.

To jest kolejne poważne wyzwanie, przed którym stoimy. O ile procedury zostały już odformalizowane, teraz musimy przeprowadzić zmiany mające na celu zwiększenie konkurencyjności. Zachęcić przedsiębiorców do ubiegania się o publiczne kontrakty.

Jak tego można dokonać?

Konieczne jest usunięcie przepisów, które zniechęcają przedsiębiorców do udziału w rynku zamówień publicznych. Ale również, co jest dużo trudniejsze, musimy zmienić mentalność osób odpowiedzialnych za przetargi.

Zacznijmy od przepisów. Co planujecie w nich zmienić?

Proponujemy wiele zmian. Przede wszystkim chcielibyśmy zlikwidować obowiązek składania przez wykonawców dokumentów potwierdzających spełnianie warunków. Na etapie przetargu wystarczyłoby samo oświadczenie przedsiębiorcy, że spełnia te warunki.

Dopiero po wyborze oferty zwycięski wykonawca musiałby przedstawiać komplet dokumentów. Z jednej strony usunięto by barierę zniechęcającą do przystępowania do postępowania, z drugiej zaś wykonawca z najlepszą ofertą miałby większą motywację, by złożyć wymagane dokumenty, bo będzie już wiedział, że ma kontrakt w garści.

A jeśli okazałoby się, że jednak nie spełnia warunków?

Wówczas o przedstawienie dokumentów proszony byłby drugi w kolejności wykonawca.

Co jednak, gdyby okazało się, że on również nie dysponuje wymaganymi dokumentami?

Rozważenia wymaga, czy wówczas przetarg nie powinien zostać powtórzony. Nie można doprowadzić do sytuacji, w której zamawiający zawiera umowę np. z piątym wykonawcą z listy, bo to wypaczałoby sens przetargu.