Reklama



Sprawa dotyczyła mężczyzn prowadzących wspólnie firmę przewozową. W trakcie transportu kierowcy zatrudnionemu przez pokrzywdzonych wyskoczyła przed maskę sarna. Aby uniknąć zderzenia, mężczyzna gwałtownie skręcił i wpadł do przydrożnego rowu. Samochód nie doznał większych uszkodzeń, więc jazdę można było kontynuować. Jednak ze względu na niebezpieczeństwo przewrócenia ciężarówki musiała ona zostać wyciągnięta przez specjalistyczny sprzęt.

Reklama
Sąd I instancji stwierdził, że do wypadku nie doszło. W ogólnych warunkach umowy zawartej między stronami wypadek jest bowiem definiowany jako „zderzenie środka transportu z innym pojazdem, osobami, zwierzętami, przedmiotami pochodzącymi z zewnątrz środka transportu, jego wywrócenie lub spadnięcie”. Sąd zgodził się z argumentacją pozwanego, że w tym przypadku wymienione sytuacje nie miały miejsca, ponieważ nie doszło do zderzenia. W konsekwencji nie zadziałał też zapis umowy rozszerzający odpowiedzialność ubezpieczyciela na obowiązek zwrotu kosztów podniesienia lub wyciągnięcia samochodu, który uległ wypadkowi, jeśli jest to konieczne dla ratowania przewożonego towaru.
Orzeczenie zaskarżyli jednak przedsiębiorcy, zarzucając mu obrazę art. 65 kodeksu cywilnego. Nakazuje on badanie skutków umowy zgodnie z zamiarem stron, a nie opieranie się na dosłownym brzmieniu jej zapisów.
Sąd okręgowy przyznał rację powodom. Powołał się na wyrok Sądu Najwyższego (I CK653/04), który potwierdził, że ustalenia m.in. w zakresie szkód komunikacyjnych, w których udowodnienie okoliczności faktycznych jest utrudnione, powinny być poczynione na zasadzie dowodu prima facie, czyli opartego na doświadczeniu życiowym. Tu polegał on na uznaniu, że w normalnych warunkach zjechanie do rowu powoduje zagrożenie przewróceniem auta, a zatem także niebezpieczeństwo zniszczenia przewożonego towaru. Za nieuzasadnione sąd uznał też pominięcie przez I instancję dowodów z notatki policyjnej i faktury za wyciągnięcie auta z rowu. Ta pierwsza wskazywała, że w wyniku zjechania na prawe pobocze samochód uderzył w barierki, powodując ich wygięcie. Zdaniem sądu stanowi to wypadek nie tylko w warunkach logicznego rozumowania, ale również w świetle zawartej między stronami umowy. Sąd nakazał więc ubezpieczycielowi zwrot kosztów procesu i użycia specjalistycznej wyciągarki.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi, sygn. akt XIII Ga 199/14. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia