Piłkarskie derby Polonia – Legia z 2 września 2008 r. zaowocowały zatrzymaniem 752 osób. 680 przedstawiono zarzuty czynnego udziału w zbiegowisku publicznym (art. 254 k.k. w zw. z art. 57 par. 1 k.k.). Działania służb kibice nazwali „akcją widelec” twierdząc, że jedynym niebezpiecznym narzędziem, jakie skonfiskowała policja, był właśnie... plastikowy sztuciec.

Udział w zbiegowisku

W lutym, po ponad 3 latach od tego zajścia, Sąd Rejonowy w Warszawie wobec niemal 200 osób umorzył postępowanie, nie dopatrując się w ich działaniach przestępstwa zarzucanego przez prokuraturę. To kolejne umorzenie w tej sprawie. Sąd uznał, że spotkanie kibiców, do którego doszło przed meczem Polonia – Legia, nie było zbiegowiskiem w myśl art. 254 par. 1 k.k. Zgodnie z tym przepisem, „kto bierze czynny udział w zbiegowisku, wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

– Nie było żadnego zamachu na mienie lub inne osoby, dokonywanego wspólnie. Sąd wyjaśnił, na czym polega czynny udział, uznając, iż w tej sprawie nie może być o nim mowy.

Co więcej, krytycznie odniósł się do aktu oskarżenia, stwierdzając, iż prokurator rozumiał ww. przestępstwo w myśl nieobowiązującego art. 275 par. 1 k.k. z 1969 r., bierne zachowania oskarżonych uznając za czynny udział – wyjaśnia doktor Marcin Warchoł z Katedry Postępowania Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Również czas oczekiwania na wynik postępowania jest zdaniem ekspertów nie do zaakceptowania.

– To jest strata pieniędzy podatników, żeby taką sprawę ciągnąć tyle lat. Nie dziwię się, że później polskie sądy wskazywane są jako te, w których przewlekłość postępowania jest czymś nagminnym – podkreśla prof. Genowefa Grabowska z Uniwersytetu Śląskiego.

Brak znamion

Choć sprawa została umorzona, niektórzy z oskarżonych przyznali się do winy i zgodzili na dobrowolne poddanie się karze.

– To przyznanie się jest jednak pozbawione wartości, gdyż nie można przyznać się do czynu, który nie jest przestępstwem – wskazuje Marcin Warchoł.

Prokuratura nie zgodziła się jednak z argumentacją sądu rejonowego, który umorzył postępowanie.

– Wszystkie decyzje o umorzeniu zostały zaskarżone przez prokuraturę. Nie ma co do nich jeszcze decyzji sądu drugiej instancji – wyjaśnia prokurator Monika Lewandowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Konsekwencje zawodowe

Mimo to, zdaniem prawników, opisywana sprawa stanowi przykład porażki policji i prokuratury.

– Doszło do jednoczesnego zatrzymania największej po okresie stanu wojennego liczby osób. Wobec większości łamano w trakcie przesłuchania elementarne prawa obywatelskie, obrażano, niektórych bito, rozbierano do naga, stosowano groźby w celu uzyskania obciążających wyjaśnień – podaje doktor Warchoł.

– Przyznam, że nie słyszałam o takim przypadku, aby w jednym postępowaniu umorzyć postępowania wobec aż 200 osób – wtóruje prof. Genowefa Grabowska.

– Prokuratorowi nawet wtedy, kiedy posłuży się niewłaściwym przepisem, trudno udowodnić, że zrobił to w określonym celu. Jeżeli jednak prokurator, który źle pracuje, będzie miał więcej wpadek, może zostać mu to wytknięte podczas oceny okresowej. W tym przypadku sąd znokautował prokuratora i prokuraturę, i to 200 razy – dodaje prof. Grabowska.

Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy – Śródmieścia, sygn. akt VK 482/11.