Stadion Narodowy nie jest gotowy do rozegrania na nim premierowego meczu między stołeczną Legią a krakowską Wisłą – twierdzi policja i odmawia wydania zgody na imprezę. Policjanci zarzucają, że sprzedaż biletów przez internet jest nielegalna, a obiekt nie zapewnia jeszcze wystarczającego bezpieczeństwa.

Spotkanie o Superpuchar budzi wielkie emocje. Walczyć mieliby ze sobą najwięksi rywale. Dotąd 18 tys. biletów trafiło do obydwu klubów, które rozprowadzą je pomiędzy swoimi fanami. Dodatkowo organizator, czyli spółka Ekstraklasa SA, właśnie uruchamia sprzedaż online na platformie KupBilet.pl dla wszystkich innych chętnych – ma ich być nawet 30 tys. – Taka forma sprzedaży jest niezgodna z prawem, potęguje zagrożenie. Nie jest możliwa weryfikacja, czy kupiec ma orzeczony zakaz stadionowy – usłyszeliśmy w biurze prasowym Komendy Głównej Policji.

Faktycznie, artykuł 15 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych pozwala sprzedać bilet na mecz pod warunkiem okazania dokumentu potwierdzającego tożsamość. – Będziemy sprzedawać bilety przez internet, weryfikując od razu osoby chcące je kupić. Bilety będą imienne, z wpisanym PESEL-em. Dane będą także weryfikowane przy wejściu na stadion – zapewnia Waldemar Gojtowski ze spółki Ekstraklasa.

– To żadna weryfikacja, bo przez sieć można kupić bilet na dane babci lub przyjaciela. Taką furtkę wykorzystają chuligani, którzy od dawna nie mogli wejść na żaden ligowy mecz. A i bez tego spotkanie obydwu klubów to mecz najwyższego ryzyka – mówi DGP oficer KGP. Dodaje, że wylegitymowanie 30 tys. osób wchodzących na stadion w dniu meczu to czysta abstrakcja.

Jednak nie tylko sposób dystrybucji biletów niepokoi policję. Lista uwag przekazanych prezydent stolicy Hannie Gronkiewicz-Waltz, która podejmie ostateczną decyzję, liczy pięć stron. Najpoważniejsze dotyczą tego, że stadion nadal jest placem budowy. Wokół obiektu są pryzmy kostki brukowej, prętów czy płyt, które łatwo mogą się stać arsenałem w bitwie – jeszcze przed meczem. – Jeżeli tożsamość kibiców będzie tak dokładnie sprawdzana, jak zapewnia organizator, to może to wyzwolić negatywne emocje w tłumie kibiców – wyjaśnia nasz rozmówca z policji.

Funkcjonariusze zwracają uwagę, że na stadionie „brak jest skutecznych przeszkód uniemożliwiających swobodne przemieszczanie się kibiców”. Na innych stadionach w kraju sektory są ogrodzone. A na Narodowym można bez problemu biegać po całej koronie, a nawet wtargnąć na płytę boiska.

– Od organizatora tej komercyjnej imprezy wymagamy jedynie respektowania istniejących przepisów, ustaw i przepisów wewnętrznych PZPN i samej Ekstraklasy – mówi rzecznik policji Mariusz Sokołowski.

– Wszystkie uwagi stołecznej policji, które znalazły się w opinii dotyczącej organizacji tego meczu, zostaną uwzględnione. Z naszej strony staramy się ryzyko minimalizować. Przygotowujemy się do tego meczu od długiego czasu – ripostuje Waldemar Gojtowski.

Ostateczna decyzja należy do władz stołecznego ratusza. Dziś bardziej prawdopodobna jest opcja, że zgody nie będzie. – Uzależniamy ją od stanowiska policji. Jeśli opinia będzie nadal negatywna, nikt nie weźmie na siebie takiego ryzyka – usłyszeliśmy wczoraj od jednego z ważnych urzędników. Przy takim scenariuszu koszty fiaska spadną na organizatorów i najprawdopodobniej operatora obiektu, jednak szczegóły umowy skrywa tajemnica handlowa. – Nie bierzemy takiego scenariusza pod uwagę – ucina krótko wszelkie spekulacje Gojtowski.