Kiedy w połowie czerwca napisałam w tym miejscu, że mam graniczącą z pewnością nadzieję na taki właśnie, a nie inny wyrok, dostałam potem wiele listów i mejli z wyrazami potępienia.

Szanowni Działkowcy, tamten komentarz był nie z niechęci do Was, ale właśnie z szacunku do demokracji i prawa.

Jestem przekonana, że sytuacja, gdy działkowcy – jak wszyscy obywatele – mogą wybrać, czy chcą być w jednym związku, czy może wolą założyć nowy, jest zdrowsza niż taka, gdy jeden podmiot trzyma wszystko w rękach.

Uczciwsze jest także to, że właściciele ziemi – czyli samorządy – będą mogli współdecydować, jak zagospodarować teren w centrum miasta: czy pozwolić wybranej grupie uprawiać grządki, czy otworzyć przestrzeń dla wszystkich.

Wiem, obawiacie się, że zostaniecie teraz pozbawieni tego, co kochacie najbardziej – możliwości pielęgnowania swoich roślin, wypoczynku, waszych altanek i ławek.

Tak się nie stanie. Bo nawet jeśli okaże się, że z jakichś ważnych społecznie powodów jakiś teren trzeba będzie odebrać działkowcom, będzie się Wam należało stosowne odszkodowanie.

A nasza gazeta będzie Wam towarzyszyła i pomagała w razie konieczności. Teraz macie 18 miesięcy, aby zapoznać się z nową sytuacją, zawiązać sojusze, podjąć decyzje, rozpocząć negocjacje. Nie zmarnujcie tego czasu na same okrzyki i narzekania.