Była to obrona szczególna. Oto bowiem decyzję uczelni o przyznaniu tytułu doktora praw honoris causa podważał sam wyróżniony, a bronił jej dziekan wydziału.
Listopad wpisał się w nasz krajobraz kulturowy jako miesiąc związany z odzyskaniem przez Polskę niepodległości. 11 listopada stanowi symboliczną datę powrotu naszego kraju na polityczną mapę świata. Celebrując doniosłą rocznicę, z upodobaniem wracamy do politycznej spuścizny pozostawionej przez Józefa Piłsudskiego. Niuanse prawnicze, które da się zauważyć zawsze i wszędzie, schodzą w tym wypadku na bardzo daleki plan. Tymczasem Józef Piłsudski, w którym społeczeństwo polskie ujrzało w roku 1918 chorążego niepodległości, już w 28 kwietnia 1920 r. został uhonorowany przez Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego tytułem doktora praw honoris causa. Przy tej okazji doszło do osobliwej obrony doktoratu. Oto bowiem wyróżniony jeszcze w auli przywołał wiele argumentów podważających decyzję uniwersytetu, podczas gdy przedstawiciel uczelni, już w trakcie uroczystego obiadu w Hotelu Saskim, popisał się piękną apologią podjętej przez wydział decyzji.
Naczelnik Państwa podkreślił w swoim wystąpieniu: „wzrosłem w kraju, gdzie prawem było bezprawie, gdzie każdy człowiek, niemający skłonności do łapania ryb w mętnej wodzie, tęsknić musi do prawa, które stoi nad wolą, samowolą lub kaprysem człowieka. Następnie los kazał mi być żołnierzem, a żołnierza wielkie zjawisko wojny wychowuje nie w prawie, a w samowoli i w gwałcie. W tych samych warunkach, co ja, rosło i wychowywało się obecnie pokolenie polskie, w których Opatrzność i złe czy dobre losy wyznaczyły mnie na przedstawiciela najwyższej władzy. Pierwszym moim postanowieniem było szukanie prawa i umacnianie jego poczucia w całym narodzie. Jak widzę, praca ta odbywa się w trudnych bardzo warunkach i jest nie do załatwienia w szybkim tempie. Rozmaitość pojęć prawnych, demoralizacja wniesiona przez wojnę, przyzwyczajenie do samowoli, nieraz nieświadome jej szukanie – oto przeszkody stojące tej pracy na drodze. Obiektywnie myśląc, nie mogę powiedzieć, że moje skromne usiłowania dały dotychczas wielkie, a tak pożądane wyniki, pomimo iż zawsze starałem się je podtrzymać i nadać moc prawu, czy to kiedy ono przewodzi życiu i je reguluje, czy wreszcie, gdy jest dura lex, sed lex. Uznanie więc ze strony tak wysokiego ciała, jakim panowie jesteście, pracy, której tak wielkie znaczenie nadaję, a które tak nikłe przedstawia wyniki, wzrusza mnie, bo wzruszać musi”.
Reklama
Naczelnikowi Państwa w dowcipny sposób odpowiedział ówczesny dziekan Wydziału Prawa i zarazem znakomity historyk prawa Stanisław Kutrzeba: „wyraziłeś w swej mowie, Naczelniku Państwa, wątpliwości, czy słusznie nadaliśmy ci dyplom honorowego doktora praw. Wyzwałeś mnie przez to jako dziekana. Tchórzem byś mnie nazwał, gdybym wyzwania nie przyjął. Więc – staję do rozprawy. (...) Formalna strona prawa ułatwia życie, usuwa wątpliwości. Jeśli wyrok uzna kogoś za zmarłego, to dla prawa nie żyje i nie ma prawnik co do tego wątpliwości, choćby ten osobnik chodził, jadł, pił itd. Zasada formalna zaufania do ksiąg gruntowych nie pozostawia wątpliwości, kto jest właścicielem gruntu, choćby kto inny na nim siał, orał i z niego zbierał. I my też mamy taką księgę na uniwersytecie, która się zwie: album doctorum. Jeśli kto w nią został wpisany, nie może ulegać wątpliwości, że na doktorat zasłużył. Więc nie ulega dla prawnika wątpliwości, że słusznie Ci się, Naczelniku, dostał tytuł doktorski; musisz w to wierzyć, kiedy od dziś jesteś prawnikiem.

Reklama
Byśmy zaś podjęli się przecież zadania sprawdzenia wątpliwości, czy w tej księdze wpisani słusznie dyplomy dostali, tego nie spodziewaj się po nas – za dużo mielibyśmy pracy z kreśleniem nazwisk w tej liście, byśmy się tego podjąć chcieli; a wszakże nie wolno nam według ustawy pracować dłużej, niż osiem godzin dziennie.
Formalne zwycięstwo – przyznasz Naczelniku – jest w pełni po mojej stronie. Ale nie chcę się uchylać od dysputy także in merito. Wyraziłeś wątpliwości, czy w pewnych ważnych okresach bytu narodu można prawa pytać się o rozstrzygnięcia, czy byłoby to rzeczą wskazaną. Nie miałbyś tych wątpliwości, gdybyś był słuchał naszych wykładów – J. Magnificencji Rektora [Stanisława Estreichera] i moich. Bo my to dobrze wiemy, że nie zawsze prawo nakazywać ma drogę działaniu – że są chwile, gdy ponad prawem stoi rzecz wyższa: życie narodu. Z ostrożnością trzeba o tym mówić studentom pierwszego i drugiego roku, by w nich nie osłabić szacunku do prawa. Ale dojrzalszym – można. A do tych ciebie, Dostojny Panie, zaliczyliby – sądzę – wszyscy profesorowie. (...)
Tak więc i in merito nie mogę przyznać Ci racji, Naczelniku, gdy kwestionujesz słuszność nadania Ci dyplomu doktora praw. Prawda, że w tej dysertacji, którą przed nami rozwinąłeś, są pewne braki i wady. Lecz trudno – tyle lat spędziłeś na wojnie, musieliśmy Ci te lata w myśl przepisów policzyć do studiów. Tem się tłumaczą defekty.
A tak, gdy formalnie dyplom Twój nie może podlec zarzutom, sąd o Twem wobec prawa stanowisku wyda dopiero późna historia, a na razie instynkt narodu go zastępuje, mogę jako dziekan wydziału prawa – a gry w tym charakterze mówię, któż mi może odmówić autorytetu? – wznieść toast: doktor praw Józef Piłsudski niech żyje!”.
Gest najstarszej polskiej wszechnicy spotkał się z entuzjastycznym odbiorem ze strony społeczności akademickiej. Jeden ze świadków tamtych wydarzeń, Franciszek Lis, żołnierz Legionów, student prawa UJ, a następnie sędzia, zapamiętał: „byłem świadkiem nadania doktoratu honoris causa Naczelnikowi Państwa Józefowi Piłsudskiemu. Aula uniwersytetu wypełniona była po brzegi. Tłumy młodzieży tłoczyły się w przyległych korytarzach, klatce schodowej i westybulu. Byłem przy drzwiach auli i słyszałem tylko fragmenty mowy Piłsudskiego. Podobała mi się szczególnie pointa, iż właśnie on, który w swoim życiu tak często walczył z prawem, został pierwszy w Polsce zaszczycony honorowym doktoratem prawa. (...) Nieco później z chórem studenckim znalazłem się w domu akademickim, gdy Piłsudski przybył tam witany przez młodzież i podejmowany herbatą. Prezes Bratniej Pomocy zakończył mowę powitalną charakterystycznym zwrotem: » Jeśli zażądasz od nas dalszych ofiar dla Polski, odpowiemy po żołniersku: Rozkaz, Komendancie!«”.