Zabawa w policjantów i złodziei jest stara jak świat. Gdy jakieś zjawiska wymykają się spod kontroli rządzących, zaostrza się przepisy. Żeby odstraszało to tych, którzy dopiero zamierzają uprawiać zwalczany przez władze proceder.
I często takie regulacje dochodzą do ściany. Wprawdzie odstraszają, przynajmniej częściowo, tych, którzy mają interes działać wbrew przepisom, ale jednocześnie krzywdzą innych, którzy w pułapkę wpadają nieświadomie albo dlatego, że tylko trochę chcieli poprawić swój los, a przepisów nie znali. Albo nie mieli wyjścia i przepis złamać musieli.
Jak mieszkanka stolicy, mająca posesję, na której w bardzo długi weekend nadłamało się drzewo i zagrażało bezpieczeństwu mieszkańców. Ze względu na święto zawiadomić urzędu i uzyskać zezwolenia na wycinkę nie było można. Zdecydowała więc o wycince, wierząc, że przepis jest mniej istotny od ludzkiego zdrowia czy życia. Konsekwencje? Zamiast listu pochwalnego, że zadziałała szybko i zgodnie z zasadami bezpieczeństwa – bodajże 100 tys. zł kary administracyjnej. I wieloletnie sądowe procesy. Bo przepis ustawy o ochronie przyrody był bezwzględny i żadnych wyjątków nie przewidywał. Miarkowania kar też nie. Wprawdzie m.in. po tym przypadku i kolejnych kilku latach regulacje dotyczące wycinki drzew nieco złagodzono, ale z miarkowaniem są one nadal na bakier.
Reklama
Oczywiście prawo ochrony przyrody to tylko przykład. Tego typu regulacje są lub były w różnych innych regulacjach. Parę lat temu np. najbardziej na karach z prawa budowlanego cierpiały rodziny osób niepełnosprawnych, które dobudowywały bez zgody urzędu podjazdy dla wózków inwalidzkich czy dokonywały zmiany fasady budynku, poszerzając drzwi lub dobudowując ganek. Miarkowanie kar powinno dać urzędnikom narzędzie, by w takich sprawach pokazać choćby trochę ludzkiego oblicza a jednocześnie nie narazić się na zarzut naruszenia urzędniczej pragmatyki.
Czy urzędnicy, a zapewne i sędziowie będą zawsze chętnie i sprawiedliwie korzystali z przepisów, które, miejmy nadzieję, da im znowelizowany kodeks? Nie jest to przesądzone. Prawdopodobnie znowu bogatym i ustosunkowanym będzie łatwiej niż biednym i bez znajomości. Ale przynajmniej uczciwi przedstawiciele władzy będą działać tak, by móc sobie spojrzeć w oczy, zamiast podejmować w majestacie przepisów decyzje niemające nic wspólnego ani z sensownie stanowionym prawem, ani ze zdrowym rozsądkiem.
W tym peanie na rzecz dobrej zmiany w kodeksie postępowania administracyjnego jest jednak i łyżka dziegciu. W projektowanym art. 189a par. 2 czytamy bowiem, że nowych regulacji dotyczących miarkowania nie będzie się stosować, gdy jest to uregulowane w przepisach odrębnych. A w wielu jest. Zwłaszcza tych związanych z działalnością gospodarczą. Nadal więc urzędnik stawać będzie przed problemem, jak nie zniszczyć firmy małemu przedsiębiorcy, skoro kary wymyślano tak, by były dotkliwe dla dużych rynkowych graczy, a nie ma możliwości ich złagodzenia.
Artykuł 189a par. 2 projektowanej nowelizacji k.p.a. znacząco ograniczy możliwość miarkowania kar w tych przepisach, w których określone zostały zasady ich wymierzania