Reklama
Pozornie nudna problematyka kosztów zastępstwa procesowego od wielu lat budzi ogromne emocje i nie schodzi z łamów prasy prawniczej. Ostatnim asumptem do tego była zmiana wysokości opłat adwokackich i radcowskich dokonana po niespełna kilku miesiącach obowiązywania nowych rozwiązań.
Zmiany, jakich w ostatnim roku dokonywano w zakresie kosztów pomocy prawnej, w zasadzie ograniczały się najpierw do podwyższania, a później obniżenia stawek w poszczególnych kategoriach spraw. Tymczasem w kontekście kosztów w orzecznictwie sądów powszechnych pojawiają się coraz to nowe problemy. Jednym z nich, wracającym jak bumerang, jest to, czy uzasadnione jest zasądzanie na rzecz profesjonalnego pełnomocnika niższego wynagrodzenia niż to przewidziane w przepisach o opłatach radcowskich lub adwokackich. Chodzi tutaj o takie przypadki, gdzie – ze względu na okoliczności sprawy – nakład jego pracy był tak niski, że zasądzenie wyższej kwoty byłoby rażąco niesprawiedliwe i to przede wszystkim w odniesieniu do innych pełnomocników, których wkład w reprezentację strony był nieporównywalnie większy.
Stałe stawki są i tak za niskie

Reklama
Od razu na wstępie należy wyraźnie zaznaczyć, że omawiany problem dotyczy praktycznie tylko tych spraw, w których opłaty ustalane są w odniesieniu do wartości przedmiotu sporu. Analiza obecnie funkcjonujących rozporządzeń o opłatach adwokackich i radcowskich – opublikowanych w październiku 2016 r. – co do zasady wyklucza z dyskusji o zbyt wysokich opłatach (szczególnie w sprawach z urzędu) wszystkie opłaty w wysokości stałej. W całej rozciągłości zgodzić się tu należy z opiniami profesjonalnych pełnomocników, że w znakomitej części przypadków są one zbyt niskie, a niektóre w stopniu wręcz szokującym w stosunku do nakładu pracy, jaki pełnomocnik musi wykonać, aby należycie reprezentować stronę. Nie ulega wątpliwości, że w licznych sprawach – po przeliczeniu pracy adwokata lub radcy prawnego na godziny – wynagrodzenia te nie otrą się nawet o wprowadzaną od 2017 r. obligatoryjną na umowach śmieciowych stawkę godzinową. Ta bowiem po waloryzacji ma sięgnąć 13 zł. Przykładem niech będą zmienione w październiku opłaty za pomoc udzieloną w postępowaniu ze skargi na czynności komornika (80 zł) czy o przywrócenie do pracy (180 zł z wyboru i 90 zł z urzędu). Trudno byłoby obronić pogląd, aby w tego rodzaju sprawach adwokatowi czy radcy można było obniżać jeszcze wynagrodzenie. I to nawet wówczas, gdy cały jego wkład pracy ograniczałby się tylko do zapoznania się ze sprawą. Podobne uwagi poczynić można praktycznie w zakresie wszystkich opłat stałych, które szczególnie w sprawach z urzędu co do zasady nie są w stanie wynagrodzić nawet przeciętnego nakładu pracy pełnomocnika. W sprawach z wyboru pełnomocnik podbierze natomiast wynagrodzenie w wysokości rynkowej. A to oznacza, że ustalenie stawek w tak niskiej wysokości w tych akurat sprawach uderza nie w adwokatów i radców prawnych, ale w strony. Te bowiem nie mają szansy na odzyskanie od przeciwnika procesowego kosztów poniesionych na wynagrodzenie pełnomocnika.
A ruchome czasem zbyt wysokie
Z diametralnie inną sytuacją mamy do czynienia w tych sprawach, w których opłaty zależą od wartości sporu. Po zmianach, które nastąpiły od stycznia 2016 r., w niektórych przedziałach kwotowych opłaty zostały bowiem ustalone na poziome zbyt wysokim. Niejednemu sędziemu zadrżeć musiała ręka w czasie zasądzania nawet takich kosztów procesu, które obejmowały minimalne stawki. Przykładowo w sprawie o 11 tys. zł po tym, jak powód odwoła się od przegranej w I instancji i wygra w apelacji, sąd odwoławczy musi zasądzić od pozwanego aż 8317 zł. Na kwotę tę składają się następujące kwoty: 4817 zł za wynagrodzenie pełnomocnika w I instancji i opłatę skarbową, 2400 zł za II instancję i 1100 zł za opłaty od pozwu i apelacji.
Tak naprawdę jednak problem leży gdzie indziej. Zdarzają się bowiem przypadki, w których – ze względu na przebieg sprawy – pełnomocnik (szczególnie ustanowiony z urzędu) nie ma obiektywnych możliwości podjęcia czynności uzasadniających zasądzenie na jego rzecz wynagrodzenia nawet w najniższej przewidzianej w przepisach wysokości. Jako dobry przykład niech posłuży występująca dosyć często sytuacja, w której powód samodzielnie wnosi pozew – dajmy na to o 60 tys. zł, domagając się jednocześnie ustanowienia pełnomocnika z urzędu. Adwokat lub radca zostaje mu przyznany, a powód w międzyczasie zawiera z pozwanym ugodę pozasądową lub rozmyśla się i chce cofnięcia pozwu. Czynności pełnomocnika polegają wówczas na spotkaniu lub innej formie kontaktu z powodem, zaznajomieniu się ze sprawą i napisaniu pisma cofającego pozew. Powstaje więc pytanie, czy w takiej sytuacji zasądzenie od Skarbu Państwa na rzecz pełnomocnika kwoty 3600 zł z VAT jest sprawiedliwe. Ma to znaczenie zwłaszcza w odniesieniu do innych pełnomocników, którzy, aby uzyskać identyczną zapłatę w tożsamej sprawie, muszą spędzić kilkanaście godzin na rozprawach, pisać pisma procesowe i wielokrotnie spotykać się z klientem.
Rozbieżności w orzecznictwie
Nie pozwala to jednak rozstrzygnąć omawianego problemu. W powołanych orzeczeniach Sąd Najwyższy nie odnosił się bowiem do możliwości obniżania wynagrodzenia pełnomocnika, gdy nakład jego pracy jest tak niski, że zasady słuszności sprzeciwiają się przyznaniu nawet stawki najniższej.
Wcześniej, w okresie obowiązywania rozporządzeń o opłatach adwokackich i radcowskich z 2002 r., judykatura co do zasady opowiadała się przeciwko dopuszczalności obniżania stawek poniżej kwot minimalnych (uzasadnienie uchwały SN z 26 lutego 2014 r., III CZP 117/13, uchwała z 8 marca 2012 r., III CZP 2/12). Z kolei w postanowieniu z 6 czerwca 2012 r. (III CZ 34/12) Sąd Najwyższy uznał, że stawka opłaty dlatego nazwana była minimalną, że nie można było na podstawie art. 98 kodeksu postępowania cywilnego stronie wygrywającej sprawę i reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika przyznać mniejszej kwoty zwrotu kosztów niż wynikająca z rozporządzenia wykonawczego. Z tezy postanowienia SN z 8 marca 2012 r. (sygn. akt III CZ 11/12) wynikało wręcz, że wynagrodzenie pełnomocnika nie jest zależne od tego, czy podjął on jakiekolwiek czynności procesowe.
Dominująca linia orzecznicza nie była jednak jedyną. Odmienne stanowisko znalazło wyraz np. w postanowieniu SN z 26 stycznia 2011 r. (IV CZ 99/10), w którym wskazano, że sąd II instancji, zasądzając opłatę za czynności radcy prawnego z tytułu zastępstwa prawnego w postępowaniu apelacyjnym, władny jest określić ją w wysokości niższej niż wynikająca ze stawki minimalnej przewidzianej w rozporządzeniu, o ile rozstrzygnięcie takie uwzględnia m.in. niezbędny nakład pracy pełnomocnika oraz charakter sprawy. Stanowisko to znajdowało także wsparcie w niektórych wypowiedziach doktryny.
Istotne zagadnienie
Zagadnienie to jest niewątpliwie bardzo ważne dla praktyki. Mając to na względzie oraz biorąc pod uwagę brak jednolitych poglądów orzecznictwa w tej kwestii, Sąd Okręgowy w Toruniu zdecydował się poddać je pod osąd SN. Zadał więc pytanie prawne, które zostało zarejestrowane pod sygnaturą III CZP 87/16. W sprawie, w której pojawiły się wątpliwości SO, Sąd Rejonowy po zakończeniu sprawy na etapie zwrotu pozwu obniżył o ponad połowę najniższą stawkę wynagrodzenia adwokata ustanowionego z urzędu. Powołał się przy tym na jego bardzo niski wkład pracy, z czym pełnomocnik ten nie zgodził się i złożył zażalenie na orzeczenie o przyznaniu kosztów. Pytanie skierowane do SN dotyczy więc dopuszczalności zasądzenia na rzecz adwokata z urzędu wynagrodzenia poniżej najniższej stawki.
Jest to o tyle istotne, że po wydaniu rozporządzeń z 2015 r. odpadły wcześniej podnoszone argumenty dotyczące nazewnictwa tych opłat i niemożności zasądzenia kwoty niższej niż minimalna. Wcześniej bowiem w rozporządzeniach z 2002 r. mowa była o obowiązywaniu stawek minimalnych w sprawach z urzędu. Obecnie odstąpiono jednak od nazywania opłat za pomoc świadczoną z urzędu maksymalnymi czy minimalnymi. Co jednak należy podkreślić, dawna nomenklatura (tj. opłaty minimalne) obowiązywała będzie jednak nadal w sprawach z wyboru. Nie zmienia to jednak faktu, że także w nich pojawiają się podobne problemy dotyczące zasądzania kosztów.
Na zakończenie warto ponowić refleksję, że wszystkie problemy związane tak z samym ustalaniem odpowiadającej nakładowi pracy pełnomocników wysokości opłat za pomoc prawną świadczoną z urzędu, jak i wszystkimi trudnościami pojawiającymi się na tle orzekania o tych kosztach można przeciąć, rozszerzając uprawnienia adwokatów i radców prawnych, którzy prowadzą funkcjonujące już punkty przedsądowej pomocy prawnej. Oczywiście wymagałoby to przyznania im odpowiednio wyższego ryczałtowego wynagrodzenia za prowadzenie wszystkich spraw. Warunki do otrzymania takiej bezpłatnej reprezentacji należałoby wówczas ściśle określić w ustawie, a w wyjątkowych przypadkach powinny o tym uprawnieniu decydować organy pomocy społecznej, a nie sąd. Koszty pomocy prawnej byłyby w takim przypadku zasądzane od przegrywającego sprawę przeciwnika na rzecz Skarbu Państwa według stawek w sprawach z wyboru.