W zbiorze zasad etyki i godności zawodu, którym kierować powinien się każdy adwokat, nie ma expressis verbis zakazu nabywania roszczeń – mówi p.o. dziekana stołecznej palestry Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska.
Reklama
19 listopada br. stołeczni adwokaci wybiorą nowego szefa. Przestanie być pani wicedziekanem „pełniącym obowiązki” po mecenasie Grzegorzu Majewskim, znanym szerzej publiczności jako współużytkownik wieczysty działki przy Pałacu Kultury. Ulga?
Towarzyszą mi mieszane uczucia. Na pewno będę się cieszyła ze stabilności, jaką niesie za sobą bezpośredni wybór dziekana. Z tego, że będzie miał on pełną legitymację do podejmowania decyzji wpływających na aktualną sytuację samorządu. Wiem jednak i to, że 19 listopada - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – nie znikną wszystkie problemy. To będzie kontynuacja ciężkiej pracy na rzecz stołecznej palestry, na której czele stać będzie już osoba posiadająca pełne podstawy do wprowadzenia zmian.
Zanim jednak o zmianach. Przyszło pani przewodzić warszawskiej adwokaturze w trakcie medialnego trzęsienia ziemi. Gdyby nie postać dziekana, wstrząsy zapewne nie byłyby aż tak mocne. Czy pani zdaniem skupowanie roszczeń to biznes godny przedstawiciela palestry?
Na to pytanie każdy z adwokatów musi odpowiedzieć sobie samodzielnie. W zbiorze zasad etyki i godności zawodu, którym kierować powinien się każdy adwokat, nie ma expressis verbis zakazu nabywania roszczeń.
To oczywiste. Zadam więc inaczej pytanie: pani weszłaby w taki biznes?
Myślę, że nie zdecydowałabym się. Zapewne jest to pochodną prowadzonej przez mnie praktyki adwokackiej. Jestem karnistką, praktycznie w ogóle nie zajmuję się innymi sprawami.
Tak samo jak mecenas Majewski.
To prawda. Niemniej to, że ja podjęłabym określoną decyzję, nie oznacza, że kolega lub koleżanka adwokat, podejmując inną, popełnia delikt dyscyplinarny. Ocena słuszności formułowanych zarzutów w tzw. aferze reprywatyzacyjnej jest przedmiotem postępowania wyjaśniającego toczącego się w NRA, a także przed rzecznikiem dyscyplinarnym ORA w Warszawie.
Wspomniała pani na początku o problemach w samorządzie i konieczności pracy. Jak zatem w pani oczach rysuje się stan warszawskiej adwokatury?
Kondycję warszawskiej adwokatury oceniam ambiwalentnie. Jako praktyk obserwuję w sądach intensywną pracę adwokatów walczących o prawa człowieka i obywatela, wykonujących z zaangażowaniem swoje obowiązki obrońców lub pełnomocników. Z drugiej jednak strony, również jako p.o. dziekana widzę problemy, z jakimi mierzą się poszczególni członkowie naszej izby, w tym także aplikanci. Środowisko nie jest egalitarne i ma poczucie krzywdy. Trudności w wykonywaniu zawodu, związane także z szybkim wzrostem liczby adwokatów i aplikantów adwokackich na rynku pracy, nie są rzadkością. Dotyczą szczególnie kobiet adwokatów w okresie wczesnego macierzyństwa, młodych adwokatów, którzy nie wytrzymują konkurencji. Ta sytuacja zaskoczyła adwokaturę, w tym niestety organy samorządowe. Dodatkowo widzę, jaką bolączką jest niedostosowanie sposobu zarządzania i funkcjonowania instytucji do współczesnych potrzeb i oczekiwań. Liczę na to, że w tej kadencji ostatecznie uda się to zmienić.
Dlaczego nie zdecydowała się pani kandydować i samodzielnie próbować zmienić to, co trzeba?
Podjęłam tę decyzje jeszcze przed ostatecznym ustaleniem terminu zgromadzenia wyborczego izby warszawskiej. Jest lepszy kandydat. Poza tym uważam, że praca w dobrze zgranym zespole, któremu niekoniecznie muszę przewodniczyć, przynosi najlepsze efekty. Jeśli do władz adwokatury zdecydował się kandydować adwokat, który całym swoim dotychczasowym uznanym dorobkiem zawodowym, a także samorządowym daje gwarancję, że pogłębiona dyskusja na temat roli adwokatury i wartości, którymi się kierujemy, będzie się odbywała, to należy zrobić mu miejsce. Myślę tu o adwokacie Mikołaju Pietrzaku. Moje osobiste ambicje w tym przypadku uważam za drugoplanowe wobec sytuacji, w jakiej adwokatura warszawska się aktualnie znajduje.
Czy przy okazji wyboru nowego dziekana cała okręgowa rada nie powinna poddać się weryfikacji? Uważam, że nie. Trudna dla nas wszystkich decyzja Grzegorza Majewskiego, którą szanuję i uważam za przejaw wielkiego honoru, pozostaje w moim odczuciu w oderwaniu od funkcjonowania rady tej kadencji
W wywiadzie dla DGP kandydat na prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej adwokat Jacek Trela zarzucił warszawskiej radzie brak transparentności, jeśli chodzi o finanse. Dał też do zrozumienia, że stołeczni adwokaci to mocno podzielone środowisko.
Cieszę się, że zapytała mnie pani o transparentność. Moją ambicją było to, aby w pracach Okręgowej Rady Adwokackiej stanowiła ona już na zawsze normę. Liczę, że tak to jest odbierane. Jako p.o. dziekana wprowadziłam zasadę pełnej informacji finansowej o każdym, nawet najdrobniejszym wydatku zaakceptowanym przez prezydium, skierowanej do członków i zastępców członków ORA. Oczywiście wszystko jest sumą pewnych doświadczeń, w tym błędów, z których popełnienia należy wyciągać stosowne wnioski. Jednocześnie uważam, że środowisko stołecznych adwokatów nie jest podzielone, to raczej w ramach rady spieramy się i polemizujemy, co jest oczywistą konsekwencją różnych poglądów, doświadczeń i pomysłów. Wydaje się to zrozumiałe. Umiemy jednocześnie dojść do konsensusu i podejmować wspólnie, korzystne dla adwokatury warszawskiej, decyzje. Dobrym przykładem jest sprawne przeprowadzenie konkursu na stanowisko kierownika szkolenia aplikantów adwokackich naszej izby i ostateczny wybór przez radę. Tu zrealizowała się zasada transparentności w pełni.
I szeregowi adwokaci również nie mają problemu z dostępem do informacji?
Nie wiem, o jakie informacje konkretnie pani pyta. Wydaje się, że bolączką szeregowego adwokata nie jest brak dostępu do informacji, ile czas jej uzyskania. W tym upatruję problem, z którym w tej kadencji należy się ostatecznie zmierzyć, wprowadzając elektroniczny obieg dokumentów i zmieniając strukturę biura rady. Niemniej śpieszę uspokoić, że biuro działa na bieżąco. Warto wskazać, że dysponujemy stroną Okręgowej Rady Adwokackiej, na której umieszczane są na bieżąco informacje, niebawem, mam nadzieję, nastąpi jej nowa odsłona, fanpage na FB, w tym profile sekcji praktyków prawa, również stanowią źródło informacji.
Skąd zatem wziął się ten zarzut w ustach prezesa Treli?
Nie zgadzając się z wydźwiękiem tych słów, zwróciłam się o ich wyjaśnienie do autora, który wobec mnie nie potwierdził zarzutów. Myślę, że było to nieporozumienie.
Czy przy okazji wyboru nowego dziekana cała rada nie powinna poddać się weryfikacji kolegów adwokatów?
Uważam, że nie. Wybory dziekana, będące następstwem podania się dziekana adw. Grzegorza Majewskiego do dymisji, nie mają związku z bieżącą działalnością rady. Okręgowa Rada Adwokacka wykonuje wszystkie nałożone przez ustawę obowiązki.
A jeśli jednak podczas zgromadzenia padnie wniosek w tej sprawie?
Oczywiście nie można tego wykluczyć. Decyzja należy do zgromadzenia izby i należy ją respektować.
Nie czuje więc pani potrzeby potwierdzenia przez kolegów, że nadal jest osobą na właściwym miejscu?
Podczas ostatnich wyborów otrzymałam ogromną liczbę głosów i ogromny kredyt zaufania od kolegów i koleżanek. Nie zamierzam tego zbagatelizować, chcę i będę dalej ciężko pracować. Trudna dla nas wszystkich decyzja dziekana adw. Grzegorza Majewskiego, którą szanuję i uważam za przejaw wielkiego honoru, pozostaje w moim odczuciu w oderwaniu od funkcjonowania i ciężkiej pracy rady adwokackiej tej kadencji.
Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska - wicedziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, od 14 września br. pełniąca obowiązki dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie