Obowiązujące przepisy w praktyce oznaczają, że nas, prokuratorów, ustawodawca umieścił w szybkiej windzie. A o kierunku jej jazdy decydują prokurator generalny albo krajowy - mówi w wywiadzie dla DGP Krzysztof Parchimowicz, prokurator, współtwórca stowarzyszenia Lex Super Omnia (Prawo Ponad Wszystkim).
Krzysztof Parchimowicz, prokurator, współtwórca stowarzyszenia Lex Super Omnia (Prawo Ponad Wszystkim) / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
W orzeczeniu dotyczącym odwołania złożonego przez jedną z prokurator przeniesionych na niższe stanowisko służbowe Sąd Najwyższy stwierdził, że powinna ona zwrócić się do sądu pracy (postanowienie III PO 3/16). Dlaczego pan i inne osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji zawodowej, nie skorzystali najpierw z krajowej ścieżki sądowej, lecz od razu złożyli skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka?

Reklama
Znaliśmy to postanowienie SN przed wniesieniem skarg do Strasburga. Rzecz jednak w tym, że ETPC w wielu swoich wyrokach podkreśla, że prawo do sądu i odwołania powinno być realne. A to oznacza, że te podstawowe prawa obywatela powinny być jasno określone i faktycznie dostępne. Nie mogą być zatem efektem prawniczej ekwilibrystyki. Tymczasem otrzymane przez nas decyzje o degradacji nie zawierały uzasadnienia ani pouczenia o przysługujących środkach zaskarżenia. Ustawa nie przewiduje bowiem kryteriów przenoszenia na niższe stanowiska służbowe. Na przykład, gdyby przepisy stwierdzały, że można zdegradować prokuratora łysego i z nadwagą, to gdyby mnie przeniesiono niżej, nie miałbym szans skutecznie zaskarżyć takiej decyzji. Mimo że nie miałaby ona merytorycznego uzasadnienia. Wiem, jak wyglądam. Z kolei jeżeli ustawodawca uznałby, że dopuszczalne jest degradowanie prokuratorów nieporadnych lub leniwych, to wtedy znalazłbym argumenty, aby się decyzji o przeniesieniu przeciwstawić. Z góry przepraszam czytelników DGP za te uproszczone przykłady.
Ale przecież SN podkreślił, że w sprawach o roszczenie ze stosunku pracy śledczym przysługuje możliwość odwołania do sądu powszechnego. Przewiduje to prawo o prokuraturze.
Nie zgadzamy się z podstawowym elementem rozumowania SN. Otóż opiera on swój wywód na twierdzeniu, że sąd, badając przeniesienie prokuratora do niższej jednostki, powinien uwzględnić charakter dotychczas wykonywanej przez niego pracy. Innymi słowy SN twierdzi, że owo nowe „miejsce pracy” nie jest jedynie geograficznym kryterium, lecz także merytorycznym. Natomiast naszym zdaniem z przepisów wynika, że odnosi się ono tylko do lokalizacji nowej jednostki. Ustawa mówi jedynie tyle, że degradacja może nastąpić do jednostki położonej tam, gdzie wcześniej pracowaliśmy albo mieszkaliśmy. Twierdzimy zatem, że w tej sytuacji droga do sądu to czysta iluzja. Są zresztą koledzy, którzy przed datą wydania omawianego postanowienia i już po nim otrzymywali z prokuratury informacje, że środek zaskarżenia im nie przysługuje. Polski sąd musi respektować przepisy uchwalonych ustaw. Z kolei trybunał w Strasburgu ocenia w świetle konwencji zarówno obowiązujące prawo, jak i orzeczenia wydane w oparciu o przepisy uchybiające europejskim standardom.
SN stwierdził, że sędziom i prokuratorom przysługuje różna ochrona uprawnień wynikających ze stosunku służbowego. Nie zgadza się pan z tym?
Ten pogląd jest dyskusyjny, choć odmienna, silniejsza pozycja ustrojowa sądów i sędziów nie budzi wątpliwości. Rzecz w tym, że stabilność pozycji zawodowej stanowi fundament niezawisłości sędziów, tak jak w przypadku prokuratorów jest ona gwarantem ich niezależności. Nie można z czystym sumieniem decydować o ludzkich losach, jeżeli z tyłu głowy pojawia się myśl, że takie lub inne rozstrzygnięcie może nam zaszkodzić. Obowiązujące przepisy w praktyce oznaczają, że nas, prokuratorów, ustawodawca umieścił w szybkiej windzie. A o kierunku jej jazdy decyduje PG albo PK.
Nie obawia się pan jednak, że rząd podniesie zarzut niewyczerpania środków krajowych przed ETPC i jako dowód przedstawi właśnie orzeczenie najwyższej instancji odwoławczej w Polsce?
Pierwszy raz podejmuję działania prawne przeciwko ojczystemu krajowi. Nasza decyzja nie była ani łatwa, ani oczywista. Kontrakcja strony rządowej mieści się w ramach reguł sporu przed ETPC. Na razie mogę poinformować, że 27 października dwaj prokuratorzy, który odwołali się do Strasburga, otrzymali wiadomość, że ich skargi zostały przyjęte do merytorycznego rozpoznania. Do tej pory nikt z nas nie dostał decyzji odmownej.
Czy zna pan jakieś wyroki ETPC, które zapadły w sprawach o podobnym stanie faktycznym?
Powołujemy się na jeden wyrok w sprawie przeciwko Austrii i jeden dotyczący skargi przeciwko Węgrom. Chodzi m.in. o sprawę węgierskiej urzędniczki K.M.C., która otrzymała wypowiedzenie z pracy bez uzasadnienia. Mogła odwołać się od tej decyzji w swoim kraju, lecz tego nie zrobiła, uznając, że skoro pracodawca nie przedstawił powodów zwolnienia, nie będzie miała szans na pozytywne dla siebie rozstrzygnięcie w sądzie. Trybunał orzekł wówczas, że jedynie formalne prawo do zaskarżenia takiej decyzji nie jest równoważne z realną możliwością jej podważenia w postępowaniu odwoławczym i stwierdził naruszenie konwencji.
Niektórzy prokuratorzy są zdania, że skarga strasburska złożona przez pana i innych prokuratorów to głównie PR-owa demonstracja. Coś w tym jest?
Oddaliśmy naszą sprawę w ręce ETPC i przyjmiemy z pokorą każde finalne rozstrzygnięcie. Jest mi przykro, że inni prokuratorzy, a zwłaszcza przedstawiciele związku zawodowego, wypowiadają nieprzyjazne opinie o działaniach koleżanek i kolegów, których dotknęły bardzo brutalne, surowsze od kar dyscyplinarnych, decyzje prokuratora generalnego. Chciałbym, aby była to moja już ostatnia wypowiedź na temat skarg.