Trendem w ostatnich latach jest harmonizowanie przepisów prawa upadłościowego. Dowód? Od kilkunastu miesięcy poszczególne kraje sprawdzają znacznie dokładniej COMI (ośrodek interesów życiowych), niż czyniono to jeszcze kilka lat temu. Cel: ograniczenie turystyki upadłościowej (pisaliśmy o tym: „Turystyka upadłościowa upada”, DGP nr 88/2015). Unijni decydenci uważają bowiem, że w zakresie przepisów dotyczących bankructwa należy dążyć do ich ujednolicenia.

Poparcie biznesu

Teraz Komisja Europejska wyznaczyła sobie kolejne zadanie. Chodzi o to, by w poszczególnych krajach zharmonizować kwestie dotyczące niewypłacalności i restrukturyzacji. Obecnie jest bowiem tak, że jeden przedsiębiorca w jednym państwie członkowskim zostanie uznany za wypłacalnego, zaś w innym – powinien już złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości. Zdaniem Brukseli to niepotrzebna komplikacja, szczególnie gdy ma się na uwadze coraz powszechniejszą działalność transgraniczną.

Niezbędna zmiana wykonana

Niezbędna zmiana wykonana

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

To założenie jest zresztą zgodne z potrzebami biznesu. Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce od dawna wskazuje jasno: brak zharmonizowanego podejścia do kwestii niewypłacalności i upadłości na szczeblu UE uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie i rozwój rynków kapitałowych. Podobne głosy pojawiają się także w innych krajach.

Komisja Europejska w najbliższych miesiącach zaproponuje więc inicjatywę prawodawczą dotyczącą niewypłacalności oraz wczesnej restrukturyzacji.

– Zmiany mają na celu skupienie się na zachęcaniu rentownych przedsiębiorstw do przeprowadzania restrukturyzacji na wczesnym etapie, a nie na ich likwidacji – tłumaczy radca prawny Marcin Czugan, wiceprezes KPF. I dodaje, że KE w takim podejściu dostrzega dwie zalety. Po pierwsze, pomoc przedsiębiorstwom w pozostaniu na rynku oznacza zachowanie miejsc pracy. Po drugie: firma, która jest w stanie się zrestrukturyzować, co do zasady w większym stopniu zaspokoi swoich wierzycieli niż w razie bankructwa.

Wzorzec z Warszawy

Z analiz przeprowadzanych przez KE wynika, że modelowym przykładem państwa, które doskonale poradziło sobie z wyzwaniami, jest Polska. O ile bowiem jeszcze kilka lat temu byliśmy skansenem Europy, a upadłość kojarzyła się jedynie z likwidacją biznesu, o tyle zmiany zapoczątkowane w 2014 r. i kontynuowane aż do początku 2016 r. przekształciły nas w europejskiego lidera.

– Cieszy mnie, że choć w jednej kwestii Polska jest pokazywana w UE jako wzór do naśladowania – mówi radca prawny Jerzy Kozdroń, były wiceminister sprawiedliwości, który odpowiadał za projekty nowelizacji prawa w zakresie upadłości konsumenckiej oraz za ustawę – Prawo restrukturyzacyjne (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 978 ze zm.). Zaznacza przy tym, że docenienie obowiązujących obecnie w Polsce przepisów to najlepszy dowód na to, że prawo nie powinno być pisane na kolanie przez polityków.

– To, że upadłość konsumencka zaczęła być wykorzystywaną instytucją, oraz to, że regulacje dotyczące restrukturyzacji biznesu są pozytywnie oceniane przez fachowców, to nie moja zasługa, lecz eksperckiego zespołu, który został powołany przy ówczesnych ministrach sprawiedliwości – podkreśla mec. Kozdroń.

Bartosz Groele, wiceprezes Instytutu Allerhanda i partner w kancelarii Tomasik, Pakosiewicz, Groele, przyznaje, że Polska, z uwagi na przeprowadzoną niedawno gruntowną reformę systemu prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego, z pewnością jest istotnym źródłem możliwych rozwiązań.

– Zwłaszcza że wprowadzone do krajowego systemu mechanizmy w maksymalnym możliwym stopniu uwzględniały promowane przez gremia eksperckie (w tym także KE) aspekty, niekiedy nawet antycypując optymalne rozwiązania toczących się dyskusji na forum międzynarodowym – dodaje Groele.

Dwie poprawki

W beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. Jerzy Kozdroń zwraca bowiem uwagę, że być może Komisja Europejska uznaje Polskę za lidera w dziedzinie prawa upadłościowego, ale politycy nie powinni spocząć na laurach.

– Są dwie rzeczy, które należy możliwie najszybciej poprawić – wskazuje mec. Kozdroń. Pierwsza dotyczy upadłości konsumenckiej. Obecnie tego typu sprawy trafiają do wydziałów gospodarczych sądów. – A te mają bardzo dużo pracy. Poza tym upadłość konsumencka nie ma przecież zbyt wiele wspólnego z prawem gospodarczym – zaznacza były wiceminister. Jego zdaniem należy więc utworzyć sekcje upadłościowe w ramach wydziałów cywilnych. Tym bardziej że – jak podkreśla – boom na upadłość konsumencką dopiero się rozpocznie. W tym roku z instytucji tej skorzysta ok. 4 tys. Polaków. Zdaniem ekspertów, za kilka lat liczba ta może oscylować wokół 30 tys. osób.

Druga kwestia dotyczy restrukturyzacji. Sprawy jej dotyczące trafiają do sądów rejonowych, a nie okręgowych, jakpostulował wspomniany wyżej zespół ekspertów doradzający ministrowi. Powód, dla którego zdecydowano się na wariant niezgodny z ekspertyzami, był prozaiczny: brak funduszy na 150 nowych etatów sędziowskich.

– Wierzę, że obecne kierownictwo resortu sprawiedliwości znajdzie pieniądze na ten cel. Restrukturyzacja firm jest na tyle skomplikowaną operacją, że powinna być czyniona przy udziale doświadczonych sędziów – podkreśla Jerzy Kozdroń.

Zmiany zapoczątkowane w 2014 r. przekształciły nas w europejskiego lidera