Pomysł senatorów na przeciwdziałanie marnowaniu żywności może godzić w prawa biedniejszych Polaków. W efekcie rozwiązanie uznawane dotychczas za najlepsze w projekcie ustawy stoi pod dużym znakiem zapytania.
Przypomnijmy: senatorowie chcą, by sprzedawcy żywności w sklepach o powierzchni powyżej 250 mkw. byli zobowiązani do zawarcia z organizacjami pożytku publicznego pisemnych umów przewidujących nieodpłatne przekazywanie na cele społeczne niesprzedanego jedzenia. Oddawać dobroczynnie będzie trzeba te artykuły, które jeszcze spełniają wymogi prawa żywnościowego, ale już – ze względów handlowych, estetycznych lub z powodu zbliżającego się upływu terminu przydatności – są nieatrakcyjne dla sprzedawcy. Jeśli biznes nie zdecyduje się przekazać produktów, a te się zmarnują (np. nikt nie kupi przecenionych jogurtów z krótkim terminem przydatności), będzie musiał zapłacić organizacji odpowiednią kwotę (w projekcie przewidziano 10 gr za każdy 1 kg odpadów).
Cały projekt spotkał się z chłodnym odbiorem ze strony przedsiębiorców, ale jedno rozwiązanie niemal wszyscy sklepikarze chwalili. Chodzi o to, że obecne przepisy ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 594 ze zm.) nie pozwalają na przekazywanie nie tylko przeterminowanego jedzenia, lecz także tego, dla którego upłynęła data minimalnej trwałości („najlepiej spożyć przed...”). W ocenie zarówno senatorów, jak i Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zakaz ten jest bezsensowny. Lepiej bowiem oddać potrzebującym jogurt, który stracił barwę, czy czekoladę, która się pokruszyła, niż wyrzucić jedzenie na śmietnik.